POLECAMY
Są takie historie, które życie samo pisze. To są Wasze historie. I Wasze sprawy.
Wybrałam się któregoś dnia do sklepu zoologicznego. Z psem. Niech sobie popatrzy. Powącha. Za ladą właścicielka. – Fionka! Ja cię pamiętam! Śliczności ty moje, chodź!. Mój pies z radości aż cały się trzęsie, a pani zaczyna wyciągać ze słoiczków co chwilę nowy przysmaczek. Kojarzę ją. Pracowała w lecznicy, do której prowadzam moją psicę. – A bo widzi pani, już mnie tam nie chcieli, to otworzyłam swój interes, a co! – mówi zadziornie, chociaż w oczach ma i trochę żalu, i jakby tęsknoty. – Bo ja tak kocham te zwierzaczki. Taką Fionkę, co ma oczka najpiękniejsze i rzęsy najśliczniejsze na świecie. Już wiedziałam, że to będzie mój sklep. Wpadam któregoś razu na szybkie zakupy. Pani jakaś przygnębiona. – A bo ja to choruję, wie pani. Już włosy mi odrosły, ale rzęsy nie. I już chyba nie odrosną... No tak. Rak. – A jest pani w remisji? – Tak, już pół roku. Ale co z tego, jak mi teraz córka zachorowała. Niedługo ślub miała brać. Przychodzę regularnie. Pani zawsze ma dla mnie jakąś opowieść. – Córka moja już kiedyś chorowała. Ja jej wtedy szpik oddałam. Piętnaście lat miała. I teraz, jak się dawca nie znajdzie, to też oddam. Wie pani, lekarz powiedział, że albo ja, albo córka. To powiedziałam, że oczywiście córka. Najczęściej przychodzę z psem. – Bo ja tu sama siedzę, a jak pani mi Fionkę przyprowadza, to od razu mi lepiej. Ten pies ma coś w sobie. Taką radość, taką energię, że i te moje kłopoty jakby mniejsze. – A jak się ma córka? – pytam. Wzdycha ciężko. Oczy niebezpiecznie zaczynają błyszczeć. – Ślub przełożyła, wie pani? I nic mi nie powiedziała! Przełożyła o dwa lata! Na zwolnieniu jest teraz. Rodzina z zagranicy już się bada, będą się rejestrować w bazie dawców szpiku. Szukamy. Czekamy. Po policzku toczy się łza. W odruchu współczucia przytulam ją mocno. – Proszę wierzyć. Są rzeczy, na które mamy wpływ, i takie, na które nie mamy. Jeśli można walczyć, to walczcie. Ale odpuśćcie to, na co wpływu nie macie. Szkoda sił. Bo choroba pani i córki to nie jedyne troski. Kilka dni wcześniej odwiedziły ją inspektorki z PIH-u. – Że cen na towarach nie ma. Choć ceny są - opowiada wzburzona. – One tak na mnie patrzyły, jak pani teraz. Ze współczuciem. I powiedziały, kto donos złożył. Jak dowiedziała się właścicielka, zawiadomienie złożyła konkurencja. Człowiek człowiekowi wilkiem. A pies nie królik. Trawy jeść nie chce. Wybieram się zatem ponownie do zoologicznego. Tym razem wyszłam z książką. – To moja babka napisała. Taka przyszywana, ale jak rodzina – tłumaczy właścicielka. Dochód z jej sprzedaży chce przeznaczyć na remont zabytkowego dworku, który odziedziczyła po autorce. – Tam rura pękła. Trzeba naprawić. To sprzedaję te książki u siebie, może się coś nazbiera. – A zgłaszała się pani do konserwatora zabytków? Przecież ten dworek jest zabytkowy. Może pomogą? – E tam... – pani spuszcza wzrok. – Napisali mi, że mają pilniejsze sprawy. – A jak się pani czuje? – Po naszej ostatniej rozmowie tak mi się lżej zrobiło. Jakoś jaśniej. Chyba potrzebowałam to z siebie wyrzucić. Tylko przed panią tak się rozkleiłam. - Widocznie dobrze mi z oczu patrzy – uśmiecham się. Za tydzień rejestruję się w bazie dawców. Dziś zaczynam czytać książkę. A jutro znów jadę po karmę. Może usłyszę kolejną historię kobiety, która ciągle próbuje coś uratować. Jeśli chcesz, obyśmy opublikowali Twoją historię – napisz do nas: 24@bialystokonline.pl. Czekamy na Ciebie w „Waszych sprawach”.
Katarzyna Kozioł
24@bialystokonline.pl
Aktualności 10:00
Zdrowie 10:00
Sport 09:00
Biznes 08:36
Kultura i Rozrywka 08:10
Rodzina 08:00
Aktualności 07:50
Masz ciekawy temat?
Wiesz, że zdarzyło się coś interesującego w Białymstoku lub okolicy? Chcesz abyśmy o czymś napisali?
Napisz do nas
Więcej informacji