POLECAMY
Masz w domu duży telewizor. Obraz jest idealny, ale doświadczenie nie jest pełne. Brakuje efektownego dźwięku. Sprzedawca w sklepie RTV poleca ci 30 różnych soundbarów w niemal dowolnym pułapie cenowym. Każdy posiada multum funkcji. Kupujesz jeden z nich. Okazuje się, że chciałeś czegoś innego.
Soundbary są najpowszechniejszym sposobem na poprawę jakości dźwięku z popularnych streamingów (Netflix, HBO Max, Disney+, Prime Video). Potwierdzają to raporty branżowe. Według nich tylko w 2024 sprzedano ponad 50 mln egzemplarzy. Mimo ich niepodważalnej popularności na forach internetowych widać głosy wielu rozczarowanych użytkowników. Zasadność krytyki potwierdził personel białostockiego salonu sklep.rms.pl specjalizującego się w hi-fi audio. - Dzisiejsze nowoczesne telewizory są niezwykle smukłe, przez co w ich obudowach nie mieszczą się pełnowymiarowe przetworniki. W efekcie grają ekstremalnie płasko i są pozbawione basu. Producenci TV zdecydowali się na kompromis, umieszczając brakujące głośniki w podłużnym, łatwym do umiejscowienia pod telewizorem pudełku. Soundbary są raczej odpowiedzią na nowy problem niż faktycznym ulepszeniem. To dobre urządzenia, ale często udają coś, czym nie są - mówił Rafał Koc, szef białostockiego RMSu. W reklamach można usłyszeć takie hasła jak: „prawdziwe kino domowe w twoim salonie”, „otocz się przestrzennym dźwiękiem 3D, który przeniesie cię w sam środek akcji”, „głęboki, precyzyjny bas bez kabli” itd., a w większości przypadków to optymistyczne nadinterpretacje. W praktyce zamknięcie wielu przetworników w jednej, niedużej obudowie ma szereg wad. Jedną z nich jest, chociażby to, że fizycznie taka listwa nie jest w stanie poruszyć tyle powietrza, co większy głośnik. Skutkuje to gorszą reprodukcją basu. Niskie częstotliwości są często skompresowane i zniekształcone. Dodatkowy subwoofer zmniejsza ten problem, ale to zawsze dość spory dodatkowy wydatek, a i tak niweluje on główną zaletę soundbara, czyli absolutną kompaktowość. Soundbary to też kompromis względem dynamiki, czyli różnicy między dźwiękami głośnymi a cichymi. W spokojnej scenie filmowej subtelne skrzypienie podłogi, oddech aktora, czy odgłos zbliżającego się samochodu zostaje wyrównane do poziomu tła. Oznacza to, że te dźwięki będą trudniejsze do wyróżnienia i wychwycenia. Różnica głośności między szeptem a eksplozją też nie będzie tak duża i efektowna jak w kinie. Pod względem tak zachwalanych efektów przestrzennych też trzeba być uważnym. Prawdziwy dźwięk przestrzenny wymaga wielu głośników, tzw. surroundów. Do niektórych modeli da się takowe dokupić, ale spora część obiecuje dźwięk 3D z jednej listwy. W drugim przypadku producenci zakładają, że dźwięk będzie się odbijał od ścian. Niestety to rozwiązanie wymaga stosunkowo niedużego, symetrycznego pokoju, o regularnym kształcie i z gołymi ścianami po bokach. W innym przypadku audio może wydawać się rozlane i nieczytelne, co nie tylko eliminuje zalety soundbara, a całkowicie je podważa. Czy to oznacza, że listwy nie mają zastosowania? To też nie tak. Jak wspomniano wcześniej, wygrywają w minimalistycznych setupach, gdy ważna jest estetyka. Są dobre gdy ilość miejsca w pomieszczeniu jest mała. Wtedy rzeczywiście znacznie poprawiają dźwięk z telewizora. Tyle że w cenie dobrego soundbara da się zbudować całkiem niezłe stereo albo zakupić pierwsze elementy pełnowymiarowego kina domowego. W obu wariantach rezultat będzie bardziej naturalny i bliższy kinowej skali odczuć. Alternatywy dla soundbara W cenie bliższej średniopółkowych belek można nabyć kolumny aktywne z HDMI ARC, które są tak samo łatwe w konfiguracji, a zapewniają pełniejszy bas, lepszą dynamikę, detal i separację kanałów. Jednocześnie będą one brzmieć nieporównywalnie lepiej przy codziennym słuchaniu muzyki. Na takim podstawowym systemie bez problemu da się rozpoznać, gdzie w miksie umiejscowione są poszczególne elementy - np. to, że pianino wybrzmiewa bardziej z lewej, a gitary akustycznej jest więcej po prawej stronie. W większym budżecie możliwości stereo się naturalnie zwiększają. Można wtedy pokusić się o system z oddzielnym wzmacniaczem. Jest to szczególnie atrakcyjna opcja dla tych, co słuchają dużo muzyki. Wadą jest jedynie to, że przed zakupem warto zrobić porządny research - bo możliwości jest dużo i łatwo mogą przytłoczyć - albo pomówić z pracownikami lokalnego specjalistycznego sklepu audio. W przypadku Białegostoku będzie to salon RMS przy ul. Hetmańskiej. Najlepszą pod względem kinowych wrażeń będzie oczywiście pełne kino domowe. Jest to najbardziej skomplikowana z wymienionych opcji, ale też i najbliższa ideałowi. W cenie topowego soundbara można kupić amplituner i dwie kolumny frontowe. Wtedy w praktyce będzie to stereo. Z czasem można dokupywać poszczególne elementy takie jak głośnik centralny, surroundy, czy subwoofer. Finalny rezultat będzie znacznie droższy niż nawet najlepsza listwa, ale za to całkowicie bezkompromisowy. Pełnoprawne kino domowe faktycznie daje to, co alternatywa tylko obiecuje. Tak samo jak w przypadku stereo, tutaj też minusem jest stosunkowo wysoki próg wejścia pod względem wiedzy, jaką trzeba posiadać, aby poprawnie skonfigurować cały system. Niezależnie od wybranej ścieżki warto swój wybór skonsultować z ekspertem. Będzie on w stanie określić, które rozwiązanie w przypadku konkretnego pomieszczenia będzie najskuteczniejsze i najbardziej efektywne w danym budżecie. Podpowie też jak poprawnie skonfigurować i zgrać cały system by działał bezproblemowo przez długie lata. Później zostaje nam już tylko rozkoszowanie się jakością dźwięku – a nie tylko marketingowym blichtrem. [ARTYKUŁ SPONSOROWANY]
Kryminalne 17:00
Ciekawostki 15:22
Biznes 15:00
Sport 14:50
Sport 14:17
Aktualności 14:00
Praca 12:10
Masz ciekawy temat?
Wiesz, że zdarzyło się coś interesującego w Białymstoku lub okolicy? Chcesz abyśmy o czymś napisali?
Napisz do nas
Więcej informacji