Białystok Online

Kultura i Rozrywka

Od balkonu do Pyrkonu. Sylwia Dec o kulisach powstawania swoich historii

2026.07.31 12:00
Od balkonu do Pyrkonu. Sylwia Dec o kulisach powstawania swoich historii
Fot: Diana Rusiłowicz

Kot Grażyna, balkonowa wiedźma i zombie Piotruś – bohaterowie stworzeni przez Sylwię Dec zdobyli sympatię czytelników. W rozmowie z nami autorka opowiedziała, jak tworzy swoje postacie, dlaczego czasem wymykają się spod kontroli oraz co sprawiło, że zwykły balkon stał się początkiem jednej z jej najbardziej rozpoznawalnych historii.

Sylwia Dec zabiera czytelników do świata, w którym magia przenika się z codziennością. Jej bohaterowie to wiedźmy, południce i inne nietypowe postaci, które mierzą się z emocjami oraz problemami znanymi każdemu z nas. W rozmowie z nami pisarka opowiada o wyróżnieniu podczas Pyrkonu, początkach serii „Do jasnej Anielki”, kocie Grażynie oraz planach na kolejne literackie historie.


Podczas tegorocznego Pyrkonu otrzymałaś wyróżnienie. Jakie znaczenie ma ono w Twojej dalszej drodze twórczej?

Sylwia Dec: To jest dla mnie bardzo ważna rzecz. Sam Pyrkon jest największym konwentem w Polsce.

Z jednej strony jestem zaskoczona, bo przyzwyczaiłam się już do tego, że moje książki mają dobry odbiór, że ludzie wchodzą w ten świat i wracają do mnie, że dostaję potem mnóstwo wiadomości od czytelników. Natomiast wyróżnienie na Pyrkonie uświadomiło mi, jak duża to jest skala i że faktycznie te historie mają moc podbijania ludzkich serc.

Było to dla mnie bardzo zaskakujące, ale też uspokajające, bo pokazało mi, że idę w dobrym kierunku. Kierunek, w którym się rozwijam i który sobie wymyśliłam, jest tym właściwym, a na rynku czytelniczym, albo raczej w sercach czytelników, jest miejsce na wiedźmy balkonowe, emerytowane południce i inne szalone postacie.

„Do Jasnej Anielki. Monstery i afery” to historia pełna tajemnic, humoru i niezwykłych postaci. Skąd wziął się pomysł na tę serię i co było pierwszym impulsem do jej stworzenia?

S.D: Myślę, że pierwszym impulsem był balkon i ogród. Jestem ogrodowym dzieckiem, wychowywałam się w ogrodzie na Starosielcach u babci. To jest miejsce, z którego wywodzą się moje pierwsze wspomnienia. I kiedy się wyprowadziłam z domu rodzinnego, byłam przekonana, że nigdy więcej nie będę miała żadnego ogrodu, bo pamiętam opielanie oraz inne związane z nim obowiązki. W dorosłym życiu, pięć lat później, stałam się posiadaczką prawie najładniejszego balkonu na osiedlu.

Bardzo chciałam napisać historię o wiedźmie, o kobiecie, która musi odkryć swoje moce, bo uważam, że to jest bardzo pokoleniowe doświadczenie. Bardzo dużo ludzi dookoła mnie odkrywa, że nie wszystko, czego się nauczyli do tej pory o życiu i o sobie jest prawdą, że kryje się w nich więcej niż im się wydaje.

Dla mnie taką metaforą tego pokoleniowego doświadczenia stała się postać wiedźmy. Kiedy zaczynałam się zabierać do napisania tej historii, pomyślałam, że moja wiedźma nie może od razu mieć supermocy, bo odkrywa je dopiero z czasem.

Szukałam dla Anieli takich podstawowych, trochę nieporadnych i niepoważnych mocy. Któregoś razu podczas warsztatów pisarskich ten temat się pojawił. Pomyślałam, że to jest moment na moją wiedźmę. Rozejrzałam się po salonie i spojrzałam na balkon. Pomyślałam: „Wiedźma balkonowa”. I tak się to zrodziło – z impulsu, z balkonu, ale też z mojej relacji z naturą.

W książkach łączysz elementy fantastyki z codziennością oraz lokalnym klimatem. Co jest najważniejsze podczas budowania świata przedstawionego i tworzenia bohaterów?

