795 osób online

Rafał Grzyb: Wszyscy w tej chwili będą się na nas bardziej mobilizować [WYWIAD]

2016.10.04 12:02
Każdy inaczej nastawia się na lidera, a inaczej na zespół, który jest w środku. Wszyscy w tej chwili będą się na nas bardziej mobilizować, wiedząc o tym, że w myśl hasła "bij lidera", można wygrywać - mówi Rafał Grzyb, kapitan Jagiellonii.
Rafał Grzyb: Wszyscy w tej chwili będą się na nas bardziej mobilizować [WYWIAD]
Fot: Grzegorz Chuczun

Nie śniła się Panu ostatnio Pogoń Szczecin? Remis w lidze i porażka w Pucharze Polski, chyba nie tak to miało wyglądać?

Przegrana nigdy nie jest wymarzonym wynikiem. Na pewno chcieliśmy się zrewanżować za ten mecz Pucharu Polski, ale piłka jest przewrotna. W niedzielę nic nie chciało wpaść, a trochę sytuacji przecież mieliśmy. Brakowało przy wykończeniu szczęścia, ale nie, spałem spokojnie. Nie wszystko da się wygrać. Czasami są mecze lepsze, czasami gorsze – tak jak w niedzielę, gdzie tego szczęścia brakowało – przez co nie udało nam się odkuć za odpadnięcie z pucharu.

Nie przeszkodził wam w niedzielę sędzia Stefański, który w 3. minucie nie wyrzucił Jarosława Fojuta za brutalny faul na Cernychu?

Trudno powiedzieć, czy przeszkodził. Tak a nie inaczej ocenił sytuację – jego decyzja. Myślę, że nie chciał od razu na początku osłabiać zespołu ze Szczecina i dlatego Fojut otrzymał tylko żółtą a nie czerwoną kartkę.

Trudno jednak sobie wyobrazić boiskowe wydarzenie, w którym czerwona kartka byłaby bardziej ewidentna. Musiałoby chyba dojść do złamania nogi. Powtórki pokazały, że było naprawdę strasznie.

Sędzia ma ułamek sekundy na podjęcie ważnej decyzji. My wszyscy widzieliśmy powtórki, wiemy, jak to było brutalne. Nie wiem jednak, w jakiej odległości stał sędzia główny, jak to widział, więc nie chcę się wypowiadać na temat jego pracy.

Na wynik w Szczecinie miało wpływ zmęczenie podróżami spowodowane trzema wyjazdowymi meczami z rzędu?

Zawsze takie wyjazdy mają przełożenie na formę. Każdy z nas chce wypocząć jak najszybciej i w pełni się zregenerować, a podróże są takim elementem, który temu nie sprzyja. Trudno w takich warunkach dojść do pełni sił, więc jakiś wpływ na naszą dyspozycję w Szczecinie na pewno to miało.

Czyli przerwa na reprezentację się teraz przyda?

Przyda się, aby poprawić błędy i podszlifować to, co się robi dobrze. Piłkarze, którzy nie jadą na mecze międzypaństwowe, dostali teraz trzy dni wolnego. Dokładnie, trener wyszedł z założenia, że mieliśmy ostatnio kilka intensywnych treningów i tych meczów było sporo, więc tak, dostaliśmy trzy dni wolnego.

W jaki sposób wykorzysta Pan ten czas?

Skupię się przede wszystkim na rodzinie, bo ostatnio często nas nie było w domu. Są dzieci, więc może będzie trochę spacerów – jak pogoda pozwoli. No i będę chciał się zregenerować, aby po tych kilku dniach podejść już z pełnymi siłami do obciążeń treningowych. Żeby ta praca, którą wykonujemy, miała dobry pożytek na przyszłość.

Wracając do Pucharu Polski, porażka 1:4 bolała mocno? Z obecnej drużyny tylko Pan i trener Michał Probierz to osoby, które pamiętają sukces z 2010 r. Teraz była szansa do tego wyniku się zbliżyć. W ćwierćfinale czekała bowiem II-ligowa Puszcza Niepołomice, wydaje się, że przed Jagiellonią była autostrada do półfinału.

