POLECAMY
Zmiana Klimatu od 13 lat jest jednym z miejsc na kulturalnej mapie Białegostoku. O tym, jak przez ten czas zmienił się klub, jego publiczność i samo miasto, a także o lokalnej scenie muzycznej i planach na kolejne lata, rozmawiamy z Mariuszem Bekiem, specjalistą ds. wydarzeń kulturalnych w Zmianie Klimatu.
Katarzyna Kozioł: Zmiana Klimatu obchodzi teraz urodziny. To już kolejne, tym razem trzynaste. Mariusz Bek: Okrągłe trzynaste. Bardzo okrągłe. KK: Kiedy patrzycie dzisiaj na to miejsce, jest ono inne od tego, które było trzynaście lat temu i dopiero rozpoczynało swoją karierę w środowisku kulturalnym Białegostoku? MB: Fajne pytanie. Myślę, że w pewnym sensie tak, a w pewnym sensie nie. Wiele rzeczy zostało takich samych, bo tak naprawdę to miejsce tworzą ci sami ludzie, co też jest jakimś ewenementem. Ja w tym samym miejscu pracuję trzynaście lat, od początku istnienia tego klubu, a z właścicielami znamy się jeszcze wcześniej. Wśród moich rówieśników raczej jest to niespotykane, że ktoś pracuje w tym samym miejscu tyle lat, więc pewne rzeczy pozostały takie same. Ale też nie oszukujmy się, świat się na tyle zmienił przez tę dekadę, że Zmiana Klimatu nie może być tym samym miejscem. Zmieniły się trendy, muzycy, my też z roku na rok wprowadzamy kolejne zmiany i staramy się to ulepszać. Na początku mieliśmy tylko jedną scenę. Później pojawiła się Cechowa, którą w tej chwili traktujemy jako dodatkowe piętro Zmiany Klimatu i strefę gastronomiczną. Później powstała mała scena, jest też antresola. Pamiętam jeszcze czasy, kiedy jej nie było i dopiero wszystko budowaliśmy, więc rzeczywiście dużo się pozmieniało. Fajne jest też to, że gościliśmy takich artystów, którzy kiedyś mogli sobie pozwolić na to, żeby zagrać w małym klubie, a później ich kariery tak się rozwinęły, że teraz zamykają stadiony. Dla przykładu Kwiat Jabłoni albo Krzysztof Zalewski. Można więc powiedzieć, że dużo rzeczy się zmieniło, ale to, co zostało takie samo, to fakt, że zajmują się tym klubem ludzie z sercem i z takim podejściem, żeby robić coś ciekawego. To nie jest czysto biznesowe podejście: „Dobra, trzepiemy kasę i tyle”, tylko naprawdę staramy się, żeby oferta Zmiany się wyróżniała i żeby było to coś ciekawego. KK: Warto też wspomnieć, że są to ludzie od lat związani z kulturą Białegostoku i okolic. MB: Tak. Jeden z szefów, Jacek Łasiewicki, wcześniej prowadził klub Alkierz w Supraślu, w którym też było pełno koncertów. Ja również pracowałem w Alkierzu, dlatego mówię, że z szefami znamy się dużo dłużej. Damian Kudzinowski, który jest drugim współwłaścicielem, też prowadził swoje kawiarnie. Można powiedzieć, że Jacek z Damianem poznali się właśnie w ten sposób. Damian prowadził Kopiluwak i kawiarnię Labalbal, Jacek Alkierz. Często gościliśmy w Alkierzu artystów, którzy chcieli zagrać jeszcze jeden koncert, więc szukaliśmy miejsca w Białymstoku, z którym można byłoby współpracować. Chodziło o to, żeby zapraszając artystów, mogli w ciągu dwóch dni zrobić dwa koncerty, a nie jeden. Od strony Damiana też było czuć, że jest tym zainteresowany, co wcale nie było takie oczywiste. Damian od lat prowadził również festiwal Zebrane i organizował koncerty. Panowie bywali u siebie, Jacek jeździł do Białegostoku, do Damiana, Damian do Supraśla, więc trochę lat to trwa. KK: A czy jest coś, czego na początku nie przewidzieliście? MB: Trzynastu lat. Myślę, że w ogóle się