POLECAMY
W 6. kolejce PKO BP Ekstraklasy Jagiellonia rozbiła na wyjeździe Raków Częstochowa 5:2, a duży wkład w zwycięstwo mieli zmiennicy. Ostatnie dwa gole zdobyli Ousmane Sow i Youssuf Sylla.
Zadanie zostało wykonane W starciu polskich pucharowiczów lepsza - i to wyraźnie - okazała się Jagiellonia. Żółto-Czerwoni w Częstochowie grali w ofensywie tak, że ręce same składały się do oklasków. - Gratuluję mojej drużynie zwycięstwa. Dziękuję również kibicom, którzy nie wiem czy zdążyli pojechać do domów, czy też jechali prosto na kolejny mecz. Bardzo im dziękuję za doping i obecność. Cieszymy się z tego zwycięstwa. Rozmawialiśmy z drużyną, że przystępujemy do tego meczu jak po przegramy spotkaniu. Ostatni nasz ligowy pojedynek był dosyć dawno, to było przegrane spotkanie z Widzewem. Przez dwie kolejki pauzowaliśmy, nie zdobywaliśmy punktów, więc bardzo zależało nam na tym, aby rozpocząć ten powrót od zwycięstwa. Wiedzieliśmy, że to będzie trudne spotkanie i takie też było. W pierwszej połowie, zwłaszcza pod jej koniec, mieliśmy sytuacje, kiedy powinniśmy zachować się lepiej. Stworzyliśmy sobie tyle okazji w pierwszej połowie, żeby mieć jeszcze lepszy wynik do przerwy. Graliśmy z jakościową drużyną, która również występowała w europejskich pucharach i regularnie gra o czołowe lokaty w Ekstraklasie. Jeżeli w takim meczu nie wykorzystasz swoich sytuacji, to przeciwnik dojdzie do swoich momentów. Wiedzieliśmy, że w drugiej połowie tak to może wyglądać, no i stan meczu się wyrównał - w ten sposób konferencję prasową po starciu z Rakowem rozpoczął Adrian Siemieniec, trener Jagiellonii. Kroczek na wylocie? Szkoleniowiec Dumy Podlasia zauważył też, że ogromny wpływ na boiskowe wydarzenia mieli rezerwowi. To oni sprawili, że tempo gry Jagiellonii jeszcze wzrosło, dzięki czemu Białostoczanie strzelili w końcówce spotkania kolejne gole. - Bardzo cieszy mnie, że dostaliśmy fajny sygnał od zawodników wchodzących z ławki. To jest bardzo istotne, kiedy mamy dużo spotkań i gramy co chwilę. Czas na regenerację jest skrócony. Bardzo ważna jest szerokość składu, żeby zawodnicy wchodzący na boisko podnosili jakość. Dla mnie to jest wyzwanie, jeżeli chodzi o zarządzanie szerszą kadrą, a taką musimy zbudować w kontekście rywalizacji w Europie. Odpowiedzią jak to finalnie wyszło, będzie to, jak będziemy wyglądać w okolicach grudnia. Na jakiej intensywności będziemy wtedy grać, jak będzie wyglądała rywalizacja. Liczę na to, że ta dynamika grupy okaże się na tyle duża, że zespół będzie cały czas głodny, aktywny, a w każdym meczu będzie pokazywał dużą intensywność i wolę walki o zwycięstwo. Bardzo cieszymy się z tego triumfu. Teraz chwilę odpoczniemy, wrócimy do domu po długiej wyprawie i przygotowujemy się do bardzo prestiżowego starcia z Lechem w Poznaniu - oznajmił 34-latek. Głos po niedzielnym meczu zabrał również szkoleniowiec "Medalików", którego posada po klęsce z Jagą wisi na włosku. - Komentarz jest zbędny, każdy widział jak to wyglądało i jak się skończył ten mecz. Do momentu bramki na 2:3 pojedynek był otwarty i mógł się potoczyć w obie strony. Jeżeli jednak popełniamy tyle błędów, ręka w polu karnym czy brak bloku dośrodkowania, to nie jesteśmy w stanie tego meczu wygrać. Wszyscy czujemy bezradność. To najlepsze słowo, które opisuje dany moment - powiedział po spotkaniu Dawid Kroczek, trener Rakowa.
Rafał Żuk
rafal.zuk@bialystokonline.pl
Aktualności 09:00
Sport 08:19
Aktualności 08:00
Sport 2026.08.30 18:51
Sport 2026.08.30 10:00
Sport 2026.08.29 14:11
Aktualności 2026.08.28 16:00
Masz ciekawy temat?
Wiesz, że zdarzyło się coś interesującego w Białymstoku lub okolicy? Chcesz abyśmy o czymś napisali?
Napisz do nas
Więcej informacji