POLECAMY
Zaczęli od kilkunastu osób i kilku gier. Dziś przyciągają setki uczestników i tworzą jedne z największych cyklicznych spotkań planszówkowych w regionie. „Planszówki Johnny’ego i Mateusza” od 15 lat budują społeczność, w której przy jednym stole siadają początkujący, doświadczeni gracze i całe rodziny.
Czym właściwie są „Planszówki Johnny’ego i Mateusza”? Jan Wyspiański: To regularne spotkania, podczas których przede wszystkim zależy nam na tym, żeby ludzie mogli miło i pozytywnie spędzać czas przy grach planszowych. Mówimy nie tylko o klasycznych planszówkach, ale też o grach karcianych czy kościanych. Korzystamy z tego wszystkiego, co współczesny rynek gier ma do zaoferowania. Organizujemy te spotkania od piętnastu lat. Dziś są największym tego typu przedsięwzięciem w regionie, ale przede wszystkim traktujemy je jako szeroko otwartą bramę do tego hobby. Zapraszamy osoby, które nigdy wcześniej nie miały styczności z planszówkami, ale też doświadczonych graczy, którzy szukają ludzi o podobnych zainteresowaniach. Mateusz Bielski: W naszej fundacyjnej kolekcji znajduje się ponad 350 tytułów, ale uczestnicy często przynoszą również własne gry. To miejsce wymiany doświadczeń i odkrywania nowych tytułów. Każde spotkanie ma też swój temat przewodni. Bardzo często prezentujemy gry spoza naszej kolekcji, przywożone przez animatorów i wolontariuszy. Są to nieraz produkcje wydawane wyłącznie w ramach kampanii crowdfundingowych, duże i rozbudowane, pełne figurek i dodatkowych elementów. Współczesne planszówki potrafią być małymi dziełami sztuki. Często są to też tytuły trudno dostępne albo takie, które znajdują się na szczytach rankingów. Zależy nam na tym, żeby uczestnicy mieli możliwość poznawania najciekawszych gier. Jak dobieracie gry do kolekcji? J.W.: Przede wszystkim patrzymy na próg wejścia i na to, czy dana gra daje dużo satysfakcji. Chcemy, żeby osoby, które dopiero zaczynają swoją przygodę z planszówkami, mogły bez problemu odnaleźć się przy stole. M.B.: Dbamy też o różnorodność. Są gry dla dwóch osób, są duże strategie, są lżejsze tytuły imprezowe. Wszystko zależy od tego, kto przychodzi i czego oczekuje. Czasami mamy osoby, które chcą spokojnie zagrać we dwoje, a czasami przy jednym stole siada sześć czy osiem osób. Chcemy, żeby każdy znalazł coś dla siebie. J.W.:W przypadku naszych regularnych spotkań rozpiętość jest ogromna. Część gier służy właśnie do wprowadzania nowych osób do hobby. Są proste do nauczenia, ale jednocześnie oferują wiele możliwości i nie nudzą się po kilku rozgrywkach. Dobrym przykładem jest „Splendor”. Pokazałem tę grę swoim teściom i dziś praktycznie każde rodzinne spotkanie kończy się wspólną partią. To właśnie takie tytuły lubimy najbardziej. Łatwo w nie wejść, ale dają ogromną satysfakcję. Jakie gry są obecnie największymi hitami? J.W.: Na pewno „Wiedźmin: Stary Świat”. To bardzo rozbudowana gra wydana dzięki kampanii crowdfundingowej. Bazuje na znanym uniwersum i zdobyła wielu fanów. Bywały momenty, kiedy podczas naszych spotkań jednocześnie rozgrywano kilka partii. Grali w nią także studenci zagraniczni, którzy poznawali zasady dzięki materiałom dostępnym w internecie. Mamy też uczestnika, który posiada praktycznie wszystkie dodatki do tej gry i regularnie je przynosi. Robi to ogromne wrażenie. M.B.: Dużą popularnością cieszyło się też „SETI”. A dla mnie jednym z największych odkryć ostatnich miesięcy są „Ślimaki”. Jeśli ktoś pamięta komputerowe „Wormsy”, to znajdzie tutaj podobny klimat. Mamy mnóstwo rodzajów broni, zmieniającą się planszę i ogromną dawkę humoru. To jeden z hitów ostatniego sezonu. Kto przychodzi na Wasze spotkania? J.W.: Najważniejsza jest dla nas atmosfera. Można rywalizować i walczyć o zwycięstwo, ale nie kosztem innych uczestników. Chcemy, żeby wszyscy dobrze się czuli przy stole. Myślę, że właśnie dlatego wiele osób do nas wraca. Jeśli ktoś chce bardzo rywalizacyjnych rozgrywek, znajdzie takie gry. Jeśli zależy mu przede wszystkim na wspólnej zabawie, też znajdzie coś dla siebie. Staramy się stworzyć przestrzeń, w której każdy będzie czuł się dobrze. M.B.: Przychodzą do nas osoby, które kochają planszówki, ale również takie, które trafiają do nas z ciekawości i zostają na dłużej. Wiele osób przynosi własne gry i szuka ludzi, z którymi mogłoby dzielić tę pasję. Staramy się pielęgnować atmosferę, o której mówimy, bo to ona buduje naszą społeczność. J.W.: Kiedy zaczynaliśmy, naturalnie skupialiśmy się na środowisku studenckim. Dziś z dumą mogę powiedzieć, że nasze spotkania stały się międzypokoleniowe. Przychodzą rodzice z dziećmi, a czasami dzieci przyprowadzają rodziców. Pojawiają się również seniorzy. Pamiętam sytuację, kiedy spotkałem dawnego znajomego i zapytałem, skąd się u nas pojawił. Odpowiedział, że przyprowadził go syn. To pokazuje, jak bardzo to hobby potrafi łączyć ludzi. A co z osobami, które nigdy wcześniej nie były na takich spotkaniach? M.B.: Przede wszystkim warto dać sobie szansę. Nie trzeba mieć żadnej wiedzy ani doświadczenia. Wystarczy przyjść i sprawdzić, jaki rodzaj gier najbardziej odpowiada danej osobie. J.W.: Od lat staramy się walczyć ze stereotypem, że planszówki są hobby dla wybranych. Nie chcemy, żeby ktokolwiek myślał, że trafia do jakiejś zamkniętej grupy ekspertów. Każdy kiedyś zaczynał. Co więcej, wiele osób pierwsze kroki stawiało właśnie na naszych spotkaniach, a dziś sami możemy się od nich czegoś nauczyć. To naturalny proces. M.B.: Dbamy też o to, żeby poziom trudności był dopasowany do uczestników. Jedni lubią zgadywanki, inni strategie, jeszcze inni gry skojarzeniowe. Każdy może znaleźć coś dla siebie. W najbliższy poniedziałek, 22 czerwca, odbędzie się wielki finał sezonu. Co przygotowaliście i jak podsumujecie ostatnie osiem miesięcy? J.W.: Tradycyjnie zaczynamy o 17.30, natomiast oficjalne zakończenie sezonu rozpocznie się o godzinie 19.00. Przede wszystkim chcemy podziękować wszystkim uczestnikom za obecność i zaangażowanie. To oni tworzą tę społeczność. Przygotowaliśmy też upominki dla najbardziej aktywnych uczestników. To już nasza mała tradycja. Chcemy również podziękować wszystkim, którzy wspierają nasze działania. Bez przychylności Województwa Podlaskiego, Miasta Białystok i Książnicy Podlaskiej nie moglibyśmy organizować spotkań na taką skalę. Cieszymy się, że to, co robimy, jest zauważane i doceniane. Będzie to również okazja, żeby opowiedzieć o wakacyjnych działaniach Fundacji Grający Białystok. Po wakacjach oczywiście wracamy i kontynuujemy spotkania. Czy kiedy zaczynaliście, przypuszczaliście, że „Planszówki Johnny'ego i Mateusza” staną się największym tego typu przedsięwzięciem w regionie? J.W.: Nie. Na początku w ogóle o tym nie myśleliśmy. Nie było takich założeń. Chcieliśmy po prostu robić coś, co sprawia nam radość. Jednocześnie zawsze podkreślam, że to sukces całego zespołu. Nie byłoby tych spotkań bez wolontariuszy, animatorów i wszystkich osób zaangażowanych w działalność fundacji. Wszystkie nasze projekty, czy to „Planszówki Johnny'ego i Mateusza”, RPG-i, Gamestok czy warsztaty organizowane w różnych instytucjach, tworzymy po swojemu i realizujemy zgodnie z własną wizją. To bardzo miłe, że dziś jesteśmy największymi spotkaniami w regionie, a być może jednymi z największych w Polsce. Jest to efekt konsekwencji i wielu lat pracy. Raz