tego nie spodziewaliśmy, bo sama nazwa Zmiana Klimatu powstała stąd, że zarówno Alkierz, który tak naprawdę był małą restauracją w Supraślu, jak i Kopiluwak czy Labalbal były małymi kawiarniami. Kameralne wydarzenia, dyskoteki, które u nas w tej chwili odbywają się w piątki i soboty, to wszystko nie było przez nas planowane. To wyszło samo. KK: Wspominałeś o tym, że świat przez te trzynaście lat się zmienił. Czy Białystok jako miejsce do prowadzenia tego typu klubu również się zmienił? MB: Bardzo bym chciał, żeby Białystok był taką enklawą, kapsułą czasu, żeby te wszystkie fajne rzeczy zostały, ale nie jest to możliwe, więc Białystok też się zmienia. Niektóre rzeczy uważam za zmiany na plus, niektóre trochę gorzej. Jeżeli chodzi z perspektywy klubu koncertowego, to jest ogromna różnica. Zmieniły się trendy, zmienił się odbiór, zmieniły się muzyczne gusta. W tej chwili dużo osób jeździ na festiwale. Festiwale są teraz w modzie. Jest szansa, żeby pojechać sobie raz do roku gdzieś w plener na trzy dni, zapłacić parę tysięcy, zobaczyć wszystkich swoich ulubionych artystów i mieć odhaczone wszystko na cały rok. Jest to taki ogólnopolski, ogólnoeuropejski, nawet ogólnoświatowy trend, że koncerty klubowe trochę mniejszą popularnością się cieszą. Wiadomo, że świat to taka sinusoida i pewnie za parę lat będzie przesyt tych festiwali i będzie trochę fajniej przyjść na kameralny koncert, gdzie muzycy są na wyciągnięcie ręki. Ale tak, czujemy, że to się trochę zmieniło. Trochę w innym wieku ludzie do nas przychodzą. Wcześniej było, mam wrażenie, trochę więcej dzieciaków i studentów, a przez tych parę lat, w których pracujemy, taka młodzież koło czterdziestki przychodzi do nas teraz bardziej. KK: Taka całkiem jak ja. MB: Co ty gadasz? Ja myślałam, że to twoja pierwsza robota po studiach. (śmiech) KK: Czy jest coś, czego temu miastu brakuje? MB: Ostatnio rozmawiałem z kolegą i gdzieś tam, nie wiem, jaka to była gazeta, ktoś wrzucał taki post, że Białystok jest złym miastem do życia. Że jest drogo ogólnie i że mało płacą. Pewnie z takimi bolączkami wszyscy się mierzymy. Ja bardzo lubię Białystok, bo to fajne miasto. Tak naprawdę jest tutaj dosyć zielono, jest nieźle skomunikowane i można znaleźć mnóstwo takich rzeczy. Nie wiem, może brakuje nam tego, że mamy tylko autobusy, a nie mamy metra. Dużo osób narzeka na komunikację miejską, że jest tak naprawdę droga. Przykładem jest Książulo, który jeździ po kebabach. Kiedy odwiedził Białystok, powiedział, że ceny są często wyższe niż w Warszawie. Jest więc pełno tego typu bolączek. Dla mnie, od strony muzycznej, jako osoby, która pracuje w klubie i z muzyką ma duży związek, dużym problemem jest to, że wielu młodych ludzi z Białegostoku wyjechało. Paradoksalnie może na to wpływać też bliskość Warszawy. Mamy ją na wyciągnięcie ręki. Jest jakiś dziwny, szalony koncert, który w większych miastach w Polsce, przez to, że są tam turyści, dobrze się sprzedaje. Jest wielu słuchaczy, a w Białymstoku nie do końca. Przykładem mogą być jazzowe koncerty. Kiedyś rozmawiałem z jednym z muzyków i powiedział, że klub jazzowy w Białymstoku nie ma sensu. Mówię mu: dlaczego? A on mówi: bo tu nie ma szkoły muzycznej i jazzowej. Mamy szkołę muzyczną, wydział edukacji muzycznej, wokalistyki, ale to jest trochę inne podejście. Mówił też, że właśnie w przypadku szkół artystycznych, jazzowych czy rozrywkowych ludzie na takich