POLECAMY
Lekarze mówią o cudzie, bliscy - o niezwykłej sile ducha. Kamil Waszczeniuk wygrał walkę o życie z agresywnym chłoniakiem i sepsą, ale zapłacił za to ogromną cenę. Trwa zbiórka na protezy, rehabilitację i pomoc psychologiczną, które dadzą mu szansę na powrót do samodzielności.
Jeszcze kilka miesięcy temu Kamil Waszczeniuk prowadził normalne, aktywne życie. Pracował jako programista, a wolny czas spędzał na siłowni. Sport był jego pasją i codziennością. Wszystko zmieniło się w jednej chwili, gdy w maju 2025 roku trafił do szpitala z bardzo niską hemoglobiną i poziomem żelaza. Początkowo lekarze podejrzewali jersiniozę, później chorobę Leśniowskiego-Crohna. Prawda okazała się jednak znacznie bardziej dramatyczna. Pod koniec lipca badania wykazały w miednicy mniejszej dużą masę guzowatą, która w ciągu zaledwie czterech tygodni osiągnęła rozmiar ponad 7 centymetrów. Diagnoza była druzgocąca - wysokozłośliwy, agresywny chłoniak typu B. Dramatyczna walka o życie Leczenie musiało rozpocząć się natychmiast. Kamil przeszedł dwa z sześciu zaplanowanych cykli intensywnej chemioterapii. Terapia ratowała życie, ale jednocześnie skrajnie obciążyła organizm. 27 października 2025 roku, dzień po zakończeniu drugiego cyklu chemii, doszło do gwałtownego rozpadu guza i perforacji jelita. Skutkiem był głęboki wstrząs septyczny spowodowany kałowym zapaleniem otrzewnej. Jeszcze tego samego dnia lekarze przeprowadzili skomplikowaną operację ratującą życie - usunięto 30 cm jelita cienkiego i wyłoniono stomię. Rozpoczęła się dramatyczna walka na Oddziale Intensywnej Terapii. Śpiączka farmakologiczna, respirator, dializy i silne leki podtrzymujące życie stały się codziennością. Lekarze nie dawali Kamilowi praktycznie żadnych szans. Przeżywalność wstrząsu septycznego w takich warunkach to zaledwie około 10 procent. Cena za cud Kamil przeżył – lekarze mówią wprost o cudzie. Jednak w trakcie leczenia doszło do kolejnych powikłań. Na skutek krytycznego stanu i intensywnej terapii rozwinęło się niedokrwienie kończyn, które doprowadziło do martwicy. Później pojawiła się kolejna sepsa, wywołana antybiotykooporną bakterią. Aby uratować życie, konieczna była amputacja obu nóg na wysokości łydek oraz palców obu rąk. Po siedmiu tygodniach Kamil został wybudzony ze śpiączki farmakologicznej. Dziś jest świadomy, zdeterminowany i każdego dnia podejmuje walkę o przyszłość. – To cud, że żyje. Zaprzeczył medycynie – podkreślają jego bliscy. Trwa zbiórka na powrót do życia Mimo niewyobrażalnej tragedii Kamil się nie poddaje. Jest wdzięczny, że żyje i chce wrócić do aktywności fizycznej oraz planów, które brutalnie przerwała choroba. Do tego potrzebne są jednak ogromne środki finansowe. Zbiórka prowadzona jest na zakup nowoczesnych protez obu nóg i dłoni, intensywną rehabilitację oraz opiekę psychologiczną po traumatycznych przeżyciach. Koszty są bardzo wysokie, a proces powrotu do sprawności będzie długotrwały i wymagający. - Każda wpłata ma znaczenie, każde udostępnienie daje nadzieję - podkreślają Ania i Kamil wraz z rodziną, dziękując za każdą formę wsparcia. Osoby, które chcą pomóc Kamilowi w walce o samodzielność i nowe życie, mogą wesprzeć trwającą zbiórkę charytatywną. W tym przypadku naprawdę liczy się każdy gest. Zbiórka: Przetrwał piekło, bo chciał żyć! Zapłacił za życie ogromną cenę... Walczymy dla Kamila!
MZ
24@bialystokonline.pl
Sport 08:50
Kultura i Rozrywka 08:30
Aktualności 08:00
Sport 2026.02.01 11:00
Sport 2026.02.01 09:30
Sport 2026.01.31 19:34
Aktualności 2026.01.31 08:00
Masz ciekawy temat?
Wiesz, że zdarzyło się coś interesującego w Białymstoku lub okolicy? Chcesz abyśmy o czymś napisali?
Napisz do nas
Więcej informacji