POLECAMY
Miał 17 lat, kiedy zaczął pisać „Czarne Koty”. Początkowo miało powstać krótkie opowiadanie, które po kilku tygodniach trafiłoby do szuflady. Zamiast kilku stron powstało kilkaset, a później cała trylogia. Dziś Edgar Hryniewicki patrzy na swoje pierwsze książki z dystansem. Przyznaje, że zmieniłby wiele, a trzy tomy skróciłby do jednego, najwyżej dwóch. Nie zmieniłby jednak jednego: pytania o granicę między dobrem a złem.
Katarzyna Kozioł: Pan zaczął pisać „Czarne Koty”, mając 17 lat. Dzisiaj, po kilku latach, co najbardziej pana w tej książce zawstydza albo razi? Edgar Hryniewicki: Przede wszystkim to, że nie miałem wtedy doświadczenia. Podoba mi się natomiast sam pomysł pokazania młodych ludzi, którzy dorastają, próbują odnaleźć się w trudnym świecie i mierzą się zarówno z dobrem, jak i złem. Natomiast dzisiaj widzę, że część wątków mogłem rozwinąć lepiej, a bohaterom dać więcej głębi. Jako początkujący autor miałem też tendencję do opisywania absolutnie wszystkiego. Czasami odbywało się to kosztem fabuły. K.K.: A co mimo upływu czasu nadal uważa pan w „Czarnych Kotach” za dobre? E.H.: Sam pomysł na tę historię. Podoba mi się to, że młodzi bohaterowie próbują znaleźć odpowiedzi na trudne pytania i dopiero uczą się, jak funkcjonować w świecie, w którym nie wszystko jest jednoznaczne. Szczególnie ważne jest dla mnie pytanie o granicę między dobrem a złem. To nadal jest coś, co chciałbym w tej historii zachować. K.K.: Początkowo „Czarne Koty” miały być tylko krótkim opowiadaniem? E.H.: Tak. Zakładałem, że napiszę kilka stron, skończę w dwa, może trzy tygodnie i odłożę tekst do szuflady. Później jednak cały czas przychodziły mi do głowy kolejne pomysły. Z kilku stron zrobiło się kilkaset, a z opowiadania powstała powieść. K.K.: Ile czasu ostatecznie zajęło panu napisanie całej trylogii? E.H.: Zacząłem mając 17 lat, a skończyłem, kiedy miałem 22. Pierwsza książka została wydana, gdy miałem 23 lata. To był więc spory fragment mojego życia. W tym czasie sam bardzo się zmieniłem. K.K.: Czy razem z panem zmieniał się też główny bohater? E.H.: Zdecydowanie. W pewnym sensie dorastałem razem z nim. Zmieniałem się jako człowiek i jako autor. Kiedy patrzę na ostatni tom, mam wrażenie, że napisała go zupełnie inna osoba niż pierwszy. Na początku byłem równie nieopierzony jak Mins. K.K.: Dzisiaj inaczej ocenia pan decyzje Minsa? E.H.: Tak. Dzisiaj patrzę na nie z większym dystansem. Wiele z nich nie było tak dobrych, jak wtedy mi się wydawało. Podoba mi się jednak to, że bohater dojrzewał razem ze mną. W późniejszych częściach podejmował już bardziej racjonalne decyzje, bo miał za sobą doświadczenia, których wcześniej mu brakowało. K.K.: Gdyby dostał pan dziś możliwość napisania „Czarnych Kotów” od początku, co by pan zmienił? E.H.: Na pewno nie zmieniałbym tego, że jest to pierwsza książka, bo wprowadza czytelnika w mój świat. Zostawiłbym też pewną odrobinę szaleństwa Minsa. Natomiast zmieniłbym styl, pogłębił bohaterów i inaczej poprowadził część wątków. K.K.: Jest pan inżynierem, absolwentem Politechniki Białostockiej, Wydziału Mechanicznego. Czy inżynierskie myślenie pomaga w pisaniu fantasy? E.H.: Myślę, że tak. W obu przypadkach ważne są dokładność, powtarzalność, trzymanie się określonych zasad i analityczne podejście. Inżynier musi zauważać niespójności, a przy budowaniu świata fantasy jest podobnie. Tyle że tutaj najpierw trzeba samemu stworzyć zasady, których później należy przestrzegać. Jest też oczywiście miejsce na kreatywność. K.K.: Co jest trudniejsze: stworzenie rozwiązania inżynierskiego czy napisanie powieści? E.H.: Powieść. W inżynierii efekt pracy przychodzi szybciej. W przypadku książki od pomysłu do gotowego tekstu mogą minąć dwa albo trzy lata, a czasem jeszcze więcej. Do tego w fantasy trzeba stworzyć cały świat od podstaw. W inżynierii mamy normy, procedury i rozwiązania, na których można się oprzeć. Przy pisaniu fantasy trzeba te reguły wymyślić samemu. K.K.: Był pan też członkiem Cerber Motorsport, zespołu studentów Politechniki Białostockiej budującego bolidy Formula Student. Czy doświadczenia z zespołu znalazły później odbicie w pana pisaniu? E.H.: Na pewno podróże i możliwość zobaczenia różnych miejsc poszerzyły moje spojrzenie na świat. Cerber Motorsport pozwolił mi też poznać wielu ludzi. Nie byłem jednak w zespole wystarczająco długo ani nie pełniłem w nim