koncertach często łapią kontakty. Jest to dla nich również pewna forma pracy, żeby przyjść na przykład na jam session. Właśnie dlatego trochę ciężej jest z tego typu koncertami, ale są też miejsca w Białymstoku, które taką ofertę proponują. Uważam, że to jest nawet urocze, że przy bardziej jazzowych, nieco bardziej alternatywnych koncertach, kiedy się zajrzy, często widzi się te same twarze. Widać, że jest to community i po prostu z niektórymi osobami, kiedy bywa się na takich koncertach czy wystawach, człowiek zna się z widzenia. KK: A czy w jakiś sposób, przynajmniej w Twoim odczuciu, zmieniły się oczekiwania bywalców Zmiany Klimatu? Publiczności, która przychodzi tutaj na koncerty, bądź też tych, którzy bawią się na wspomnianych przez Ciebie dyskotekach? MB: To też bardzo ciekawe pytanie. Myślę, że można podejść do tego w dwie strony. Z jednej strony można powiedzieć, że świat się zmienia, więc i oczekiwania jakoś się zmieniły. Z drugiej strony oczekiwania są te same. Ludzie mają ochotę przyjść, pobawić się, spędzić miło czas i to staramy się im zapewnić. Można też powiedzieć, że Zmiana Klimatu znana jest z tego, że ma ten trochę inny klimat, więc planując dyskoteki, staramy się pewnych schematów nie powielać, a raczej iść taką wymyśloną przez siebie ścieżką. Ktoś, kto oczekuje najnowszych hitów klubowych, takich jak grają wszędzie indziej, u nas tego nie dostanie. Ktoś, kto oczekuje takiej prostej, szybkiej muzyki, może więc nie do końca czuć nasz klimat. Z drugiej strony często słyszymy, że to jest właśnie u nas najlepsze, że jest trochę inaczej niż wszędzie indziej i dlatego ludzie czują się tutaj jak w domu, jakby to było ich miejsce. I czy te oczekiwania się zmieniły? To też jest śmieszne, że przez tych trzynaście lat wiele osób, które przychodziły do nas balować trzynaście lat temu, później pokończyło studia, zaczęło pracę, pozakładało rodziny. W tej chwili raz na jakiś czas mają wychodne, bo dzieci są małe i pojawia się myśl: „O kurczę, kiedy ja tu ostatnio byłem?”. Z drugiej strony, mimo że jesteśmy tu trzynaście lat, robimy kolejne wydarzenie i słyszę od ludzi: „Wiesz co, nigdy mnie tu nie było”. Myślę więc, że plan jest cały czas ten sam: tworzyć miejsce, które jest otwarte, miłe i w jakimś stopniu wychodzi z propozycją, żeby ciekawie spędzić czas, bez wielkiej pompy. Móc się pobawić bez garsonki i krawatu, a równocześnie też nie jakoś sztywno. KK: Październikowy, urodzinowy line-up, jeżeli chodzi o wydarzenia, które będą miały miejsce w Zmianie Klimatu, jest bardzo różnorodny. Czy jakiś zamysł związany właśnie z Waszymi urodzinami towarzyszył Wam przy układaniu i dobieraniu artystów? MB: W sumie urodziny będziemy obchodzić do końca tego roku, bo tak sobie zawsze to układaliśmy. Planując nasz line-up, tak naprawdę też zawsze staramy się, żeby było różnorodnie, i stawiamy sobie jakieś cele. Wielu artystów, którzy u nas grają, to ludzie, którzy raz zagrali koncert i od tej pory do nas wracają. Ale w tym roku na przykład Homo Twist i Maciek Maleńczuk to był taki cel, żeby zaprosić kogoś, kogo u nas jeszcze nie było. Bardzo się cieszymy, że taki fajny artysta, który w Białymstoku pewnie parę lat temu już był i były to raczej koncerty siedzące, teraz wraca z klubową energią. Staramy się, żeby oferta była różnorodna. Żeby było coś dla fanów hip-hopu, dla fanów mocniejszego brzmienia, coś bardziej alternatywnego. Wielu