Białystok Online

Kultura i Rozrywka

Próba przetrwania na skraju wojny. Matka Courage i jej dzieci

2026.06.23 16:00
Próba przetrwania na skraju wojny. Matka Courage i jej dzieci
Fot: Bartosz Warzecha (materiały Teatru Dramatycznego). Spektakl "Matka Courage i jej dzieci" w Teatrze Dramatycznym w Białymstoku

Oto Ona: pyskata handlarka, cyniczna chytruska, szorstka matka. Ciągnie swój wóz za armią, żyje z wojny, liczy zyski… Ale to tylko część prawdy o Annie Fierling, markietance sprzed czterech stuleci, znanej jako Matka Courage. Intrygujący portret instynktu przetrwania - do zobaczenia w Teatrze Dramatycznym.

W rzeczywistości to ciekawy portret zbiorowy, bo choć na plan pierwszy wysuwają się tytułowi bohaterowie sztuki Bertolta Brechta „Matka Courage i jej dzieci” - to strategii przetrwania na skraju wojny mamy o wiele więcej. Gdzieś na zapleczu frontu krzyżują się drogi wszystkich - handlarzy, kucharzy, kapelanów, mieszkańców napadanych wiosek i żołnierzy różnego autoramentu. Czyż Matka Courage, nie mając z kim się targować i z kim walczyć jak lwica, bez takiej kompanii w tle mogłaby wykazać swój instynkt przetrwania i negocjacyjny talent? Wątpliwe.

Toteż i tło - cała galeria postaci, tworzących przyfrontowe życie - to bohater równie istotny. Tu wszyscy nawzajem siebie potrzebują, tworzą specyficzny krwiobieg, powiązany interesami i emocjami. Wszyscy też żyją w napięciu - nigdy nie wiadomo, w którą stronę zawieją wichry historii, gdzie przetoczy się front i czy tym razem znów uda się ujść z tego cało. Zasada jest jedna: zdobyć jak najwięcej pieniędzy i przetrwać. Cała reszta, cóż, okaże się po drodze.


Wóz niczym wszechświat

Gdzieś w tej drodze, na tyłach frontu, spotykamy bohaterkę dramatu Brechta - Annę Fierling vel Matkę Courage (brawurowa, świetna rola Katarzyny Siergiej). Ciągnie wraz z dziećmi (Eilifem, Schweizerkasem i niemą Katarzyną) swój wóz, a w nim: koszule, buty, spodnie, rondle, które może kupić od niej wojsko. Za Matką Courage już kilka lat wędrówki, a przed nią kolejne - nie mamy tu bynajmniej wojny krótkotrwałej, a jedną z najdłuższych - bo trzydziestoletnią. Co naszą bohaterkę akurat cieszy - ona z wojny wszak żyje, pokój zysku nie przynosi. Brecht, pisząc swój antywojenny dramat osadził Courage w przestrzeni słynnego konfliktu (1618-1648) pomiędzy katolicką dynastią Habsburgów a państwami protestanckimi.

Reżyser Romuald Wicza-Pokojski znalazł interesujący pomysł na umiejscowienie tej epoki w nietypowej przestrzeni. Pozostał wierny oryginałowi, ale nadał spektaklowi uniwersalny wymiar, umieszczając w nim współczesne tropy - choćby w znakomitej, industrialnej scenografii (Aleksandra Iwańczyk). Centrum scenicznego wszechświata stanowi wóz Matki Courage, kompaktowa konstrukcja, która w jednej chwili może zmienić się w chatę, oberżę, pralnię. Mobilny kubik z ruchomymi ścianami, nadgryzionymi zębem czasu, w zależności od ustawienia wysyła nam różne komunikaty. W ścianach wycięto nie tylko słowa-klucze, oddające charakter wojny (krew, apatia, atak, ropa, odpad, brak, zysk, waluta, niemoc, pustka, krzyk etc.), ale też daty wojen, do których doszło w kolejnych stuleciach (m.in. 1815, 1914, 1939 i współcześnie). Gdy w pewnej chwili reflektor oblewa konstrukcję czerwonawym światłem (reżyseria świateł - Maciej Iwańczyk), napisy przez sekundę też wydają się broczyć krwią.