Oczywiście, że żałujemy tej porażki. Jechaliśmy do Szczecina, żeby awansować do kolejnej fazy rozgrywek, ale tak jak mówiłem wcześniej, piłka jest przewrotna i teoretycznie słabszy przeciwnik nie musi oznaczać, że mamy automatyczny awans do kolejnej rundy. Chcieliśmy tam zwyciężyć, ale przegrywaliśmy 1:2. Musieliśmy postawić wszystko na jedną kartę i dzięki temu, że za bardzo się odkryliśmy, Pogoń wykorzystała dwie następne sytuacje. Stąd ten wysoki wynik. Może zbyt wysoki, bo wydaje mi się, że nasi rywale wykorzystali wszystkie swoje sytuacje, może oprócz jeszcze jednej główki Drygasa.

Wydaje się, że to był najsłabszy mecz Jagiellonii w tym sezonie. Pogoń, uderzeniami głową, dochodziła do sytuacji bardzo często.

Ciężko powiedzieć, czy najsłabszy, bo tu przynajmniej stworzyliśmy jakieś sytuacje. Mogliśmy doprowadzić nawet do prowadzenia. Myślę, że słabszy mecz zagraliśmy w Płocku, gdzie nie potrafiliśmy zagrozić bramce przeciwnika, poza ostatnimi minutami meczu, kiedy to rzuciliśmy się do odrabiania strat. A tutaj przede wszystkim wynik sprawia takie myślenie, bo sugeruje, że musieliśmy być zdecydowanie słabsi.

Brak przedsezonowych wyprzedaży, kilkanaście tysięcy kibiców na każdym meczu i Konstantin Vassiljev – najlepszy piłkarz Ekstraklasy. Na co stać Jagiellonię w obecnych rozgrywkach?

Myślę, że przede wszystkim trzeba myśleć o pierwszym celu, którym jest mistrzowska ósemka. Wiadomo, że każda drużyna, która rozpoczyna rozgrywki, walczy o tytuł. My również o to walczymy, ale na realne cele i plany przyjdzie czas dopiero po podziale. Wtedy zobaczymy, na co nas będzie stać, jaką będziemy mieli ewentualnie przewagę czy różnice punktowe. Właśnie to określi, w którym kierunku będziemy szli.

Rozumiem, ale na pewno ma Pan jakieś cele prywatne i poczucie obecnej sytuacji. Na przykład 5. miejsce na koniec sezonu byłoby dla Pana dobrym rezultatem?

Myślę, że byłby niedosyt, bo jednak to, co prezentujemy swoją grą, pokazuje, że stać nas na to, aby osiągnąć nieco większe cele. Ale tak jak mówię, to na chwilę obecną jest daleko przed nami. Mamy jeszcze mnóstwo kolejek, przyjdzie podział punktów, wtedy też będziemy się zastanawiać nad tym, o jakie cele możemy grać.

Jagiellonia z obecnych rozgrywek jest lepsza od tej z sezonu 2009/2010, kiedy to udało się zdobyć Puchar Polski i sezonu 2014/2015, kiedy zajęliście w lidze 3. miejsce?

Uważam, że teraz jest to nieco inny zespół, bo wtedy, gdy zdobywaliśmy Puchar Polski, mieliśmy dużą liczbę zawodników doświadczonych, którzy w trudnych momentach potrafili utrzymać zespół na pewnym poziomie i dzięki temu właśnie zdobyliśmy ten puchar. Grali m.in.: Skerla, Lato, Frankowski, Hermes czy nawet Kamil Grosicki, który teraz bardzo dobrze sobie radzi we Francji. A sezon 2014/2015, kiedy zdobyliśmy 3. miejsce, również był dla nas całkiem udany, ale wtedy ta różnica punktowa była jednak większa. Dobra gra w pierwszej ósemce już po podziale punktów dała nam podium, ale tak jak mówię, to są różne drużyny, inne potencjały, inne osoby, które decydowały o obliczach tych meczów.

Jagiellonia traci najmniej goli, najwięcej strzela, rywale powinni czuć strach przed Michałem Probierzem i spółką?

Nie wiem, czy powinni czuć strach. Każdy inaczej nastawia się na lidera, a inaczej na zespół, który jest w środku tabeli czy w samej końcówce. Wszyscy w tej chwili będą się na nas bardziej mobilizować, wiedząc o tym, że w myśl hasła "bij lidera", można wygrywać.