artystów, których zaplanowaliśmy, mówiło na przykład: „Nie, w tym roku gramy taką trasę, siedzącą, ale będziemy do was wracać w przyszłym roku”. Fajnie byłoby więc móc patrzeć na line-up tylko przez pryzmat tych urodzin, ale jest to taki Tetris. Z perspektywy słuchaczy może się wydawać, że przyjeżdża zespół, gra i tak dalej, ale za tym często stoją agencje, cała technika, sprzęt, muzycy, hotele, trasy zaplanowane z dużym wyprzedzeniem. Nie zawsze da się więc zrobić tak, żeby przez pryzmat klubu zaprosić wielu konkretnych artystów. KK: A gdybyś spojrzał na te trzynaście lat, jest ktoś, kogo mógłbyś określić jako artystę, którego najtrudniej było tutaj ściągnąć? MB: Mam parę takich przykładów. Lech Janerka, który będzie grał u nas w tym roku, był dla mnie takim wyzwaniem, dlatego że bardzo go lubię. Natomiast ten człowiek trochę żyje na uboczu. Nie widać go w reklamach, nie reklamuje nowego proszku czy pasty do zębów, nie gra koncertów co chwilę i nie reklamuje kredytów. Jego strona internetowa nie funkcjonuje, nie ma fanpage'a na Facebooku, jest prowadzony przez kogoś innego. W ogóle znalezienie kontaktu do pana Lecha było dużym problemem i wymagało trochę detektywistycznej pracy, więc trochę mi to wjechało na ambicję. Udało się ten kontakt znaleźć, umówiliśmy się na pierwszy koncert i w sumie pan Lech będzie grał teraz u nas już trzeci koncert, ten zamykający. To jest jeden z takich koncertów, które ja osobiście najbardziej polecam, bo bardzo pana Lecha lubię, a też wiem, że ten koncert będzie niezwykły. Większość koncertów, które pan Lech gra, to są już koncerty w aulach koncertowych, koncerty siedzące. Na ostatnim koncercie przyjechała do nas dziewczyna z Torunia albo Bydgoszczy i mówiła, że przyjechała do nas, bo to był jedyny koncert na trasie stojący. Taki typowo koncertowy, klubowy, gdzie ludzie pod sceną sobie tańczyli. To jest zupełnie inna energia, zupełnie inne wsparcie. Jak ktoś przychodzi na koncert pod krawatem i siedzi, to można klaskać, w tym momencie nie można, jest trochę sztywniej. A tutaj po prostu był rock'n'roll. Na koncercie w Jarocinie Lechowi płynęły łzy po policzkach, a kiedy na koniec wszyscy zaczęli skandować „Bożena, Bożena”, to już w ogóle. Rozmawiając później po tym koncercie z panem Lechem, wyczułem, że dobrze mu się tutaj grało. Myślę więc, że to będzie też fajna przygoda, żeby na takim koncercie spotkać się ze swoją publicznością. KK: Ale stwarzacie też przestrzeń dla lokalnych artystów. MB: A pewnie, pewnie. Co roku robimy taki festiwal, a właściwie cykl koncertów. W styczniu 2027 roku odbędzie się już trzecia odsłona Drobnej Zmiany. W ubiegłym roku udało nam się nawet dostać wsparcie województwa podlaskiego i marszałka, więc mogliśmy dużo lepiej promocyjnie sobie z tym poradzić. KK: To trochę Twoje dziecko. MB: Trochę tak. Śmieję się z tego, bo tyle osób do mnie podchodziło i mówiło: „Ale świetny pomysł”, a ja mówię: „Kurde, przecież wystarczyło się schylić i podnieść”. Tylu muzyków po prostu chce tutaj grać. Kiedy rozmawiam z młodymi artystami, czasami słyszę o tym, co się dzieje na naszym białostockim podwórku. Dlatego kiedy w ramach Drobnej Zmiany proponuję młodym artystom taki układ, że my nic za koncert nie bierzemy, cała kasa z biletów jest dla nich, to jednocześnie podchodzimy do tego odpowiedzialnie. Oni płacą za realizatora, ale ta stawka jest zupełnie inna. Wtedy też czuć, że tym muzykom zależy, żeby