POLECAMY
Mama na Obrotach, czyli Klaudia Klimczyk, w książce „SERIO, w ciul” odsłania znacznie więcej niż w internetowych filmikach. Opowiada o dzieciństwie, rodzinie, trudnych momentach i wspomnieniach, do których sama musiała wrócić dzięki rozmowom ze współautorką Aldoną Sosnowską-Szczuką. Nie brakuje śląskiej godki, żartów i wzruszeń.
W rozmowie z Kasią Kozioł Klaudia opowiada o tym, jak z czasem otworzyła się przed osobą, której wcześniej nie znała, i dlaczego zdecydowała się zostawić w książce także te fragmenty, których początkowo się obawiała. Mówi również o różnicach między występami na scenie a opowiadaniem o własnym życiu, o kulisach powstania pseudonimu Mama na Obrotach i o tym, jak przypadek zaprowadził ją do internetowej popularności. Kasia Kozioł: Jakie myśli towarzyszyły ci, gdy dostałaś do ręki praktycznie gotową książkę? Mama na Obrotach: Wiesz co, jo już cały tekst czytałach. Znaczy książki jeszcze fizycznie nie mom, ale cały tekst czytałach. I powiem ci, że... (śmiech) K.K.: Czy znalazłaś tam jakiś fragment, który różnił się od tego, o czym rozmawiałyście? Mama na Obrotach: Nie. Aldona [Aldona Sosnowska-Szczuka, dziennikarka i współautorka książki „SERIO, w ciul”, przyp. red.] wszystko zapisywała. Każde słowo do słowa moje. To, co jo powiedziałach, zostało zapisane tak, jak jo godom. Aldona mówi normalnie po polsku, a moje odpowiedzi są po śląsku. K.K.: Czyli książka zachowuje sposób, w jaki naprawdę mówisz? Mama na Obrotach: No. To jak jo godom. Jak jo coś powiedziałach, tak to zostało zapisane. K.K.: Jak w ogóle wyglądały wasze pierwsze rozmowy? Bo przecież na początku Aldona była dla ciebie zupełnie obcą osobą. Mama na Obrotach: No właśnie. Na początku jo się stresowałach, bo to była obca osoba. Nagle zaczęła mi zadawać pytania o całe moje życie. O rzeczy, o których jo wcześniej nawet nie myślałach. Niektóre wspomnienia były już zapomniane. I ona tymi pytaniami zaczęła je ze mnie wyciągać. Czasami sama się dziwiłach, że jo coś takiego pamiętam. Spotykałyśmy się na żywo, rozmawiałyśmy też przez komunikatory. I z czasem coraz bardziej się otwierałach. Później już naprawdę bardzo dobrze się poznałyśmy. Zostałyśmy super koleżankami i do dzisiaj mamy kontakt. K.K.: Czyli z czasem przestało to być tylko „pytanie i odpowiedź” do książki? Mama na Obrotach: No. Zdecydowanie. Na początku był stres, bo nie wiedziałach, czego się spodziewać. A później już było normalnie. Potrafiłyśmy się śmiać, godać, wspominać. I czasami po naszej rozmowie jeszcze mi się coś przypominało. Dzwoniłach do Aldony i mówiłach: „Ty, jeszcze mi się to wspomniało!”. I znowu coś dopisywałyśmy. K.K.: Były pytania, które szczególnie trudno było ci usłyszeć? Mama na Obrotach: Były. Bo jo w internecie pokazuję dużo, ale nie pokazuję całego swojego prywatnego życia. W internecie jestem uśmiechnięta, robię sobie wygłupy, pokazuję przemianę, skakanie na skakance, różne rzeczy. Ale przecież mom też złe dni. W książce są takie momenty, kiedy coś się dzieje w domu, a jo mimo wszystko musiałach wyjść na scenę i pokazać sto procent uśmiechu. I były też pytania dotyczące mojej córki. To były chyba jedne z trudniejszych rzeczy. Więcej nie będę mówić, bo to już jest w książce. K.K.: Czyli są rzeczy, których nie chciałaś pokazywać w internecie, a zdecydowałaś się powiedzieć o nich Aldonie? Mama na Obrotach: No. Bo internet to jest jednak internet. Tam pokazujesz to, co chcesz pokazać. A książka jest czymś innym. Tam chciałach pokazać prawdziwą Klaudię, nie tylko tę, którą ludzie znają z filmików. K.K.: Ta relacja z Aldoną zmieniła się przez te miesiące? Mama na Obrotach: Bardzo. Jo generalnie jestem zamknięta na początku, jak poznaję nowa osoba. Muszę ją najpierw poznać, zobaczyć, jaka jest. A Aldona umiała tak zadawać pytania, że nie czułach się niezręcznie. I z czasem naprawdę