Białystok Online

Zdrowie

Weszłam po karmę. Wyszłam z książką

2026.08.10 10:00
Weszłam po karmę. Wyszłam z książką
Fot: Wygenerowane przez AI

Są takie historie, które życie samo pisze. To są Wasze historie. I Wasze sprawy.

Wybrałam się któregoś dnia do sklepu zoologicznego. Z psem.
Niech sobie popatrzy. Powącha.

Za ladą właścicielka.

Fionka! Ja cię pamiętam! Śliczności ty moje, chodź!.

Mój pies z radości aż cały się trzęsie, a pani zaczyna wyciągać ze słoiczków co chwilę nowy przysmaczek.

Kojarzę ją. Pracowała w lecznicy, do której prowadzam moją psicę.

A bo widzi pani, już mnie tam nie chcieli, to otworzyłam swój interes, a co! – mówi zadziornie, chociaż w oczach ma i trochę żalu, i jakby tęsknoty.

– Bo ja tak kocham te zwierzaczki. Taką Fionkę, co ma oczka najpiękniejsze i rzęsy najśliczniejsze na świecie.

Już wiedziałam, że to będzie mój sklep.

Wpadam któregoś razu na szybkie zakupy. Pani jakaś przygnębiona.

A bo ja to choruję, wie pani. Już włosy mi odrosły, ale rzęsy nie. I już chyba nie odrosną...

No tak. Rak.

A jest pani w remisji?

Tak, już pół roku. Ale co z tego, jak mi teraz córka zachorowała. Niedługo ślub miała brać.

Przychodzę regularnie. Pani zawsze ma dla mnie jakąś opowieść.

Córka moja już kiedyś chorowała. Ja jej wtedy szpik oddałam. Piętnaście lat miała. I teraz, jak się dawca nie znajdzie, to też oddam. Wie pani, lekarz powiedział, że albo ja, albo córka. To powiedziałam, że oczywiście córka.

Najczęściej przychodzę z psem.

Bo ja tu sama siedzę, a jak pani mi Fionkę przyprowadza, to od razu mi lepiej. Ten pies ma coś w sobie. Taką radość, taką energię, że i te moje kłopoty jakby mniejsze.

A jak się ma córka? – pytam.

Wzdycha ciężko. Oczy niebezpiecznie zaczynają błyszczeć.

Ślub przełożyła, wie pani? I nic mi nie powiedziała! Przełożyła o dwa lata! Na zwolnieniu jest teraz. Rodzina z zagranicy już się bada, będą się rejestrować w bazie dawców szpiku. Szukamy. Czekamy.

Po policzku toczy się łza. W odruchu współczucia przytulam ją mocno.

Proszę wierzyć. Są rzeczy, na które mamy wpływ, i takie, na które nie mamy. Jeśli można walczyć, to walczcie. Ale odpuśćcie to, na co wpływu nie macie. Szkoda sił.

Bo choroba pani i córki to nie jedyne troski. Kilka dni wcześniej odwiedziły ją inspektorki z PIH-u.

Że cen na towarach nie ma. Choć ceny są - opowiada wzburzona. – One tak na mnie patrzyły, jak pani teraz. Ze współczuciem. I powiedziały, kto donos złożył.

Jak dowiedziała się właścicielka, zawiadomienie złożyła konkurencja. Człowiek człowiekowi wilkiem.

A pies nie królik. Trawy jeść nie chce. Wybieram się zatem ponownie do zoologicznego.

Tym razem wyszłam z książką.

To moja babka napisała. Taka przyszywana, ale jak rodzina – tłumaczy właścicielka.

Dochód z jej sprzedaży chce przeznaczyć na remont zabytkowego dworku, który odziedziczyła po autorce.

Tam rura pękła. Trzeba naprawić. To sprzedaję te książki u siebie, może się coś nazbiera.

A zgłaszała się pani do konserwatora zabytków? Przecież ten dworek jest zabytkowy. Może pomogą?

E tam... – pani spuszcza wzrok. – Napisali mi, że mają pilniejsze sprawy.

A jak się pani czuje?

Po naszej ostatniej rozmowie tak mi się lżej zrobiło. Jakoś jaśniej. Chyba potrzebowałam to z siebie wyrzucić. Tylko przed panią tak się rozkleiłam.

- Widocznie dobrze mi z oczu patrzy – uśmiecham się.

Za tydzień rejestruję się w bazie dawców.

Dziś zaczynam czytać książkę.

A jutro znów jadę po karmę.

Może usłyszę kolejną historię kobiety, która ciągle próbuje coś uratować.

Jeśli chcesz, obyśmy opublikowali Twoją historię – napisz do nas: 24@bialystokonline.pl. Czekamy na Ciebie w „Waszych sprawach”.

Katarzyna Kozioł

Katarzyna Kozioł

24@bialystokonline.pl

Przeczytaj także
Popularne dzisiaj

Masz ciekawy temat?

Wiesz, że zdarzyło się coś interesującego w Białymstoku lub okolicy? Chcesz abyśmy o czymś napisali?

Napisz do nas