trochę znajomych przyprowadzić i zadbać o promocję. Jeżeli ktoś nie ma kasy, to jest to prosty zespół i staramy się znaleźć rozwiązanie. Wiele z tych zespołów sam nagłaśniałem, żeby nie generować dodatkowych kosztów. Jest to fajne, bo można coś od siebie dać. Kiedyś przyjechała kapela, która nie miała swojego Facebooka, właściwie nie miała nic. Podpowiadałem im, co mogliby zrobić, żeby promocja fajnie wyszła, jak napisać rider techniczny. Jakaś taka wiedza, która dla mnie może wydawać się oczywista, bo sam jestem muzykiem, ale dla młodych zespołów wcale nie musi taka być. Sam gram, realizuję koncerty, rozmawiam z menadżerami, produkuję te koncerty, więc mam wgląd w to, jak koncert wygląda z każdej możliwej strony. Pewne rzeczy, które dla mnie wydają się oczywiste, dla młodych muzyków oczywiste wcale nie są. Fajnie, że można taki pierwiastek od siebie dodać i się postarać, bo zawsze dostaję od tych muzyków dobry feedback. Są zadowoleni i sami traktują to jako coś takiego, że fajnie, że jest takie miejsce w Białymstoku. Bo to wcale nie jest oczywiste. KK: Właśnie wracając do tego, co powiedziałeś, że fajnie, że jest takie miejsce w Białymstoku. Jak widzisz w ogóle miejsce Zmiany Klimatu na scenie kulturalnej miasta? MB: Myślę, że przez te lata Zmiana Klimatu stała się już marką samą w sobie. Myślę, że jest to zasługa właścicieli i całej załogi, która tutaj jest, bo naprawdę od lat robimy swoje. Wiele miejsc odpowiedzialnych za kulturę w Białymstoku ma jakiś parasol, bo są miejskimi czy wojewódzkimi instytucjami, dofinansowanymi z różnych grantów i projektów. My jesteśmy natomiast miejscem komercyjnym, więc kiedy zapraszamy artystów, musimy z biletów zarobić na ich gaże, opłacić prąd i wszystkie pozostałe koszty prowadzenia klubu. Każda branża ma swoje koszty, więc tutaj nie ma co bić piany, ale fajne jest to, że faktycznie, jeżeli robimy jakieś wydarzenie, wiemy, że tylko swoją pracą możemy je stworzyć i tak naprawdę dzięki ludziom, którzy kupią bilet. A propos Drobnej Zmiany: ideą było też to, że bilety na ten festiwal zawsze kosztowały 20, 30, 40 złotych. Dlaczego taka cena? Kiedy rozmawiałem z muzykami, mówiłem: „Słuchajcie, przede wszystkim na te koncerty przyjdą wasi znajomi. I to jest pytanie do was: czy chcecie zdzierać od nich kasę, czy nie? Czy chcecie, żeby tych ludzi przyszło więcej?”. Wszyscy zawsze mówili: robimy tanie bilety. Dzięki temu było też fajnie, bo na listach gości pojawiała się żona, siostra i tak dalej, a wszyscy znajomi bez najmniejszego problemu płacili te 20, 30 czy 40 złotych za bilet, bo wiedzieli, że jest to taka cegiełka dla tych muzyków. Fajnie, że jesteśmy takim miejscem na mapie Białegostoku. Fajnie, że to jest nasze i że ludzie, którzy przychodzą, faktycznie mają wpływ na to, co się tutaj dzieje. KK: Czy możemy powiedzieć, że Białystok przez te wszystkie lata czegoś Was nauczył? MB: Myślę, że to trochę okrutne pytanie, bo tak się składa, że żyjemy w Białymstoku i prowadzimy klub w Białymstoku, więc wszystkie lekcje dał nam właśnie Białystok. Gdybyśmy byli w Łodzi, to pewnie Łódź dałaby nam tutaj popalić. Jest fajnie, jestem zadowolony. Wiem, że jest dużo mankamentów. Nie chcę nikomu robić koło pióra, ale wiadomo, że jak przyjdzie Skolim, to przyjdą tłumy i wszyscy będą zadowoleni, bo sobie zagrają, potupią i tyle. Trudniej jest zrobić koncert niszowych artystów. Kiedyś zagraliśmy taki koncert w