przychodziły łatwiejsze momenty, raz trudniejsze, ale zawsze staraliśmy się działać z szacunkiem wobec siebie nawzajem i wobec uczestników. M.B.: Pamiętam początki. Był moment, kiedy pojawienie się dwudziestu osób wydawało nam się ogromnym sukcesem. Brakowało miejsc przy stolikach, a część uczestników grała nawet poza lokalem. Wtedy wydawało się, że to już naprawdę dużo. Tymczasem podczas otwarcia obecnego sezonu odwiedziło nas ponad 180 osób. To pokazuje, jaką drogę przeszliśmy. Możemy chyba powiedzieć, że to sukces, ale największą satysfakcję daje nam coś innego. Cieszymy się, że udało się stworzyć przestrzeń, w której ludzie chcą się spotykać, dobrze się czują i chętnie wracają. To jest dla nas największa nagroda. Czy „Planszówki Johnny'ego i Mateusza” są spełnieniem Waszych marzeń? Czym są dla Was dzisiaj? M.B.: Obaj mamy chyba w sobie coś z perfekcjonistów. Jesteśmy bardzo zadowoleni z tego, co udało się stworzyć, ale jednocześnie cały czas myślimy o tym, co można zrobić jeszcze lepiej. Dla mnie planszówki, RPG-i i szeroko rozumiane gry analogowe mają ogromną wartość. Dają mnóstwo pozytywnych doświadczeń, a wiele rzeczy dzieje się przy okazji, zupełnie naturalnie. Ludzie uczą się rozmawiać, współpracować, rozwijają kompetencje społeczne, uczą się negocjacji i wspólnego rozwiązywania problemów. To wszystko odbywa się podczas dobrej zabawy. Właśnie to jest dla mnie najcenniejsze i to jest jedna z rzeczy, które najbardziej mnie napędzają. J.W.: Zgadzam się z Mateuszem, ale spojrzałbym na to trochę szerzej. Marzenia są po to, żeby je realizować. Dla nas Fundacja Grający Białystok jest narzędziem do spełniania tych marzeń. Mam ogromną satysfakcję z tego, że przez te wszystkie lata udało się pokazać, że kultura gier jest pełnoprawną częścią kultury. Nie chodzi tylko o planszówki, ale również o gry fabularne, komputerowe i szeroko rozumianą kulturę wyobraźni. Gry są wyjątkowym medium, ponieważ wymagają aktywnego uczestnictwa. Nie jesteśmy wyłącznie odbiorcami, ale współtwórcami doświadczenia. Ludzie angażują się intelektualnie, podejmują decyzje, współpracują i tworzą coś razem. To daje ogromną satysfakcję. Można więc powiedzieć, że pewne marzenia udało się spełnić. Ale jednocześnie pojawiają się kolejne pomysły i nowe cele. Cieszymy się, że możemy je realizować i że przez te lata pokazaliśmy w naszym mieście i regionie, że naprawdę można tworzyć takie rzeczy. Gdybyście mieli zaprosić na finał sezonu osoby, które jeszcze się wahają albo nigdy wcześniej nie uczestniczyły w Waszych spotkaniach, co byście im powiedzieli? J.W.: W czasach, kiedy coraz częściej mówi się o samotności i problemach z budowaniem relacji, warto dać sobie szansę. Przy pomocy gier planszowych można świetnie się bawić, poznawać nowych ludzi i odkrywać nowe pasje. Być może ktoś znajdzie nowe hobby, pozna przyjaciół albo po prostu spędzi miło czas. Czasami los przynosi nam rzeczy, których się nie spodziewamy. Warto oderwać się na chwilę od ekranów i zobaczyć, ile dobrego może dać zwykłe spotkanie przy stole. M.B.: Po prostu przyjdźcie. Reszta wydarzy się sama. Dziękuję Wam za rozmowę. J.W.: Dziękujemy. M.B.: Dziękujemy bardzo. O wydarzeniu przeczytacie również tutaj: Finał Sezonu Planszówek Johnny'ego i Mateusza BiałystokOnline patronuje spotkaniom społeczności miłośników planszówek w Książnicy Podlaskiej.
Katarzyna Kozioł
24@bialystokonline.pl
Sport 12:00
Sport 11:10
Kryminalne 11:00
Kultura i Rozrywka 10:40
Kryminalne 10:30
Aktualności 10:00
Biznes 09:40
Masz ciekawy temat?
Wiesz, że zdarzyło się coś interesującego w Białymstoku lub okolicy? Chcesz abyśmy o czymś napisali?
Napisz do nas
Więcej informacji