Białystok Online

Sport

Siemieniec po meczu z Zagłębiem Lubin: Dzisiaj cierpieliśmy

2026.05.24 09:10
Siemieniec po meczu z Zagłębiem Lubin: Dzisiaj cierpieliśmy
Fot: Jagiellonia Białystok

Co powiedział trener Jagiellonii po finale sezonu? Jak skomentował sobotnie (23.05) spotkanie szkoleniowiec gości? Oto pomeczowe wypowiedzi Adriana Siemieńca i Leszka Ojrzyńskiego.

Najpierw cierpienie, potem wielka radość

Jagiellonia Białystok pokonała Zagłębie Lubin 1:0 i choć zwycięstwo to nie dało wicemistrzostwa Polski, po ostatnim gwizdku arbitra murawa Chorten Areny i tak zapełniła się kibicami, którzy chcieli wraz z piłkarzami świętować zdobycie brązowych medali. Po meczu Adrian Siemieniec skupił się na serii podziękowań, ale nie zabrakło też trzeźwego spojrzenia na postawę Jagiellończyków w ostatnim spotkaniu. Ci w drugiej połowie dali zepchnąć się do defensywy, w efekcie czego pod bramką Abramowicza często się kotłowało.

- Mam poczucie, że dzisiaj cierpieliśmy. To nie był nas dobry mecz, nie było wielu dobrych momentów, ale zdaję sobie sprawę, że takie spotkania trzeba dowieźć, a my tę końcówkę wynikowo dowieźliśmy. Był taki moment, że ciężko było przy tym terminarzu w końcówce oczekiwać, że coś jeszcze wyjdzie, a jednak wyszło. W ostatnich meczach, gdyby zachować trochę więcej czujności i koncentracji w Katowicach, byłby komplet zwycięstw i świętowalibyśmy wicemistrzostwo. Świętujemy jednak brązowy medal drugi rok z rzędu, łącząc ligę z pucharami. To jest sukces i tak to trzeba nazwać. Sama obecność w pucharach byłaby sukcesem, a kolejny medal to dla mnie i całego klubu wielka sprawa. Powinniśmy być z tego dumni, niezależnie od dzisiejszego meczu, który był dla koneserów - tak sobotni bój na Chorten Arenie skomentował Adrian Siemieniec, trener Jagiellonii.

Wcześniej opiekun Żółto-Czerwonych skupił się na obszernych podziękowaniach skierowanych do piłkarzy, kibiców, władz klubu, dziennikarzy i całej jagiellońskiej społeczności. 34-latek zaczął jednak od podziękowań dla najbliższych osób, czyli dla swojej rodziny.

- Chciałbym wysłać kilka podziękowań z gratulacjami, bo jedno z drugim jest mocno powiązane. Rozpocznę od mojej rodziny - wspaniałej żony i dzieci. To był dla nas bardzo trudny rok, szczególnie ta druga połówka tego roku, ale przetrwaliśmy razem i to najważniejsze. Dzisiaj mamy za to nagrodę i możemy świętować. Bardzo duża rola w tym mojej rodziny, mojej żony i dziękuję, że są zawsze ze mną. To dla nas ważny moment i cieszę się, że możemy razem świętować - oznajmił Siemieniec.

Od sparingowej klęski do brązowych medali

Szkoleniowiec Jagi pokusił się także o małe podsumowanie całego sezonu.

- Była na nas duża presja, musieliśmy się zmierzyć z rozczarowaniem, zawodem, smutkiem i porażką, a mimo to dziś siedzimy tu w takim miejscu. Zawsze można powiedzieć, że szklanka jest do połowy pusta, ale gdyby scenariusz potoczył się inaczej, to moglibyśmy dziś rozmawiać w innych nastrojach. Jest kolejny medal, kolejna europejska przygoda i trudno mi mówić o tym inaczej, jak o sukcesie. Były przed sezonem bardzo duże zmiany kadrowe, potem 1:7 z Widzewem, 0:4 z Termaliką, nie mieliśmy marginesu błędu w eliminacjach Ligi Konferencji, musieliśmy wygrać trzy dwumeczem, graliśmy w fazie ligowej, mieliśmy 17 meczów bez porażki, wypromowaliśmy wychowanka na poziom FC Porto. Bardzo dużo dobrych rzeczy się wydarzyło i trudno teraz inaczej to oceniać, mówić, że można było zrobić więcej. Zawsze można więcej, będziemy iść w tym kierunku, ale to tylko piłka. Oprócz tych meczów niewykorzystanych, trzeba pamiętać, że były mecze, których nie musieliśmy wygrać. Były starcia, gdy nie wygrywaliśmy lepsi, a były też takie, że niekoniecznie byliśmy lepsi, a wygrywaliśmy. Jestem jednak zdania, że przez pryzmat całego sezonu to 3. miejsce sobie wypracowaliśmy i jesteśmy z tego dumni - powiedział Adrian Siemieniec.

Głos po sobotnim pojedynku zabrał też szkoleniowiec Miedziowych.

- Gratulacje dla gospodarzy za zwycięstwo i najniższy stopień podium. Mieliśmy swój cel, chcieliśmy wygrać, mając nadzieję na coś fantastycznego. Boli to wszystko tym bardziej, bo mieliśmy swoje sytuacje w drugiej połowie. Nie wiem, czy nie była ona najlepsza w naszym wykonaniu. Mieliśmy trzy wyśmienite okazje. Zmarnowany karny, dwa uderzenia z głowy w środek. 25 razy byliśmy w polu karnym przeciwnika i szkoda, że żadna bramka z tego nie padła, bo mecz mógł się potoczyć inaczej. W pierwszej połowie chcieliśmy nie stracić bramki, a sami ją sprezentowaliśmy rywalom. To boli najbardziej, bo nie zostaliśmy rozklepani po fantastycznej akcji, a przecież Jagiellonia ma do tego piłkarzy. Walczyliśmy jednak do końca. Ja bym gwizdnął karnego w doliczonym czasie. Były momenty, gdy było gorąco pod bramką gospodarzy i szkoda, że tego nie wykorzystaliśmy. Remis by nam oczywiście nic nie dał, bylibyśmy jedno miejsce wyżej, ale mogło być ciekawiej przez dalszą część spotkania, bo Jagiellonia musiałaby zaatakować, a to byłaby dla nas szansa - oznajmił Leszek Ojrzyński, trener Zagłebia Lubin.

Rafał Żuk

Rafał Żuk

rafal.zuk@bialystokonline.pl

Przeczytaj także
Popularne dzisiaj

Masz ciekawy temat?

Wiesz, że zdarzyło się coś interesującego w Białymstoku lub okolicy? Chcesz abyśmy o czymś napisali?

Napisz do nas