knajpce w Lublinie, która była na rynku. Wyglądało to tak, że kiedy zaczęliśmy grać, nie było nikogo, a po pierwszej piosence lokal był już pełny. Pełny lokal to znaczy, że było tam 30 osób, bo był to malutki lokalik, ale znajdował się w centrum, gdzie było pełno turystów, mimo że był to okres poza sezonem. Wyglądało to tak, że grała muzyka na żywo i po prostu przechodnie stwierdzali: „To wchodzimy tutaj”. I tyle. U nas często przy małej scenie jest widok na Warszawską, jesteśmy dobrze widoczni, fajne zdjęcia zawsze robi się zza tej szyby, ale jednak jest to Białystok i ta Warszawska, mimo że teoretycznie jest w centrum, nie jest ścisłym centrum. Turyści się tutaj nie kręcą, więc nie mamy takiej możliwości, żeby ludzie po prostu z marszu weszli, przechodząc obok. Co pewnie w dużych miastach, takich jak Kraków, Gdańsk czy Poznań, gdzieś w knajpkach przy rynku ma miejsce. To może być taki mankament. Ale działamy. Jesteśmy w Białymstoku, mamy swoich stałych bywalców, więc Białystok dał nam dużo lekcji, a my cały czas się uczymy i pewnie uczyć dalej się będziemy. KK: To może na zakończenie takie pytanie życzeniowe. Jak chcielibyście, żeby wyglądały urodziny Zmiany Klimatu w kolejnych latach? MB: Myślę, że mamy takich swoich ulubionych artystów. Byliśmy umówieni z Ewą Bem. To było dla nas fajne wyzwanie, bo miał to być koncert siedzący, z biletowanymi miejscami. Ze względu na swój staż i sceny, na których grała, pani Ewa była dla nas takim artystą premium. Niestety koncert musieliśmy przełożyć ze względów zdrowotnych. Nie chcieliśmy umawiać się na konkretną datę, bo trochę stwierdziliśmy, że bez sensu umawiać się na konkretny termin, a później okaże się, że zdrowie jeszcze na to nie pozwala. Dogadaliśmy się więc, że pod koniec roku sprawdzimy, jak wygląda sytuacja i czy pani Ewa będzie wracać do grania. Na pewno są więc artyści, których chcielibyśmy zaprosić. Na pewno są jakieś tematy muzyczne, które chcielibyśmy poruszyć, dyskotekowe, może spektakle. Dwa dni temu była premiera spektaklu Bartka Krysiuka. Klub muzyczny, dyskoteka, a tu spektakl. I to zrobione naprawdę z pompą, ze świetną scenografią, który jeździ teraz po całej Polsce. Jakieś spotkania autorskie. Naprawdę ciekawych ludzi jest mnóstwo, których można zaprosić. Myślę, że jeżeli życzeniowo mielibyśmy sobie o czymś myśleć, to żeby było dla kogo po prostu i tyle. Żeby ludzie byli ciekawi. Sam teraz to po sobie czuję. Może dlatego, że pracuję w takiej branży, ale wydaje mi się, że ludzie są tak przebodźcowani, że często po prostu zostanie w domu jest fajniejsze niż wyjście na jakiś występ. Więc naprawdę, jeżeli mielibyśmy mówić o jakichś życzeniach, to żeby było dla kogo to robić. Żeby ludzie nas odwiedzali, przychodzili na koncerty, stand-upy, dyskoteki, żeby się dobrze bawili. Bo jak nie będzie tych ludzi, to też nie będzie sensu tego robić. KK: Bardzo Ci dziękuję za rozmowę. I za kawę. MB: Na kawę można do nas wejść. Tak samo jak na koncert, dyskotekę czy inne wydarzenie. Więcej o urodzinowych imprezach w Zmianie Klimatu przeczytacie tutaj: 13. urodziny Zmiany Klimatu.
Katarzyna Kozioł
24@bialystokonline.pl
Kryminalne 12:30
Kultura i Rozrywka 12:00
Sport 11:30
Aktualności 11:00
Nauka 10:30
Aktualności 10:00
Motoryzacja 09:45
Masz ciekawy temat?
Wiesz, że zdarzyło się coś interesującego w Białymstoku lub okolicy? Chcesz abyśmy o czymś napisali?
Napisz do nas
Więcej informacji