POLECAMY
W 1999 roku internet dopiero raczkował. W polskich domach królowały modemy, a o mediach społecznościowych nikt jeszcze nie myślał. Artur Gawryluk pracował wtedy w Londynie. To właśnie tam zobaczył pierwsze londyńskie serwisy internetowe. Pomyślał, że podobny pomysł można przenieść do Białegostoku. Dwa lata później uruchomił BiałystokOnline.
Początkowo nie myślał o portalu jak o biznesie. Sam pomysł pojawił się podczas pobytu w Wielkiej Brytanii. – W 1999 roku pracowałem w firmie internetowej w Wielkiej Brytanii. Firma internetowa to duże słowo, bo wtedy to przypominało bardziej kafejki internetowe. Jak byłem w Londynie, nie byłem w stanie się dowiedzieć niczego przez internet, co się dzieje w Białymstoku. W Londynie zauważył, że zaczynają powstawać lokalne serwisy. Jeden z takich pomysłów został mu w głowie. – Powstały dwa serwisy lokalne londyńskie, które głównie zajmowały się turystyką. Natomiast ja wtedy tak pomyślałem: a co gdyby zrobić coś takiego w Białymstoku? I tak zostało, tak zawisło. Na realizację pomysłu trzeba było jeszcze poczekać. Po powrocie do Białegostoku Gawryluk razem ze wspólnikami prowadził firmę zajmującą się marketingiem i badaniami rynku. Przez dwa lata pomysł dojrzewał. W 2001 roku zaczął nad nim pracować na poważnie. BiałystokOnline miał wtedy wyglądać zupełnie inaczej niż dzisiejszy portal. – Z założenia to miał być taki serwis z myślą raczej o studentach, bo wtedy tylko ci młodzi korzystali z internetu właśnie przez modemy. Pomysł był taki: zrobię coś, co będzie pokazywało, co się dzieje w mieście, na zasadzie imprez, i gdzieś, gdzie będą mogły się zareklamować firmy. Nie było jeszcze planu budowania redakcji. Chodziło o połączenie dwóch grup. – Chodziło o to, żeby zrobić coś dla mieszkańców i dla firm. Coś, co ich połączy. Pierwsze miesiące? Praktycznie wszystko robił sam Start serwisu oznaczał dla Gawryluka dodatkową pracę. Nadal zajmował się doradztwem i badaniami marketingowymi. – Przez jakiś rok, jak wystartował portal, ja nadal miałem główne zajęcie, którym było doradzanie firmom. To był taki etat obok etatu.. Mimo niewielkiego zespołu serwis szybko zaczął przyciągać użytkowników. Po około roku osiągnął 100 tys. odsłon miesięcznie. Czy założyciel pamięta moment, kiedy zobaczył tę liczbę? – Prawdę mówiąc, nie pamiętam, bo to był taki czas, gdzie myśmy tak dużo robili. Wtedy już nasza firma, która się zajmowała badaniami i doradztwem, się rozpadła, więc ja wtedy miałem takie zajęcie, że robiłem doradztwo, badania plus właśnie portal. Wtedy jeszcze nie miałem pracowników w portalu, więc robiłem wszystko sam i tego bardzo dużo się działo. Pierwszy pracownik pojawił się mniej więcej rok po uruchomieniu serwisu. Nie był jednak dziennikarzem. Zajmował się współpracą z firmami i pozyskiwaniem klientów. Na własną redakcję trzeba było jeszcze poczekać. Najpierw były inne media Gawryluk długo nie planował tworzenia własnego zespołu dziennikarskiego. BiałystokOnline miał być raczej miejscem, które zbiera informacje z miasta. – Moim zamysłem wtedy nie było tworzenie redakcji. Bardziej chcieliśmy po prostu być takim hubem, który to wszystko połączy, te lokalne rzeczy. Portal współpracował między innymi z lokalnymi mediami. Publikował ich materiały. W 2006 roku pojawił się pierwszy dziennikarz zajmujący się kulturą. Prawdziwa redakcja powstała później. I nie był to efekt wcześniejszego planu. W 2009 roku współpraca z lokalnymi mediami zakończyła się. BiałystokOnline musiał więc stworzyć własną redakcję. – Naszym właściwie takim jedynym naturalnym ruchem było stworzenie własnej redakcji. I wtedy zatrudniłem, nie pamiętam ilu, ale chyba czterech dziennikarzy, którzy od tego czasu zaczęli zajmować się różnymi działkami informacyjnymi tutaj u nas. Dziś redakcja i część zajmująca się reklamą działają oddzielnie. To rozwiązanie ma konkretny cel. – Głównie z tego powodu, żeby reklama i pieniądze tak strasznie nie wpływały na to, co publikujemy i jakie mamy zdanie na ten temat. Jak wypromować portal, kiedy internet dopiero się rozwija? To był jeden z problemów początków BiałystokOnline. Sama obecność w internecie nie wystarczała. Dlatego portal promował się również poza siecią. Jednym z pomysłów były pocztówki wysyłane do białostockich skrzynek. Akcja trwała przez kilka lat. – Internet jakby się budował, te zasoby w internecie się budowały. Jak ktoś miał