Białystok Online

Kultura i Rozrywka

Marcin Silwanow: Przypadek może zmienić całe życie

2026.09.11 10:00
Marcin Silwanow: Przypadek może zmienić całe życie
Fot: Katarzyna Kozioł

Jako detektyw na co dzień szuka faktów, jako pisarz układa z nich historie. Marcin Silwanow nie ukrywa jednak, że w obu światach ważniejsze od intuicji są dla niego szczegóły, obserwacja i uważność na człowieka. W swojej najnowszej powieści „Kruchość” przygląda się przypadkowi, który potrafi w jednej chwili zmienić czyjeś życie. Rozmawiamy o tym, skąd wziął się pomysł na książkę, jak buduje niejednoznacznych bohaterów i dlaczego czasem warto wyjść z domu, żeby dać przypadkowi szansę.

Katarzyna Kozioł: Czy praca detektywa pomaga Ci w pisaniu?

Marcin Silwanow: To dobre pytanie, które już kilkukrotnie słyszałem, ale chyba nie jestem w stanie odpowiedzieć na nie w sposób wiążący, a na pewno satysfakcjonujący.
W domyśle pewnie wiele osób oczekuje, że powiem: „Tak, oczywiście”. Myślę jednak, że tak nie jest. Jedną z najważniejszych rzeczy, które z pracy detektywa przekładam wprost na pracę pisarską, jest skrupulatność i dbałość o szczegóły.

Jeżeli gdziekolwiek uchybiam, to jest to ewidentnie moje zaniedbanie, natomiast staram się, żeby tak nie było. Jeżeli opisuję procedury policyjne i nie jestem czegoś pewien, zasięgam języka u źródeł, wśród osób, które tę pracę wykonywały. Jeżeli mowa o faktach, także topograficznych czy dotyczących różnych niuansów, wszystko dokładnie sprawdzam.

Pewnie zdarzyły mi się jakieś niedociągnięcia i absolutnie się do tego nie wypieram. Właśnie w tej drobiazgowości jest jednak wartość, którą zaczerpnąłem ze swojej pracy. To chyba głównie to.


K.K.: A która z tych ról, pisarza czy detektywa, jest Ci bliższa, bardziej naturalna?

M. S.: Wbrew pozorom to pytanie chyba natury egzystencjalnej. Najprościej byłoby powiedzieć, że ta, która przynosi mi chleb. A chleb przynosi mi praca detektywa, więc niejako ona jest mi najbliższa.

Natomiast ogólnie, gdzieś coraz bardziej, chyba z wiekiem, zaczynam odczuwać, że przynajmniej tak rozumiane przeze mnie bycie pisarzem jest mi jakoś bliskie mojej naturze. Zresztą „zawód” jest tutaj chyba złym słowem.


K.K.: Mając doświadczenie w pracy detektywa, łatwiej jest Ci zaufać własnej intuicji jako pisarzowi?

M. S.: Przede wszystkim moje doświadczenie jako detektywa jest takie, żeby intuicjom w ogóle nie ufać. Intuicja to słowo, które bardzo często słyszę, zwłaszcza od swoich klientów. Kiwam głową, bo oczywiście mają prawo ją mieć, natomiast myślę, że gdybym prowadził statystykę, wyszłoby zdecydowanie częściej, że te intuicje nie były zgodne z prawdą.

Tam, gdzie były fakty, ale fakty to nie intuicja, różnie się one potwierdzały lub nie. Natomiast tam, gdzie była intuicja, prawie nigdy się ona nie potwierdza. Intuicja jest często przedłużeniem tego, czego naprawdę chcemy.


K.K.: 9 września ukazała się Twoja najnowsza powieść „Kruchość”. Skąd wziął się pomysł na tę książkę?

M. S.: Z myślenia o życiu i o kruchości życia jako takiego. Nieustannie żyję w przeświadczeniu, że śmierć czyha za rogiem, czyli że wszystko może się w jednej chwili skończyć. Moje doświadczenie zawodowe, przynajmniej w pewnych jego aspektach, mówi mi, że takie myślenie nie odbiega za bardzo od stanu faktycznego. To jest jedno.