zrobiłyśmy się super koleżankami. K.K.: Czyli można powiedzieć, że przy okazji tej książki powstał też zalążek przyjaźni? Mama na Obrotach: No. A przyjaciół nigdy za dużo. K.K.: W książce pokazujesz Klaudię poza postacią Mamy na Obrotach. Dlaczego było to dla ciebie ważne? Mama na Obrotach: Bo jo chciałach pokazać nie tylko Mamę na Obrotach z internetu. Chciałach pokazać też Klaudię. Jako żonę, córkę, matkę, siostrę. To, jaka jo jestem poza internetem. Są tam rzeczy z mojego dzieciństwa. Jest nawet moje hobby z ojcem, o którym chyba nigdy wcześniej nie mówiłach publicznie. Chodzi o gołębie. I właśnie takie rzeczy też są w tej książce. K.K.: Czy sama wcześniej myślałaś o tym, żeby te rzeczy opowiedzieć? Mama na Obrotach: Niektórych rzeczy już w ogóle nie pamiętałach. To Aldona tymi pytaniami zaczęła to wszystko wyciągać. Przy tych gołębiach na przykład wróciły wspomnienia z dzieciństwa i z tego, jak miałach trzynaście, czternaście, może piętnaście lat. Przypomniał mi się ojciec, gospodarstwo, świnie, krowy. Wszystko. Nawet wyciągnęłach stary album i oglądałach zdjęcia. K.K.: Podczas autoryzacji chciałaś usunąć jakiś fragment? Mama na Obrotach: Tak, jeden fragment chciałach wyciąć. Rozmawiałach o tym z Wojtkiem [menager artystki, przyp. red.], z Aldoną i z moim starym. I ostatecznie stwierdziliśmy, że to zostawiamy. I teraz nie żałuję. Wręcz przeciwnie, chyba bardziej bym żałowała, gdybym to wycięła. K.K.: Czyli podczas autoryzacji jeszcze raz przeżywałaś te wszystkie historie? Mama na Obrotach: No. I wtedy właśnie zobaczyłach, że chyba nie ma czego się bać. Bo wcześniej człowiek coś mówi i potem myśli: „Jezu, co jo powiedziałach?”. A jak już to przeczytałach, to stwierdziłach, że to po prostu moje życie. Są dwa takie fragmenty, które chciałabym, żeby ludzie znali przed przeczytaniem. Jeden dotyczy córki, drugi gołębi. Ale resztę już muszą sobie przeczytać sami. K.K.: Bałaś się tego, jak ludzie odbiorą Klaudię, którą poznają w książce, a nie tylko Mamę na Obrotach? Mama na Obrotach: Na początku myślałach: „O czym jo jej właściwie napiszę? Przecież co jo takiego przeżyłach?”. Wydawało mi się, że wcale nie wydarzyło się w moim życiu aż tak dużo. A później, jak Aldona zaczęła zadawać te pytania, to nagle się okazało, że jednak dużo rzeczy się wydarzyło. I wtedy zaczęłach się bać, co ludzie powiedzą. Bo tam jest pół mojego życia. Dzieciństwo, nastoletnie lata, internet, stand-up. Pomyślałach sobie: „Co oni o mnie pomyślą?”. Ale jak już dostałach książkę do autoryzacji, to stwierdziłach, że właściwie nie mom się czego bać. To są moje wspomnienia. I fajnie, że ludzie mogą poznać tę Klaudię ze wsi, a nie tylko tę uśmiechniętą Mamę na Obrotach z internetu. K.K.: Jak czytałaś te fragmenty, miałaś poczucie, że czytasz swoją biografię? Mama na Obrotach: Trochę tak. To jest napisane bardzo fajnie. Prawie jak biografia. Ze starym też czytałach niektóre fragmenty i mówiłach, że fajnie mieć coś takiego, do czego można kiedyś wrócić. Bo człowiek dużo rzeczy zapomina, a tutaj ma wszystko zapisane. K.K.: A jak twój mąż reagował na to, jak został opisany? Mama na Obrotach: Powiedział, że bardzo mu schlebiam. Że dużo o nim napisałach tak, jakby był jakiś cacy, idealny. (śmiech) Ale jo go nie okłamałach. On taki jest. Oczywiście nasze życie też nie zawsze wyglądało kolorowo. Było tak, że on wyjeżdżał za granicę, jo zostawałach w Polsce. Ale później się ze mnie śmiał: „Ale tyś mnie tam ładnie opisała”. (śmiech) K.K.: Czyli nie próbowałaś go wybielić? Mama na Obrotach: Nie. Jo po prostu napisałach tak, jak to widza. Nie musiałach niczego wymyślać. K.K.: Na scenie masz humor jako pewnego rodzaju tarczę. W książce, kiedy mówisz o trudnych rzeczach, tej tarczy chyba nie zawsze da się użyć. Mama na Obrotach: Ale w książce też są żarty. Jest mój język, jest ślonsko godka. Są