S.D: Myślę, że dla mnie najważniejszy jest ten taki związek z naszymi problemami. I to nie tylko właśnie w powieściach typu urban fantasy, ale w ogóle z tym, co tworzę.

Jestem tego rodzaju pisarką, która lubi, kiedy książki, teksty i stworzone światy nie są tylko dobrze zbudowaną konstrukcją. Nie chcę, żeby były jedynie takim ładnym kryształem, który mogę podziwiać i pomyśleć: „Super, fajne, świetnie”. Oczywiście powinny być zbudowane zgodnie z zasadami sztuki, ale to nie może być wszystko.

Lubię, kiedy moje historie dotykają tego, co dzieje się tu i teraz. Kiedy stają się metaforą tego, co dzieje się wokół nas i pozwalają odnaleźć się w codzienności.

Czytelnicy często przywiązują się do bohaterów bardziej niż do samej fabuły. Która z postaci z serii „Do Jasnej Anielki” jest Ci szczególnie bliska i dlaczego?

Zdecydowanie tak. Są tacy bohaterowie, którzy totalnie kradną show. Tutaj na pierwszym miejscu jest oczywiście kot Grażyna. Śmieję się, że to klasyczna historia z kotem. Mówi się, że jak ma się dom i kota, to tak naprawdę kot ma dom i niewolnika.

Mam wrażenie, że tak właśnie jest z Grażyną. Grażyna jest bohaterem książki o wiedźmie balkonowej, chociaż czasem myślę, że to wiedźma balkonowa jest bohaterką książki o kocie Grażynie. Grażyna jest więc showmanem tej historii.

Jak wygląda proces pisania? Czy najpierw powstaje ogólny plan historii, czy raczej pozwalasz bohaterom prowadzić opowieść w trakcie pracy?

S.D: Tutaj we mnie łączą się dwa wilki, bo z jednej strony jestem osobą, która bardzo planuje. Wpływa na to także moje doświadczenie zawodowe, ponieważ właściwie od początku pracy zawodowej piszę różnego rodzaju teksty. Pracowałam w portalach internetowych i przez dziesięć lat w agencji reklamowej. To dało mi dużą dyscyplinę w pracy z tekstem, także tym literackim.

Z drugiej strony jest też taka sfera, która dzieje się już w trakcie pisania. Mam poczucie, że wymyślam początek książki i zakończenie, a po drodze ustalam mniej więcej, jak ta fabuła popłynie. O ile początek i zakończenie zazwyczaj się nie zmieniają, o tyle to, co dzieje się w środku, potrafi bardzo wywrócić się do góry nogami.

Często mię się zdarza, że wymyślam bohatera tylko dlatego, że potrzebuję go w konkretnej scenie. Okazuje się jednak, że tak dobrze działa i tak dobrze mi się o nim pisze, że wraca, a z czasem staje się ważną postacią – tak było również z kotem Grażyną.

To nie jest historia kota Grażyny, ale w mojej drugiej serii, „Krystyno, uspokój się!”, takim przykładem jest zombie Piotruś. Potrzebowałam go do jednej sceny. Kiedy już jednak się pojawił, nie dał się tak łatwo usunąć z fabuły. Został, wraca i jest jednym z ulubieńców czytelników.

Co dalej? Czy możemy spodziewać się kolejnych historii ze świata „Do Jasnej Anielki” albo zupełnie nowych projektów literackich?

S.D: I tak, i tak. Z jednej strony „Anielka” się toczy. Będzie trylogią, więc przede mną jeszcze trzecia część, która na razie dzieje się w zaciszu mojej głowy, notesów i plików wordowskich. Rozwija się też „Krystyno, uspokój się!”.

Mogę zdradzić, że pierwszy tom to nie wszystko. Niedługo Krystynka znów będzie szalała. Mam też na liście inne projekty. Niektóre są zaskakujące, więc myślę, że będzie się działo.

Dziękujemy za rozmowę.


Zainteresowała Cię historia? Weź udział w konkursie: Wygraj egzemplarz książki "Monstery i Afery" autorstwa Sylwii Dec

Diana Rusiłowicz

Diana Rusiłowicz

24@bialystokonline.pl

Przeczytaj także
Popularne dzisiaj

Masz ciekawy temat?

Wiesz, że zdarzyło się coś interesującego w Białymstoku lub okolicy? Chcesz abyśmy o czymś napisali?

Napisz do nas