Natomiast drugie można by właściwie zawrzeć w tytule tej powieści, czego nie zrobiłem. To „przypadek”, bo „Kruchość” jest według mnie opowieścią o przypadku. O tym, jak każdy dzień jest w zasadzie sumą drobnych przypadków, bardzo małych wydarzeń.

Czasami obok kogoś usiądziemy w kinie czy w autobusie, zagadamy albo nie zagadamy. I to może być szansa na coś. Nie wiem na co. Możemy przypadkiem spotkać prezesa firmy, w której chcielibyśmy pracować. Coś mu upadnie, schylimy się, podamy mu to. Drobiazg, przypadek? Tak. A może zmienić życie? Myślę, że spokojnie tak.

I właśnie to starałem się pokazać w swojej powieści. Od razu nasunął mi się monolog Dogródzkiego dotyczący przypadków.

Przypadkiem wybrała akurat tę ścieżkę w lesie? Przypadkiem zobaczył ją Majewski? Wszystko przypadkiem.

Znam zresztą ze swojego otoczenia przypadek śmiertelny. Przykra sprawa, ale mężczyzna wracał do domu z pracy gdzieś na wsi i uderzyła w niego maszyna rolnicza. Zawsze wracał inną drogą. Zawsze. Ale tego dnia z jakiegoś powodu, już dziś się nie dowiemy z jakiego, można powiedzieć, że przypadkiem wrócił inną. I właśnie wtedy ta maszyna w niego wjechała.

Życie jest pełne takich przypadków. Sami sobie nazwijmy, czy to przypadki, czy nie. Ja się nie podejmuję tego nazywać.


K.K.: Kruchość życia jest więc jednym z motywów tej książki?

M. S.: Tak myślę. Mniej lub bardziej świadomie to z tego wynika. To przede wszystkim pytanie do czytelnika, ale pewnie taki miałem zamysł.

K.K.: Co pojawiło się najpierw: bohaterowie, historia czy miejsce akcji?

M. S.: Przede wszystkim pojawiły się rozważania o przypadkach. Coraz większa świadomość tego, że w życiu do pewnego stopnia jest równanie, do którego to my podstawiamy zmienne. Ale przed znakiem równości zawsze pojawia się jakaś inna liczba, na którą nie mamy wpływu.

A potem zostało już tylko ubrać to w fakty i wydarzenia. Bohater był gotowy, bo występował już w „Motywie osobistym” i „Wierszu”, czyli w moich dwóch poprzednich powieściach. W „Kruchości” postanowiłem go jednak trochę zmiażdżyć.


K.K.: Kolejny raz zabierasz czytelników w swoich powieściach na Podlasie. Co ten region daje Ci jako autorowi?

M. S.: Jest punktem odniesienia. Funkcjonuję pośród tych ulic czy miejsc otaczających Białystok. Ten region znam najlepiej, więc wynika to głównie z tego. Tak naprawdę nie ma tutaj jakiejś szczególnie rozbudowanej warstwy ideologicznej stojącej za wyborem tego regionu.
Ale jest miłość do tego regionu. Swoista. Zawsze deklaruję się jako miłośnik Białegostoku, niekoniecznie okolic.

Ta odrobina uczucia zostaje jednak w tych książkach przekazana. Jeżeli jest to odbierane przez czytelników, to bardzo mi miło.


K.K.: W „Kruchości” spotykamy bohaterów, których trudno jednoznacznie ocenić. Jak buduje się postać, której nie możemy sklasyfikować jako dobrej albo złej?

M. S.: Gdybym wiedział, to pewnie zacząłbym publikować poradniki, jak to robić. Nie wiem. Cieszę się, że tak zadane pytanie świadczy o tym, że chyba w jakiejś mierze mi się to udało.
To jest myślenie o człowieku jako takim. O sobie samym, ale też o innych, których widzę dookoła. Chyba trudno jest powiedzieć ludziom wprost, że ten jest taki, a ten taki. Sytuacje, w których ich zastajemy, pozwalają nam stwierdzić, że człowiek jest taki czy inny.