momenty, gdzie jest nawet śmiech w nawiasie. (śmiech) Są łzy, smutek, radość, dobre i złe wspomnienia. Wszystko jest. K.K.: Czyli nie chciałaś, żeby to była książka tylko poważna? Mama na Obrotach: Nie. To by nie była moja książka. Jo jestem taka, że nawet jak mówię o czymś poważnym, to czasami ten humor się pojawia. K.K.: Czym różniło się opowiadanie o sobie do książki od opowiadania o sobie na scenie? Mama na Obrotach: To jest całkiem co innego. Na scenie mom napisany scenariusz. Wiem, co mom powiedzieć. A tutaj scenariusza nie było. Musiałach po prostu powiedzieć, co pamiętam. I właśnie dlatego czasami po rozmowie jeszcze coś mi się przypominało. Na scenie scenariusz cały czas żyje, a tutaj musiałach wracać do starych wspomnień. K.K.: Na scenie od razu widzisz reakcję ludzi. W książce tej reakcji nie ma. Mama na Obrotach: No właśnie. To jest całkiem inaczej. Tak samo jak nagrywam rolkę. Jak coś mi się nie podoba, to jo to wycinam i wrzucam jeszcze raz. Wiem, że ludzie to oglądają, dają serduszka, piszą komentarze. A na scenie tego nie wytniesz. Co powiesz, to już poszło. Ludzie siedzą przed tobą i wszystko widzą. Jest adrenalina, jest taki lekki stres. K.K.: Zdarzają ci się występy, po których masz poczucie, że publiczność nie bawiła się tak dobrze? Mama na Obrotach: Jo nie będę mówiła, że każdy występ jest rewelacyjny, bo nie jest. Czasami jest mniej śmiechu. Nigdy nie było tak, żeby była kompletna cisza, ale czasami jest spokojniej. Bywa też tak, że jadę gdzieś i myślę, że będzie wielkie „bum”, a jest ciszej i na odwrót. I jo tego nie biorę do siebie, bo każdy ma inny gust. Jednemu się podoba, drugi powie: „Daremnie”. K.K.: Skąd pomysł na tytuł „SERIO, w ciul”? Mama na Obrotach: „Serio” to wiadomo, czyli naprawdę, na poważnie. A „w ciul” to jest takie śląskie określenie, które można powiedzieć w różnych sytuacjach. Może być coś śmiesznego, może być coś nieprzyjemnego. I dla mnie „SERIO, w ciul” właśnie tak oprawia tę książkę. Jest w niej serio, są poważne rzeczy, ale jest też dużo humoru. Wszystko jest razem. K.K.: Czy po zakończeniu tych rozmów poczułaś ulgę, że to już koniec, czy raczej pustkę? Mama na Obrotach: Tęskniłach za nimi. To trwało chyba pięć, sześć miesięcy, prawie pół roku. I pod koniec pomyślałach: „Aha, to już jest koniec. Już nie ma czym pisać”. K.K.: Czyli zdążyłyście się przyzwyczaić do tych rozmów? Mama na Obrotach: No. I później brakowało mi tych rozmów, tego śmiechu, tych różnych historii. K.K.: Myślisz już o kolejnej książce, tym razem może całkowicie twojej? Mama na Obrotach: Może kiedyś. Ale na razie o tym nie myślę. U mnie wszystko dzieje się spontanicznie. Czasami chciałabym mieć to wszystko bardziej poukładane, ale stand-up, książka, wszystko jakoś tak samo wychodzi. K.K.: Mama na Obrotach też powstała trochę przez przypadek? Mama na Obrotach: Totalnie. Moja siostra Sylwia pokazała mi TikToka. Jo nawet nie wiedziałach, co to jest TikTok. Ona siedziała i oglądała te filmiki, śmiała się i mi tłumaczyła, co to jest. Jo też zaczęłach nagrywać. Później przestałach, ale wróciłach do tego chyba w październiku 2020 roku. K.K.: I wtedy od razu wiedziałaś, że będziesz Mamą na Obrotach? Mama na Obrotach: Nie. To też tak z życia wyszło. „Mama” – no bo jo jestem mama. „Na obrotach” – no przecież każda matka jest na obrotach, nie? I tak zostało. Tak zostało, tak poleciało. Normalnie tak z rzyci można. (śmiech) A wszyscy wiedzą, co to rzyć po śląsku. (śmiech) K.K.: Dziękuję za rozmowę. Foto: Mateusz Maśnik / Mama na Obrotach
Katarzyna Kozioł
24@bialystokonline.pl
Sport 10:30
Kultura i Rozrywka 10:00
Aktualności 09:30
Uroda 09:00
Sport 08:48
Nauka 08:26
Kultura i Rozrywka 08:10
Masz ciekawy temat?
Wiesz, że zdarzyło się coś interesującego w Białymstoku lub okolicy? Chcesz abyśmy o czymś napisali?
Napisz do nas
Więcej informacji