POLECAMY
Dlaczego Achilles ruszył pod Troję, choć wiedział, że może nie wrócić? Kim naprawdę była Helena i czy Klitajmestra zasługuje na miano bezwzględnej morderczyni? Karolina Janowska w swojej powieści „Troja” na nowo interpretuje antyczny mit i pokazuje bohaterów, których decyzje wynikają przede wszystkim z emocji.
Mit o wojnie trojańskiej jest jednym z fundamentów europejskiej kultury. Karolina Janowska postanowiła jednak spojrzeć na niego inaczej – odsunąć na bok wszechwładnych bogów i skupić się na ludziach, którzy muszą mierzyć się z własnymi wyborami. Z autorką rozmawiamy o tym, jak powstawała jej „Troja” i co sprawia, że opowieść sprzed prawie trzech tysięcy lat nadal potrafi poruszać. Troja i wojna trojańska to jedne z najbardziej znanych historii w kulturze europejskiej. Co sprawiło, że zdecydowała się Pani sięgnąć właśnie po ten mit i opowiedzieć go na nowo? Karolina Janowska: Właściwie był to impuls. W 2022 roku pojechałam do Turcji i zwiedzałam stanowisko archeologiczne w Çanakkale. Tam, w ruinach Troi pomyślałam, że mogłabym napisać książkę, ożywić bohaterów raz jeszcze. Natomiast Iliada jest mi bliska od niemal trzydziestu lat, odkąd przeczytałam ją po raz pierwszy. Wywarła na mnie wrażenie monumentalność dzieła, jego uniwersalność, bo przecież tematy poruszane przez Homera niemal trzy tysiące lat temu, są nadal aktualne: wojna, cierpienie, żądza władzy, żądza sławy, odwaga i wiarołomność. Chyba jednak szum wiatru w koronach dębów w Troi sprawił, że sięgnęłam po pióro. W „Troi” obok wielkich wydarzeń wojennych pokazuje Pani także osobiste dramaty bohaterów. Jak wyglądało tworzenie ich wewnętrznego świata i szukanie ludzkiego wymiaru postaci znanych głównie z legend? K.J.: Tworzyłam postacie w oparciu nie tylko o legendy czy Iliadę, ale też dramaty antyczne, choćby Sofoklesa czy Eurypidesa. Już w epoce klasycznej podejmowano próby ukazywania Homerowych herosów jako ludzi z krwi i kości, z ich emocjami i uczuciami. Jednak mam wrażenie – zapewne podobne do tego, które mają inni pisarze – że postacie tworzyły mi się same. Czyli one się pojawiały, rozwijały, ewoluowały, ukazywały mi swoje wnętrze oblicze, a ja musiałam nadążyć za ich zmiennymi emocjami, uczuciami, starałam się je zrozumieć. Każda postać Iliady jest psychologicznie i osobowościowo doszlifowana, każda przeżywa swój wewnętrzny dramat, Homer świetnie to pokazuje. Gwałtowność Achillesa, wyniosłość Agamemnona, wrażliwość Kasandry, wystarczyło trochę zajrzeć im do serc i umysłów. Bogowie w mitologii greckiej często wpływali na losy ludzi, traktując ich jak pionki w swojej grze. Jaką rolę odgrywają w Pani powieści i czy można powiedzieć, że bohaterowie walczą bardziej z przeznaczeniem czy z własnymi wyborami? K.J.: Od początku zakładałam, że bogowie nie będą tradycyjnymi bogami, czyli odeszłam całkowicie od wizji Homera. Chciałam, żeby moi bohaterowie byli w stu procentach ludzcy i realni, nawet jeśli są obdarzeni nieco specyficznymi zdolnościami – jak Tetyda i Achilles, którzy porozumiewają się za pomocą telepatii. Bogowie w „Troi” nie ingerują w ich życie. To sami bohaterowie dokonują swoich wyborów, ale jak to w świecie greckim, ten boski pierwiastek gdzieś tam w atmosferze krąży, by można było na niego zrzucić winę za swoje własne błędy. I tak Helena obwinia Afrodytę, Menelaos składa córkę w ofierze Artemidzie, Tetyda uważa się za kapłankę Posejdona. Mimo wszystko to od bohaterów, ludzi, wychodzą wszelkie decyzje, złe i dobre. Natomiast przeznaczenie, Tyche, to zupełnie inna sprawa, od niego nie można uciec i dlatego decyzje bohaterów są nierzadko dramatyczne. Czy bohaterowie z nim walczą? Raczej się mu poddają, z rezygnacją, ale też z pokorą, jednak dopiero po podjęciu decyzji, która ich pcha na określoną drogę. Żaden z nich nie neguje swego losu. Achilles, Hektor, Helena czy Klitajmestra to postacie wielokrotnie interpretowane w literaturze. Czy podczas pracy nad książką odkryła Pani ich nowe, mniej oczywiste oblicza? K.J.: Myślę, że bardziej ta odkrywczość dotyczy postaci kobiecych. Klitajmestra została rozsławiona, szczególnie przez Sofoklesa, jako podła mężobójczyni działająca bez skrupułów. Ale przecież Agamemnon, ten zacny małżonek, zamordował jej męża, syna i potem córkę. Moja postać ukazana jest jako kobieta, która przekracza pewną granicę, nie godzi się na przemoc, poniżanie i krzywdę. Dokonuje zemsty, ale jest to w pewnym sensie zemsta sprawiedliwa. Jeśli chodzi o Achillesa, to chciałam go ukazać nie tylko jako przepełnionego słusznym gniewem wojownika, ale jako człowieka bardzo wrażliwego, rozdartego między pragnieniem wiecznej sławy a miłością do swoich bliskich. To nie maszyna do zabijania, ale