POLECAMY
Gdy ktoś mówi "białostocki sport", zdecydowana większość osób w pierwszej kolejności pomyśli - Jagiellonia! I trudno się temu dziwić. Żółto-Czerwoni są dziś zdecydowanie największą sportową marką miasta, ale stolica Podlasia ma również inne chluby. Nie brakuje też oczywiście problemów.
Białystok ma przedstawicieli w najwyższych klasach rozgrywkowych, kluby z ambicjami sięgającymi jeszcze dalej, zawodników zdobywających medale mistrzostw Polski, reprezentantów kraju i coraz lepszą bazę sportową. Za kilka lat powinna również powstać długo wyczekiwana hala widowiskowo-sportowa, która może zmienić krajobraz białostockiego sportu. Czy to oznacza, że w kwestii miasta możemy już mówić o sportowej potędze? Jeszcze nie. Ale fundamenty są zdecydowanie lepsze niż kiedyś. Kiedyś Białystok był sportową prowincją, a dziś zaczyna rozpychać się łokciami wśród takich tuzów, jak Warszawa, Kraków czy Poznań. Jaga odjechała i wyznaczyła innym kierunek Zacznijmy od oczywistości. Jagiellonia jest dziś zdecydowanie największym sportowym klubem w Białymstoku. Mistrzostwo Polski, kolejne sezony w europejskich pucharach, ćwierćfinał Ligi Konferencji, a teraz następne sukcesy na europejskiej arenie - tego nie da się porównać z sytuacją klubu sprzed kilkunastu lat. Co ważne, sukces Jagiellonii ma wpływ na cały białostocki sport. Przyciąga kibiców, sponsorów, zainteresowanie mediów i utwierdza w przekonaniu, że klub ze stolicy Podlasia może skutecznie rywalizować z największymi. Co istotne, Jaga pokazała też innym, że z Białegostoku można wejść na naprawdę wysoki poziom. Jeszcze kilkanaście lat temu europejskie puchary były tutaj wydarzeniem. Dzisiaj oczekuje się, że Żółto-Czerwoni będą w nich występować praktycznie co sezon. I właśnie tutaj pojawia się pytanie: czy Białystok może mieć więcej niż jedną sportową markę rozpoznawalną w całej Polsce? Odpowiedź brzmi: może. I kilka klubów już nią jest albo na to miano intensywnie pracuje. Jagiellonia to tylko wierzchołek sportowej góry lodowej W mieście funkcjonują kluby i zawodnicy reprezentujący bardzo różne dyscypliny. Największym zainteresowaniem często cieszą gry zespołowe i od nich zacznijmy. W najwyższej klasie rozgrywkowej Białystok ma futsalową Jagiellonię, drużynę Lowlanders, która od wielu lat należy do czołówki klubów specjalizujących się w futbolu amerykańskim, zdobywającego seriami medale Hubala (badminton), występujące od dwóch lat na europejskiej arenie Dojlidy (tenis stołowy) czy też ekipę Rugby Białystok. Nasze miasto może się pochwalić także wielkimi markami spoza sportu drużynowego. Mamy przecież KS Podlasie - jeden z dwóch, trzech czołowych ośerodków lekkoaltetycznych w Polsce z takimi gwiazdami, jak Natalia Bukowiecka, Wojciech Nowicki, Maria Żodzik czy Ewa Swoboda w składzie, jest Juvenia Białystok z Natalią Maliszewską, Gabrielą Topolską, Michałem Niewińskim i Łukaszem Kuczyńskim (short track).. Dodatkowo medale na imprezach rangi mistrzostw Polski i nie tylko hurtowo zdobywają przedstawiciele KS-u Wschód (zapasy), Białostockiego Klubu Sportowego Oyama Karate czy Klubu Sportowego Kaliber Białystok (strzelectwo sportowe). Mamy również Cresovię Białystok z Aleksandrem Kitewskim i Sylwią Kitewską (dawniej Szczerbińską) oraz takie indywidualności, jak: Rafał Czuper (tenis stołowy), Paweł Arciszewski (kolarstwo) lub Kamil Szeremeta (boks). Nie należy też zapominać o tym, jak świetną robotę wykonuje Fundacja Białystok Biega, organizująca szereg biegowych wydarzeń gromadzących tysiące uczestników. Nie można