POLECAMY
Choć wzrok przyciąga obraz, to dźwięk w filmie decyduje o emocjach i poczuciu obecności. Bas, echo, cisza, to wszystko buduje immersję, której żaden ekran sam z siebie nie zapewni.
W ubiegłym roku Polski Instytut Sztuki Filmowej opublikował raport dotyczący segmentacji widzów kina w Polsce. Wskazuje on, że aż 34% ankietowanych chodzi do kina 1 – 3 razy w miesiącu. Statystyka ta blednie w porównaniu z wynikami platform streamingowych, bo ich wynik to 29%. Tyle że ta liczba dotyczy osób, które deklarują, że w zaciszu swojego mieszkania obcują z filmami codziennie. Rozszerzając częstotliwość do 1 – 3 razy w miesiącu, rośnie ona aż do 74%. Popularność platform takich jak HBO, czy Netflix podyktowana jest głównie wygodą. Doświadczając kultury w ten sposób, nie jest się uwiązanym do harmonogramu premier. Filmu nie przerywają niegrzeczne zachowania innych. Nie ma też problemów z komfortem siedzisk. Dla wielu są to kwestie kluczowe, których w żaden sposób nie rekompensuje wyższa jakość kinowego obrazu i dźwięku. Nawet pomimo tego, że z raportu PISF wynika, że widzowie przywiązują olbrzymie znaczenie do wizualiów. Faktycznie ciężko dorównać kinowym wrażeniom, ale obecne technologie i tak próbują odwzorować pełne doświadczenie w typowym salonie. Coraz większą popularnością cieszą się telewizory, większe niż 55 cali. W 2025 stanowiły one już ok. 35% rynku. To duże ekrany, wysoka rozdzielczość i szeroki zakres dynamiki sprawiają, że świat przedstawiony w filmach wygląda na wiarygodny. Dzięki nim możemy zobaczyć takie detale jak faktura skóry, drobne zmarszczki, wilgoć w oczach, czy lekkie falowanie włosów na wietrze. Im więcej informacji sensorycznych, tym łatwiej zawiesić niewiarę w stosunku do tego, co przedstawiane i całkowicie zanurzyć się w historii. Niewidzialni bohaterowie filmu Praktyka jednak pokazuje, że sam telewizor, a nawet projektor najwyższej klasy nie jest w stanie zasymulować całości efektu kina. Co w takim razie jest pomijane? Wystarczy spojrzeć na statystyki. W 2024 roku globalnie sprzedano ponad 208 mln telewizorów, a jednocześnie lekko ponad 4 mln amplitunerów kina domowego i ok. 72 mln soundbarów. Ta dysproporcja mówi jasno, że większość widzów nie dostrzega, jak niezwykle istotnym elementem każdego filmu jest dźwięk. Nawet w raporcie PISF nie ma kategorii odnoszących się do tej warstwy produkcji. Tymczasem to udźwiękowienie w głównej mierze decyduje o tym, co się czuje w trakcie spektaklu. Narastający bas tworzy napięcie. Wysokie, delikatne brzmienia wprowadzają poczucie melancholii, a nagła cisza wywołuje konsternację. W sposób naturalny odgłosy kierują też uwagą widza. Gdy poza kadrem drzwi skrzypną, wzrok automatycznie wędruję w jego stronę. Z kolei odległy dźwięk kroków informuje, że zaraz ktoś nowy pojawi się w scenie. Odbiorca nie może poczuć ciężaru obiektu, który trzyma bohater, ani poczuć uderzenia. Jednak gdy widzi spadający obiekt, obraz informuje go o jego kształcie i kierunku ruchu, a dźwięk dostarcza wiedzy o jego gęstości i wadze. Przedmiot metalowy, gdy upadnie, wyda krótki, niski impuls. Z kolei szkło wybrzmi jasno i krucho, drewno natomiast pusto i rezonansowo. Dodatkowo głośność zdarzeń sugeruje prędkość i przenoszoną siłę. We współczesnym kinie sceny audio buduje się wielokanałowo. Pozwala to umieszczać poszczególne elementy w trójwymiarowej przestrzeni. Odbiorca ma możliwość poczuć, jak duże jest pomieszczenie, gdzie są bohaterowie, w jakiej odległości od nich dzieje się akcja. Podczas przykładowego dialogu w lesie usłyszy on, z której strony wieje wiatr, skąd dobiega głos rozmówcy i że ktoś, a może coś, skrada się za nimi. Wszystko razem, czyli: dialogi, foley, efekty dźwiękowe, ambience, muzyka, a nawet cisza tworzą spójny świat, który zdaje się fizycznie istnieć. To poczucie immersji kosztuje twórców ogrom pracy. Zakłada się, że design dźwięku to ponad 50% postprodukcji filmu. Pełnia doznań w salonie Niestety praca dźwiękowców pozostaje niedoceniana. Wykreowana przestrzeń audio w warunkach domowych jest całkowicie spłaszczona przez wbudowane w telewizor małe głośniki. Podstawowym rozwiązaniem tego problemu stały się soundbary. Oferują one znacznie więcej dynamiki, wyraźniejsze dialogi i lepsze poczucie skali, ale nadal nie ma to porównania z dźwiękiem kinowym, który w przypadku większych sal opiera się na ok. 13 precyzyjnie rozmieszczonych głośnikach. Dla osób, które chcą pełni filmowych wrażeń w domu, nie pozostaje nic innego, niż zbudowanie własnego systemu kina domowego. Na szczęście obecnie jest to niezwykle proste i przystępne cenowo. Dostępność odpowiednich podzespołów takich jak amplitunery, procesory wielokanałowe i głośniki, jest większa niż kiedykolwiek wcześniej. Wiedza i możliwości budowania personalizowanych instalacji także. Jeśli jesteście realnie zainteresowani polepszeniem swoich kinowych wrażeń, wystarczy wziąć telefon i wpisać w przeglądarkę sklep.rms.pl. Pracują tam fachowcy, którzy dobiorą wszystkie niezbędne elementy systemu, włącznie z porządnym okablowaniem, np. od białostockiej Melodiki. [ARTYKUŁ SPONSOROWANY]
Kultura i Rozrywka 08:10
Aktualności 08:00
Ciekawostki 08:00
Praca 07:30
Kryminalne 2026.03.18 18:10
Kultura i Rozrywka 2026.03.18 16:00
Biznes 2026.03.18 15:30
Masz ciekawy temat?
Wiesz, że zdarzyło się coś interesującego w Białymstoku lub okolicy? Chcesz abyśmy o czymś napisali?
Napisz do nas
Więcej informacji