Natomiast jakiejś jednej definicji człowieka, gdyby opisać go jednym zdaniem, chyba nie da się stworzyć. Musielibyśmy go nie znać, żeby tak zrobić.

Ja swoich bohaterów trochę znam, choćby z tego względu, że niejako ze mnie się zrodzili, z mojej głowy. Taki był mój zamysł od początku, żeby dać im życie tak skomplikowane, jak najbardziej się tylko da.

Chciałem też, żeby na skutek doświadczeń, z którymi muszą się mierzyć, cechy, o których nieraz sami na co dzień nie myślą, dochodziły do głosu.


K.K.: Gdybym miała pokusić się o opisanie Twoich bohaterów jednym słowem, powiedziałabym: ułomni.

M.S.: Chyba tak. To właśnie ta kruchość.

K.K.: Książka od początku buduje napięcie, ale w pewnym momencie akcja wyraźnie przyspiesza. Skąd wiesz, kiedy zejść z suspensu i mocniej rozkręcić akcję?

M. S.: Wracamy do tej intuicji. To pytanie natury warsztatowej. Ja zupełnie tego nie wiem. Naprawdę nie wiem, kiedy ona przyspieszyła.

W momencie zadawania pytania zacząłem się zastanawiać, o który moment może chodzić. Zupełnie tego tak nie odczuwam. Jestem też świadomy tego, że w ogóle nie zależało mi na nadawaniu tej książce jakiegokolwiek tempa.

Wręcz chciałem, żeby ta opowieść toczyła się dosyć powoli, ponieważ bardzo zależało mi na pokazywaniu ewolucji stanów psychicznych, które zachodzą, i relacji pomiędzy ludźmi.
Może trochę zdradzę, ale chodziło mi też o to, żeby wszyscy zaczynali stawać się podejrzani, nawet dla swoich najbliższych. A takie rzeczy nie dzieją się z dnia na dzień. Zależało mi, żeby dojrzewało to w czasie. Pośpiech nie jest tutaj konieczny i temu pośpiech też nie służy.


K.K.: Czyli warstwa kryminalna jest bardziej pretekstem do opowiedzenia o bohaterach i ich relacjach?

M.S.: Tak myślę. Warstwa kryminalna, przynajmniej dla mnie na etapie tworzenia, nie była aż tak bardzo ważna. Była bardziej pretekstem. Jeżeli gdzieś akcja przyspieszyła, był to zdecydowanie efekt niezamierzony.

K.K.: A co jest w tej historii najważniejsze? Bohaterowie, ich przemiany, a może sposób, w jaki czytelnik zaczyna ich oceniać?

M. S.: Myślę, że klimat. Cokolwiek by pod tym słowem rozumieć. Wszyscy używamy sformułowania „klimat”, ale gdyby się nad tym zastanowić, to często mówimy o różnych rzeczach właśnie w kategoriach klimatu.

W „Kruchości” tym klimatem jest to, co jako twórca chciałem osiągnąć. Chociaż nie jestem chyba zbyt uprawniony do wypowiadania się jako twórca o tej książce. Mogę powiedzieć tylko o swoich intencjach. To czytelnicy powinni zabierać głos na ten temat.


K.K.: Pisząc tę książkę, świadomie wystawiłeś bohaterów na ocenę czytelnika?

M. S.: Pokazywanie czegokolwiek wiąże się z tym, że będzie podlegało ocenie innych ludzi. Każda osoba, której wzrok padnie na dany przedmiot, ma prawo wyrobić sobie na jego temat zdanie. Tak samo będzie z moimi bohaterami.

Natomiast nie to było moją intencją. Moją intencją było przede wszystkim pokazanie różnych stanów psychicznych, pewnego upadku niektórych bohaterów i wszystkich zmian, które zachodzą w relacjach pomiędzy ludźmi, nawet pomiędzy członkami rodziny. To jest chyba najbardziej dramatyczne.
Nie starałem się jednak poddawać bohaterów ocenie. Niech czytelnicy zrobią to sami. Jedne cechy intuicyjnie, a propos intuicji, przypadają nam do gustu. Jakoś do nich lgną. A te same cechy u innych osób mogą być dla nas zupełnie nieatrakcyjne.
Niech czytelnicy ocenią sami.