takiej roli, żeby powiedzieć, że w ogromnym stopniu wpłynęło to na moje myślenie czy twórczość. K.K.: Czy w pana świecie fantasy można znaleźć Białystok? E.H.: Nie bezpośrednio. Większy wpływ miały na mnie filmy, książki i gry osadzone w średniowiecznych albo fantastycznych światach. Oczywiście wpływ mają też ludzie, których spotykam. To oni w pewien sposób kształtują moje spojrzenie na świat, a później znajduje to odbicie w pisaniu. K.K.: A miał pan kiedyś pomysł na historię osadzoną właśnie w Białymstoku? E.H.: Tak. Kiedyś myślałem o powieści osadzonej w dawnym, przedwojennym Białymstoku. Interesowały mnie między innymi żydowskie dzielnice, takie jak Chanajki. Problem polegał na tym, że ten Białystok wyglądał zupełnie inaczej niż dzisiaj, więc trudno byłoby oprzeć historię na współczesnych miejscach. Sam pomysł jednak kiedyś się pojawił. K.K.: „Czarne Koty” mocno stawiają pytanie o granicę między dobrem a złem. Dzisiaj odpowiedziałby pan na nie inaczej niż jako 17-latek? E.H.: Samo pytanie nadal jest dla mnie ważne. Młodzi bohaterowie naturalnie szukają odpowiedzi na trudne pytania i próbują zrozumieć, co jest dobre, a co złe. Myślę, że właśnie to jest jednym z ważniejszych elementów tej historii i nadal chciałbym to podkreślać. K.K.: Mins przez dużą część historii próbuje uciec od konsekwencji swoich decyzji. Czy pana zdaniem od przeszłości w ogóle można uciec? E.H.: Całkowite wymazanie jakiegoś rozdziału życia jest praktycznie niemożliwe. Moim zdaniem lepiej zmierzyć się z przeszłością i zaakceptować konsekwencje niż cały czas przed nimi uciekać. To trudniejsze, ale ostatecznie daje większą szansę na pójście dalej. K.K.: Zakończenie trylogii może zaskoczyć i pewnie nie każdemu się spodobało. Jak pan dzisiaj patrzy na los Minsa? E.H.: Nie uważam, że jego zakończenie jest aż tak smutne, jeśli spojrzeć na wszystko, co przeszedł. Wielokrotnie był blisko śmierci. Dorósł, wiele stracił, ale też wiele zachował i nauczył się na swoich błędach. Patrzę więc na jego historię trochę inaczej niż kiedyś. K.K.: W 2023 roku zapowiedział pan kolejną powieść, tym razem o rodzeństwie z Krotos. Co się z nią stało? E.H.: Książka jest już napisana i ukończona w wersji cyfrowej. Czeka jednak na lepsze czasy. Próbowałem znaleźć wydawcę, ale zainteresowanie było niewielkie, a odpowiedzi raczej negatywne. Na razie więc czytelnicy nie mają do niej dostępu. K.K.: Po zakończeniu trylogii potrzebował pan odpoczynku od fantasy? E.H.: Tak. Po pięciu czy sześciu latach spędzonych w tym świecie potrzebowałem przerwy. Chciałem zająć się rzeczywistością, swoimi zainteresowaniami, trochę od tego wszystkiego odpocząć. Tyle że po kilku tygodniach zacząłem tęsknić za pisaniem i wróciłem do świata fantasy. K.K.: Spodziewał się pan wtedy, że z kilku stron powstanie trylogia i że wszystkie trzy książki zostaną wydane? E.H.: Absolutnie nie. Na początku nie zakładałem nawet, że napiszę książkę, a tym bardziej trzy. Samo wydanie trylogii uważam za sukces i spełnienie marzenia. K.K.: Dzisiaj napisałby pan tę historię jako trzy tomy? E.H.: Nie. Gdybym miał dzisiejszą wiedzę, zdecydowanie zmieniłbym podejście. Myślę, że zamknąłbym historię w jednym, najwyżej dwóch tomach. Kiedy pod koniec pierwszego tomu zdecydowałem, że będzie to trylogia, sam narzuciłem sobie pewien schemat. Później trudno było od niego odejść. Nie mogłem już tak łatwo zmienić gatunku czy zrobić czegoś zupełnie innego, bo chciałem przede wszystkim doprowadzić tę historię do końca. K.K.: A co dzieje się z pana pisaniem teraz? E.H.: Niedawno skończyłem poprawiać tę powieść, którą napisałem po trylogii. Od kilku miesięcy nie stworzyłem jednak niczego nowego. Były też krótsze opowiadania, ale na razie nie mam kolejnej dużej historii. K.K.: Czyli po raz kolejny trzeba będzie poczekać, aż jakaś historia sama upomni się o swoje miejsce na papierze? E.H.: Chyba tak. Pisanie już raz mnie wciągnęło, więc pewnie jeszcze do niego wrócę. K.K.: Bardzo dziękuję za rozmowę. Zainteresowała Cię historia? Weź udział w konkursie: Czarne Koty – wygraj egzemplarz książki
Katarzyna Kozioł
24@bialystokonline.pl
Sport 11:40
Sport 11:00
Kultura i Rozrywka 11:00
Aktualności 10:00
Sport 09:25
Kultura i Rozrywka 08:00
Aktualności 08:00
Masz ciekawy temat?
Wiesz, że zdarzyło się coś interesującego w Białymstoku lub okolicy? Chcesz abyśmy o czymś napisali?
Napisz do nas
Więcej informacji