Gra na prawej obronie idzie na razie w odstawkę?

Wszystko zależy od trenera. Łukasz Burliga był ostatnio chory i trzeba go było na tej pozycji zastąpić. Łukasz Sołowiej miał akurat kontuzję, więc padło na mnie. Nie jest to moja pozycja, ale była to potrzeba chwili, więc tam zagrałem.

Na treningach jest Pan czasami ustawiany na tej pozycji? Czy bez przygotowania musiał Pan grać na prawej obronie w meczu o stawkę?

Już wielokrotnie zdarzało mi się grać na prawej obronie, zarówno wcześniej za trenera Michała Probierza, jak i u trenera Hajty, także ta pozycja nie jest mi w żaden sposób obca.

Ale na treningach nie grywa Pan z boku obrony?

Raczej nie, chyba że w ostatnich dniach, kiedy wiadomo było, że Łukasz Burliga nie zagra, to zastępowałem go również na treningach.

Kto jest w obecnym sezonie Ekstraklasy największą niespodzianką?

Może podzielę niespodzianki na pozytywne i negatywne. Pozytywne to na pewno Bruk-Bet Termalica, która zaskakuje i zdobyła tyle samo punktów, co my. Ich gra opiera się bardziej na defensywie i kontratakach, ale mimo tego są bardzo wysoko. Negatywne to przede wszystkim Legia Warszawa i Wisła Kraków, które są bardzo nisko, a także Piast Gliwice, który z wicemistrza stał się zespołem z dołu tabeli i ich gra nie wygląda już tak atrakcyjnie jak w poprzednim sezonie.

Wisła może spaść z ligi, a np. Bruk-Bet Termalica awansować do europejskich pucharów?

U nas piłka jest naprawdę przewrotna. Każdy z każdym może wygrać i wszystko jest możliwe. Nie będę mówił, że Bruk-Bet Termalica nie jest w stanie awansować do pucharów, bo przypuszczam, że 2 lata temu też nie mówił nikt tak o Jagiellonii. Co do Wisły, myślę, że jest to personalnie zbyt dobry zespół, aby pozwolił sobie na spadek.

Wróćmy na bliższe nam tereny. Jest Pan w Białymstoku już ponad 6 lat. Wiąże Pan z tym miastem przyszłość?

Wszystko zależy od tego, czy zostanie ze mną przedłużony kontrakt. Kończy się on w czerwcu przyszłego roku i w dużej mierze moja przyszłość zależy od trenera i zarządu. Od tego, czy nadal będą potrzebowali mnie w drużynie. Ja bardzo miasto polubiłem i w dość mocny sposób się z nim związałem.

Rafał Grzyb ma 33 lata. Jedni w tym wieku zawieszają buty na kołku, inni potrafią jeszcze przez 2-3 sezony grać na bardzo wysokim poziomie. Nie pytam teraz o zakończenie kariery, bo to byłoby nie na miejscu, ale wiek sprawia, że w głowie na pewno pojawiają się plany odnośnie przyszłości. Rozważa Pan zostanie np. trenerem?

Tak, jeżeli człowiek coś robi od dość długiego czasu i sprawia mu to przyjemność, to czemu nie kontynuować tego jako trener. Niektóre kursy trenerskie mam już częściowo porobione i bardzo możliwe, że z tym kierunkiem zwiążę swoją przyszłość.

Po przerwie reprezentacyjnej Jagiellonia gra w Niecieczy z Bruk-Betem, czyli będzie to starcie lidera z wiceliderem. Sprawdźmy, jaka pewność siebie bije z drużyny. W jakim stosunku bramek wygracie z zespołem Czesława Michniewicza?

2:0.

Rafał Żuk
24@bialystokonline.pl
Wersja mobilna BiałystokOnline.pl
Polityka prywatności | Polityka cookies
Copyright © 2001-2019 CMG, Białystok
Adres redakcji: ul. Sienkiewicza 49 lok. 311, Białystok, tel. 85 746 07 39
zamknij X
TA STRONA UŻYWA COOKIES. Dowiedz się więcej o celu ich używania i polityce cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.