K.K.: Jak wygląda Twój proces twórczy? Najpierw długo budujesz w głowie całą strukturę postaci i historii czy pomysły po prostu pojawiają się w trakcie pisania?

M. S.: Kilka elementów składowych pojawia się tutaj na różnych etapach, niesymetrycznie i niejednocześnie.

Na początku jest myśl. W przypadku „Kruchości” tą myślą główną był przypadek. Jak go ugryźć, żeby pokazać jego znaczenie?

W swoim życiu zawodowym kilkukrotnie doświadczyłem takich przypadków z kategorii nieprawdopodobnych, które jednak się wydarzyły i bardzo mocno wpłynęły na to, jak potoczyła się realizacja moich zleceń. Zazwyczaj, kiedy myślę o takich przypadkach, przypominam sobie te negatywne, ale było też kilka pozytywnych, które przyniosły mi efekty dużo szybciej, niż się spodziewałem. Tych wydarzeń nie mogłem zaplanować.

Na początku pojawiła się więc ta myśl, a potem pojedyncze sceny i pomysły, jak można by ją pokazać. Jest kilka takich scen w książce. Jedną mógłbym teraz przywołać: z niedziałającym aparatem fotograficznym. Wiedziałem, że się pojawi, już w momencie wymyślania książki. Jeszcze nawet strona tytułowa nie powstała, pierwsza strona nie powstała, a ja już wiedziałem, że ta scena będzie. Została gdzieś odnotowana jako wydarzenie, które pojawi się na którymś etapie.

Potem pojawiają się bohaterowie. Zastanawiam się, jaka relacja pomiędzy nimi byłaby najbardziej adekwatna do pokazania tego, co chcę pokazać. Kiedy mam bohaterów, pojawiają się realia, w których oni funkcjonują. U mnie ten las tak często wraca, że mam wrażenie, iż coś z tym lasem jest.
Tutaj też ten las został wymyślony i powoli wszystko nabiera wstępnego kształtu.

Z czasem przychodzi jednak świadomość, że pisanie z głowy, ad hoc, nie jest najlepszym rozwiązaniem, przynajmniej w moim przypadku. Potrzebuję zaplanowania tych działań. W pewnym momencie tworzenia powieści, już mam to przećwiczone przy poprzednich książkach, dochodzę do momentu, kiedy biorę duże kartki, sklejam je ze sobą, żeby powstała jeszcze większa, i tworzę mapę wydarzeń, dosłownie niemal scena po scenie.

Oczywiście ona później trochę się zmienia, ale mam takie drogowskazy. Daje mi to komfort, że kiedy siadam danego dnia do pisania, zaglądam i wiem: „Aha, dzisiaj scena jest taka i taka”. I zaczynam ją opisywać.

To oczywiście nie jest praca wykonywana jedną ręką, a drugą robię coś zupełnie innego. Staram się wejść w tę scenę, zobaczyć ją własnymi oczami, trochę jak w filmie.


K.K.: Wspominałeś o napisaniu pierwszej strony. Kiedy zaczynasz książkę, znasz już jej zakończenie?

M. S.: Znam, ale ono później się zmienia. W momencie pisania bywa tak, że już wiem, jaka będzie finałowa scena, ale potem to się zmienia. Nie jest to dla mnie absolutnie wiążące.
W jakiejś mierze jednak gdzieś to zostaje. Szczegóły techniczne mogą się zmienić, ale główna myśl ostatniej sceny czy zakończenia pozostaje.

K.K.: Z czym chciałbyś zostawić czytelnika po zakończeniu „Kruchości”?

M. S.: To bardzo trudne pytanie.

Jakiś zamysł podczas procesu twórczego mi jednak towarzyszył. Refleksja chyba wyjątkowo nie jest dominującą cechą tego gatunku literackiego i nie jest też, przypuszczam, pierwszym skojarzeniem z tym, czego autorzy chcą dostarczać. Raczej spodziewamy się czegoś wokół rozrywki, rozrywki rozumianej jako zajęcie czasu.