dostęp, to trafiał do nas. Natomiast nie chodziło nam o tych, którzy trafią do nas w przestrzeni online, ale żeby oni znali nas w mieście. Pocztówki były przygotowywane specjalnie dla portalu. Pojawiał się na nich charakterystyczny Mikołaj, który przez kolejne lata zmieniał swoje wcielenia. Były też inne pomysły. Plaża przed Kinem Forum, piłki z logo portalu czy obecność na miejskich imprezach. Gawryluk wspomina nawet chodzenie po imprezach z dużym lizakiem z logo BiałystokOnline. W tamtych czasach nietypowa promocja miała jeszcze jedną zaletę. Nie trzeba było mieć ogromnego budżetu. – Przez pierwsze lata bardzo dużo pieniędzy, które zarabialiśmy, reinwestowaliśmy, między innymi w promocję. Pierwszy klient został na 25 lat Dziś BiałystokOnline współpracuje z ponad 1700 odbiorcami i firmami. Jedna z tych współprac trwa od samego początku. – Klient, z którym podpisałem pierwszą umowę w 2001 roku, jest nadal klientem. Nadal ma aktywną umowę z 2001 roku, płaci co roku jakąś tam kwotę i nadal jest naszym klientem. Według Gawryluka średni czas współpracy z klientem przekracza 10 lat. Jego zdaniem to efekt sposobu, w jaki portal budował relacje z przedsiębiorcami. Nie chodziło tylko o sprzedanie reklamy. – Nasza współpraca i nasza praca z klientami opiera się na rodzaju relacji, w której my myślimy o naszych reklamach w sposób taki, że my chcemy sprzedać bądź pokazać produkt naszego klienta. My nie sprzedajemy klientowi reklamy, my sprzedajemy jego produkt u nas. Pandemia mocno zmieniła ten sposób pracy. „Pandemia dla nas była momentem być albo nie być” Rok 2020 był dla BiałystokOnline bardzo trudny. Firmy ograniczały wydatki na reklamę. Część zawiesiła budżety, część upadła. Portal musiał zmienić sposób kontaktu z klientami. – W pandemii pierwszej, czyli lockdownie, automatycznie przestaliśmy mieć możliwość dalszej pracy w ten sam sposób. Musieliśmy zmienić nasze funkcjonowanie pod kątem współpracy z klientami i przejść z trybu spotkań osobistych na rozmowy telefoniczne i maile. Zmieniło się jednak coś więcej. Zdaniem Gawryluka pandemia wpłynęła na cały sposób prowadzenia biznesu. – Ludzie się przyzwyczaili do kontaktów nieosobistych i nauczyli się funkcjonować na zasadzie telefon albo mail. Natomiast z mojego punktu widzenia biznes to jest relacja. Jeżeli ja nie znam klienta i ja nie umiem trochę wejść w jego buty, popatrzeć na jego biznes jego oczami, to ja mogę mu zrobić coś, co nie będzie w stu procentach dopasowane do tego, czego on potrzebuje. Problem był jeszcze większy, bo BiałystokOnline utrzymuje się z reklamy. – Pandemia dla nas była momentem być albo nie być dla firmy. W pandemii spadły nam drastycznie przychody. Część firm zrezygnowała, część upadła, ale duża część po prostu zawiesiła budżety. Portal zdecydował się jednak nie zostawiać swoich klientów bez pomocy. – Jako że my żyjemy z reklamy, a wszyscy mieliśmy wtedy kłopoty z pieniędzmi, z przychodami, wszystkie firmy, pracując z klientami powiedzieliśmy: ok, nie macie teraz pieniędzy, to nie płacicie, my dalej wam świadczymy usługi, zapłacicie kiedyś. BiałystokOnline przetrwał między innymi dzięki kredytom, dotacji oraz grantowi Google'a dla lokalnych redakcji. Nie obyło się jednak bez trudnych decyzji. – Niestety wtedy też byłem zmuszony pożegnać się z częścią zespołu, nad czym boleję do dziś. 25 lat później W 2025 roku BiałystokOnline przeszedł kolejną dużą zmianę. Zmieniono logo i przebudowano serwis. Gawryluk od początku zakładał, że większe zmiany wizualne powinny pojawiać się mniej więcej co pięć lat. Portal zmieniał się razem z internetem i jego użytkownikami. Ale nie wszystko się zmieniło. Nadal najważniejsi są ludzie. Czytelnicy, dziennikarze, przedsiębiorcy i osoby, które przez lata współtworzyły portal. Jak wyglądały pierwsze dni BiałystokOnline? Kto był pierwszym pracownikiem? Dlaczego założyciel portalu przez lata nie chciał tworzyć własnej redakcji? Skąd wziął się pomysł na pocztówki do białostoczan? I jak wyglądała walka o przetrwanie podczas pandemii? O tym Artur Gawryluk opowiada w całej rozmowie.
Katarzyna Kozioł
24@bialystokonline.pl
Aktualności 13:30
Aktualności 13:20
Aktualności 13:00
Aktualności 12:30
Nauka 12:15
Aktualności 12:00
Motoryzacja 11:30
Masz ciekawy temat?
Wiesz, że zdarzyło się coś interesującego w Białymstoku lub okolicy? Chcesz abyśmy o czymś napisali?
Napisz do nas
Więcej informacji