młody mężczyzna, który idąc pod Troję wie, że nie wróci z wojny i choć sprawia mu to w głębi duszy cierpienie, to jednak wie, że aby stać się legendą, trzeba się poświęcić. „Troja” łączy elementy fantasy z motywami zaczerpniętymi z mitologii. Jak wyglądał proces budowania świata przedstawionego, aby zachować równowagę między znanym mitem a własną wizją? K.J.: Pisząc „Troję” chciałam zachować najważniejsze elementy, takie jak postacie, wydarzenia, symbolikę, ale jednocześnie nadać im ludzki charakter, bez angażowania bogów i kreowania równoległego olimpijskiego świata. Tam, gdzie źródła pozostawiały przestrzeń do interpretacji, pozwalałam sobie na twórczą swobodę. Mitologia grecka była dla mnie punktem wyjścia i inspiracją, ale nie ograniczeniem. Stanowiła jedynie pewne ramy, na których mogłam oprzeć całą konstrukcję. Nie skupiałam się też na samej wojnie, ale całym micie trojańskim, od narodzin Achillesa, a nawet wcześniej, do wydarzeń mających miejsce po wojnie. Tym samym nadałam historii zamkniętą formę z Tetydą jako klamrą. Nie chciałam tworzyć klasycznego świata fantasy z rozbudowanym systemem magii, ale raczej oddać atmosferę mitu, w którym granica między światem ludzi i bogów jest płynna. Myślę, że równowagę udało się zachować właśnie dzięki temu, że nie próbowałam konkurować z mitem, lecz go interpretować. Czytelnik odnajduje znane postacie i wydarzenia, ale jednocześnie ma możliwość spojrzenia na nie z nowej perspektywy. Mam nadzieję, że dzięki temu „Troja” jest jednocześnie opowieścią zakorzenioną w tradycji i historią, która przemawia do współczesnego odbiorcy. Wojna trojańska trwała według tradycji dziesięć lat, ale jej przyczyny i konsekwencje wiążą się przede wszystkim z emocjami – ambicją, miłością, zemstą i pychą. Który z tych motywów był dla Pani najważniejszy podczas pisania? K.J.: Myślę, że najważniejszym motywem były dla mnie emocje, bo to one napędzają wszystkie wydarzenia. Wojna trojańska oczywiście jest osią fabuły, ale w moim odczuciu nie wybuchła wyłącznie z powodu porwania Heleny. U jej podstaw leżą ludzkie namiętności – pycha, ambicja, pragnienie władzy, zazdrość, miłość i chęć zemsty. To właśnie one prowadzą bohaterów do decyzji, których konsekwencji często nie są w stanie przewidzieć. Podczas pisania najbardziej interesowało mnie pokazanie, że nawet legendarni bohaterowie nie są wolni od słabości. Achilles, Hektor, Helena czy Parys nie są dla mnie jedynie postaciami z mitu, ale ludźmi, którzy kochają, boją się, popełniają błędy i mierzą się z trudnymi wyborami. Chciałam, aby czytelnik zrozumiał ich motywacje, nawet jeśli nie zawsze będzie się z nimi zgadzał. Gdybym jednak miała wskazać jeden motyw, byłaby to pycha. To ona uruchamia cały ciąg wydarzeń i sprawia, że bohaterowie coraz bardziej brną w konflikt. W mojej interpretacji to właśnie pycha – hybris, staje się siłą, która prowadzi do tragedii. Jednocześnie zależało mi na pokazaniu, że obok niej zawsze istnieje drugi biegun: miłość. To ona daje bohaterom siłę do walki, ale też często staje się źródłem ich największego cierpienia. Dzięki temu historia wojny trojańskiej pozostaje aktualna także dziś, bo opowiada o emocjach, które od tysięcy lat niewiele się zmieniły. Co chciałaby Pani, aby czytelnicy wynieśli z „Troi” poza samą opowieścią o jednej z najsłynniejszych wojen w dziejach? K.J.: Przede wszystkim chciałabym, żeby czytelnicy zobaczyli, że za wielkimi wydarzeniami historycznymi czy legendarnymi zawsze stoją ludzie. W mitach często pamiętamy o wojnach, bohaterach i zwycięzcach, ale łatwo zapominamy o emocjach, wyborach i konsekwencjach, jakie ponoszą jednostki. Zależało mi na tym, aby pokazać, że każda decyzja, nawet ta podjęta w imię honoru, miłości czy obowiązku, ma swoją cenę. Mam też nadzieję, że „Troja” zachęci czytelników do spojrzenia na znane mity z innej perspektywy. Nie jako na zamknięte historie sprzed tysięcy lat, ale jako opowieści, które wciąż są aktualne, ponieważ mówią o tym, co jest niezmienne w ludzkiej naturze: o ambicji, miłości, strachu, poświęceniu i pragnieniu bycia zapamiętanym. Chciałabym, żeby „Troja” była nie tylko opowieścią o wojnie, ale przede wszystkim historią o człowieku i o tym, jak nasze wybory kształtują zarówno nasze życie, jak i losy innych. Dziękuję za rozmowę. Zainteresowała Cię historia? Weź udział w konkursie: Troja: Wygraj egzemplarz książki
Diana Rusiłowicz
24@bialystokonline.pl
Aktualności 13:10
Aktualności 12:40
Kultura i Rozrywka 12:30
Sport 12:10
Kryminalne 12:00
Nauka 11:30
Motoryzacja 11:00
Masz ciekawy temat?
Wiesz, że zdarzyło się coś interesującego w Białymstoku lub okolicy? Chcesz abyśmy o czymś napisali?
Napisz do nas
Więcej informacji