Natomiast starałem się, czy mi to wyszło, to będę wdzięczny za informację zwrotną od czytelników, dać jakiś powód do zastanowienia się.

Nie chodzi nawet o jakieś szczególne przemyślenia, tylko o zwrócenie uwagi na swoje życie. Na to, jak takie drobne sytuacje, spotkanie kogoś na przystanku czy podniesienie jakiegoś przedmiotu, mogą czasami wiele zmienić. W każdą stronę, nie zawsze na dobre.
Musimy chyba jako ludzie dawać szansę tym przypadkom, żeby zaistniały. One mogą zaistnieć tylko przy innych ludziach.

Jeżeli będziemy siedzieli zamknięci w domu, to one prawie na pewno się nie wydarzą. Wirtualny świat trochę to ułatwia, ale myślę, że jest dużo większa szansa na świeżym powietrzu.


K.K.: Po kilku latach doświadczeń pisarskich i pracy detektywistycznej są rzeczy, sprawy czy historie, na które dziś patrzysz zupełnie inaczej?

M. S.: Na pewno inaczej patrzę na niektóre wydarzenia, bo trochę się na nie uodporniam. Na początku tej pracy, kiedy pracuje się z ludźmi, a przede wszystkim z ich emocjami, a sprawy rodzinne najczęściej tych emocji dostarczają, trochę trudno pozostać na nie głuchym.

Też jestem człowiekiem, mam rodzinę, jakiś bagaż swoich doświadczeń i oczekiwań co do przyszłości. Zderzenie z tym, że wszystko tak łatwo może się zawalić przez jedno wydarzenie, powodowało pewnie, że było mi po prostu przykro i więcej się nad tym zastanawiałem.

Natomiast dzisiaj jest to chyba swego rodzaju gruboskórność, ale chyba dobrze rozumiana. Nie sposób, żeby prokurator przychodził do domu dzień w dzień i przeżywał wydarzenia wynikające z jego pracy. Patolog sądowy też nie może przecież rozmawiać o tym przy obiedzie.

Trzeba to gdzieś zostawić poza życiem. Oczywiście żyję historiami swoich klientów, bo nie da się tak zupełnie nimi nie żyć, natomiast zmieniło się moje patrzenie na to, żeby znaleźć dla nich właściwe miejsce i właściwą miarę. To jest moja praca.


K.K.: Wspominasz o gruboskórności, a jednocześnie mam wrażenie, że z każdą Twoją kolejną powieścią bohaterowie nabierają coraz więcej życia. Są coraz pełniejsi, bardziej skomplikowani, mają więcej szczegółów.

M. S.: Tak, chyba tak się właśnie zadziało. Bardzo się cieszę. Szkoda może, że nie od pierwszej książki, ale chyba lepiej tak niż w ogóle.

Warsztat pisarski też trzeba zbudować. Niektórzy się w tym rodzą, to chyba tak jest. Gruboskórność to po prostu słowo, którego brakuje mi w tej chwili lepszego.

Kiedy powiem „gruboskórność”, każdy mniej więcej sobie dopowie, co to oznacza. A jeżeli zacznę balansować gdzieś między słowami, żeby to jakoś wyważyć, mogę się spotkać z niezrozumieniem.
Chyba właśnie o to chodzi, żeby nadać rzeczom ich właściwe miejsce. Praca jest w pracy, a rodzina i życie codzienne są tam, gdzie powinny być. Trzeba starać się tego nie mieszać.
W miarę możliwości oczywiście. Tego chyba nauczyłem się po latach pracy.


K.K.: Dziękuję za rozmowę. Zachęcamy do sięgnięcia po „Kruchość”.

M. S.: Również dziękuję za rozmowę i mam nadzieję, że lektura się spodoba.


Książkę "Kruchość" możecie wygrać w naszym KONKURSIE. Polecamy!

Katarzyna Kozioł

Katarzyna Kozioł

24@bialystokonline.pl

Przeczytaj także
Popularne dzisiaj

Masz ciekawy temat?

Wiesz, że zdarzyło się coś interesującego w Białymstoku lub okolicy? Chcesz abyśmy o czymś napisali?

Napisz do nas