Wiadra szmat

Aktorzy Teatru Dramatycznego, tułający się po różnych miejscówkach od kilku lat - ze względu na remont siedziby - spektakl prezentują w industrialnej przestrzeni hali wydziału architektury (ul. Grunwaldzka). Wybór lokalizacji, na pierwszy rzut oka mało komfortowy, bo nie posiadający typowej teatralnej widowni, pod względem inscenizacyjnym jednak okazał się strzałem w dziesiątkę. Surowość i minimalizm przestrzeni potęgują specyficzny charakter przedstawienia. Schodzący ze sceny aktorzy, w rzeczywistości z niej nie schodzą: krążą z boku sceny opasanej - niczym lodowisko - bandami, przejmują rolę narratorów, wspinają się na rusztowania.

Ochronne ogrodzenie pozwala też w zaskakujący sposób wedrzeć się na scenę… wojnie. Jest cały czas w tle, wręcz czai się za rogiem, wybrzmiewa w dialogach i opowieściach. Jednak potrafi też nagle uderzyć bez słów - całą mocą obrazu, gestu i rekwizytu. Niezwykle sugestywny w swej prostocie zabieg działa na wyobraźnię: co jakiś czas zza ogrodzenia bohaterowie drugiego planu wyrzucają na scenę wiadra szmat. Rozwłóczone koszule, pokryte rdzawymi plamami, mówią więcej niż niejedno słowo.


Nie ma zysków bez strat

Spektakl to wielogłos, minimalistyczny melanż, pokazujący wojnę z różnych perspektyw. Temat przewija się w żartach, kłótniach, pieśniach. Gdy po syna Matki Courage przychodzą żołnierze, by zabrać go do armii, Matka robi wszystko, by do tego nie dopuścić. Wachmistrz pyta: „Dlaczego tak się szarpiesz, przecież sama żyjesz z wojny?”. Courage odpowiada: „Moje dzieci nie do armii”. Na to Wachmistrz filozoficznie: „Kto chce z wojny grosik, musi też dać cosik”.

I tak się dzieje, w końcu jeden z morałów sztuki Brechta można zamknąć w zdaniu: nikt nie może czerpać zysków z wojny, nie ponosząc kosztów. Koszty Matki Courage są ogromne - wojna, bez której ona sama funkcjonować nie potrafi - zabiera jej po kolei wszystkie dzieci. Spektakl o tym też mówi: o procesie utraty, próbie racjonalizacji dramatu, godzenia się ze stratą.

I jest to opowieść szalenie niejednoznaczna.


Plebejski instynkt życia

Żywioł Matki Courage to targowanie się, pyskówki, wędrówki. Nieustannie kombinuje, ryzykuje, kalkuluje. Jest zgryźliwa i złośliwa, jest też zabawna i ironiczna. Nie zważa na epitety „frontowa hiena”, targuje się nawet, gdy na szali leży życie jej syna. Gdy nastaje pokój, choćby na chwilę, potrafi wykrzyczeć: „Z waszych zwycięstw mam same straty!”. Swoje dzieci traktuje opryskliwie, zagaduje problemy, zakrzykuje uczucia. A jednak stara się o nie walczyć.

To więc postać niezwykle złożona i nieoczywista, ale w dobrych rękach - Katarzyna Siergiej w roli Matki Courage jest znakomita. Tu - wbrew zamiarom Brechta - nie ma miejsca na zero-jedynkowe podsumowania: Courage to istny wulkan, kalejdoskop, nigdy nie wiadomo, co powie za chwilę i co się wydarzy. Katarzyna Siergiej potrafi uchwycić to charakterologiczne migotanie i nadać mu ludzki wymiar. Tworzy świetny portret kobiety rozdartej między żądzą zarobku a szorstkim przywiązaniem do dzieci. Jest w niej humor i tragizm, ludowa mądrość i plebejski spryt, zło i dobro. A wszystko to spięte klamrą niebywałego instynktu przetrwania, sprawiającego, że Matka Courage - osamotniona, przemielona przez wojnę - wbrew wszystkiemu otrzepuje się z kurzu i się podnosi.