także pominąć faktu, że ogromną rolę w popularyzacji sportu pełni również BOSiR, współorganizujący w sezonie dziesiątki wielkich imprez, wśród których znajdziemy Elemental Tri Series, Mityng Gwiazd, Plażę Open, jak też Białostocką Ligę Sportu. Swoje robi ponadto bokserka grupa Boxing Production dowodzona przez Dariusza Snarskiego. Problemem nie jest brak sportu. Problemem jest jego skala Skąd więc wciąż istniejące przekonanie, że Białystok to Jagiellonia i długo, długo nic? Powody są przede wszystkim dwa, a w zasadzie trzy. Po pierwsze, piłka nożna to sport narodowy i nic z jej popularnością nie wygra. W momencie, gdy Jaga odnosi tak duże sukcesy, oczywiste jest, że dysproporcja pomiędzy nią, a pozostałymi białostockimi drużynami się zwiększa. To naturalne i nie ma w tym nic złego. Po drugie, stolicy Podlasia brakuje silnych przedstawicieli w dyscyplinach drużynowych traktowanych w naszym kraju jako numery dwa i trzy. Mowa tu o siatkówce i koszykówce. Męski BAS Białystok pałęta się gdzieś między I a II ligą, podobna kwestia dotyczy koszykarskich Żubrów. I wreszcie po trzecie, w naszym mieście nie ma miejsca, gdzie wiele wydarzeń sportowych można w należyty sposób pokazać. Żubry, BAS, futsalowa Jaga - te drużyny nie posiadają swojego domu. W Białymstoku nie ma bowiem hali widowiskowo-sportowej z prawdziwego zdarzenia. Jasne. Ta ma powstać i to już w najbliższym czasie, bo w ciągu 30 miesięcy. Ma pomięścić ponad 6 tys. kibiców. Ma być największym i najnowocześniejszym tego typu obiektem we wschodniej części Polski, ale wiedząc, że temat budowy hali istnieje już co najmniej kilkanaście lat, pamiętając, jak wiele problemów w kwestii jej powstania już było, trudno nie podchodzić sceptycznie do informacji o planowanej budowie sportowej areny. Osobiście, póki nie zasiądę na jej trybunach, póki nie usłyszę, jak buty koszykarzy czy siatkarzy piszczą o jej parkiet, póki nie zobaczę, jak piłka przy ul. Ciołkowskiego wpada do kosza, to w nią nie uwierzę. Hala może być początkiem nowego rozdziału. O ile naprawdę powstanie W każdym razie nie można powiedzieć, że sytuacja białostockiego sportu jest zła. Wręcz przeciwnie, jest dobra. Być może więc problem w ocenie całego krajobrazu polega przede wszystkim na tym, że patrzymy na niego przez zbyt małe okno. Jeśli tym oknem jest tylko piłka nożna, rzeczywiście można odnieść wrażenie, że jest Jagiellonia i długo, długo nic. Jeśli jednak spojrzymy szerzej, obraz robi się zupełnie inny. Mamy kluby w najwyższych klasach rozgrywkowych, mamy reprezentantów Polski, olimpijczyków, mistrzów i medalistów najważniejszych imprez. Mamy ludzi, którzy od lat wykonują ogromną pracę u podstaw. Mamy też Jagiellonię, która swoją pozycją może być dla całego środowiska lokomotywą, a nie przeszkodą. Brakuje nam natomiast czegoś, co pozwoliłoby te wszystkie elementy połączyć i zrobić kolejny krok. Silniejszej koszykówki, mocniejszej siatkówki, większych możliwości dla futsalu i przede wszystkim infrastruktury, która nie będzie ograniczeniem dla klubów mających ambicje. Dlatego hala przy Ciołkowskiego może być dla Białegostoku czymś znacznie ważniejszym niż kolejnym budynkiem. Może być początkiem nowego rozdziału - jeszcze piękniejszego rozdziału.
Rafał Żuk
rafal.zuk@bialystokonline.pl
Kryminalne 11:25
Aktualności 11:00
Aktualności 10:30
Sport 10:00
Kultura i Rozrywka 09:30
Biznes 09:00
Sport 09:00
Masz ciekawy temat?
Wiesz, że zdarzyło się coś interesującego w Białymstoku lub okolicy? Chcesz abyśmy o czymś napisali?
Napisz do nas
Więcej informacji