Interesująco wypada na scenie kontrast dwóch postaci - pyskatej matki i niemej córki, Katarzyny (wspaniała rola Julii Dmochowskiej). Zupełnie inny punkt ciężkości, inne środki wyrazu - a jednak Katarzyna, choć w cieniu głośnej matki, przykuwa uwagę siłą pozawerbalnej kreacji. Wycofana, zatopiona w swoim świecie, próbuje jakoś funkcjonować w tej wędrownej rzeczywistości. I nie umyka uwadze widzów: gdy snuje się w tle, zbiera pokrwawione szmaty, pierze, czasem bawi się nimi jak lalkami; gdy rozjaśnia się cała, po znalezieniu czerwonych trzewików; gdy wreszcie przerażona, chce ostrzec brata i bezgłośnie krzyczy.


Mozaika losów

Ciekawe, różnorodne role kobiece to zresztą duży atut spektaklu. W rolę dziewczyny lekkich obyczajów brawurowo wciela się Agnieszka Możejko-Szekowska. Jej Yvette to postać z krwi i kości: w pętli picia, z własną filozofią życia, dawno porzuconymi złudzeniami, a jednak ciągle pełna wewnętrznej ikry, pozwalającej jej nadal utrzymywać się na powierzchni, w czym puder też odgrywa znaczenie (co za scena!). W galerii kobiecych bohaterek sztuki Brechta uwagę zwraca też Chłopka (Urszula Szmidt), m.in. w poruszającej modlitwie zmęczonej wojną kobiety.

A mężczyźni?
To też niezła wojenna kompania, ciekawie obsadzona. Żołnierze, chłopi, eksperci od ducha i ciała. Aktorzy odgrywają po kilka ról, budują wojenny rejwach w tle, niekiedy wysuwając się na plan pierwszy. Są tu synowie Matki Courage, których wojna zmienia, i z których - tak jak z wszystkich - wyciąga chowane głęboko instynkty (Dawid Malec, Michał Przestrzelski). Jest filozofujący Kapelan, próbujący zachować minimum przyzwoitości, choć z tym bywa różnie (Sławomir Popławski). Jest egoistyczny kucharz (Krzysztof Ławniczak), są reprezentanci świata żołnierskiego i chłopskiego (Marek Cichucki, Bernard Bania, Antoni Danieluk).

Wszyscy - i ci na pierwszym, i ci na dalszym planie współtworzą przejmujące studium o kondycji ludzkiej na skraju wojny, wciąż aktualne w swym przesłaniu. Szczególnie teraz, gdy wojna jest tuż za progiem.

W tej opowieści o rodzinie na wojennym szlaku, który najpierw ją zmienia, a potem ją niszczy, istotną rolę pełni też muzyka. Łamane dźwięki, śpiewy (przejmująca kołysanka na finał), adaptacja oryginalnej partytury Paula Dessau i elektroniczna muzyka na żywo (Ignacy Wiśniewski) - wszystko to sprawia, że w białostockiej inscenizacji duch klasyki spotyka się z surowym jazzem. Warto zobaczyć i usłyszeć.

A w czasie przerwy - być uważnym. Matka Courage nie odpuszcza.

Teatr Dramatyczny, “Matka Courage i jej dzieci”, premiera - czerwiec 2026

Monika Żmijewska

Monika Żmijewska

24@bialystokonline.pl

Popularne dzisiaj

Masz ciekawy temat?

Wiesz, że zdarzyło się coś interesującego w Białymstoku lub okolicy? Chcesz abyśmy o czymś napisali?

Napisz do nas