POLECAMY
Laureat Pokojowej Nagrody Nobla Aleś Bialacki odwiedził Białystok. Białoruski opozycjonista i obrońca praw człowieka, który po niemal pięciu latach spędzonych w kolonii karnej został uwolniony i deportowany na Litwę, mówił o sytuacji na Białorusi, planach swojej fundacji oraz losie więźniów politycznych.
Wizyta noblisty na Podlasiu została zorganizowana przez środowiska białoruskie działające w Polsce. Podczas spotkania Bialacki podkreślał, że choć sam odzyskał wolność, represje w jego kraju nie ustały. - Jestem już na wolności sześć miesięcy. W grudniu 2025 roku było wypuszczonych 123 więźniów politycznych z Białorusi. Większość z nich pojechała do Polski, ale dziesięć osób i ja trafiliśmy na Litwę. Sami nie wybieraliśmy tego szlaku - mówił. Przyznał, że uwolnienie części więźniów nie oznacza poprawy sytuacji w kraju. - Wydawałoby się, że jakieś ruchy idą ku lepszemu, ale naprawdę tak nie jest. Oprócz tego, że jesteśmy sami na wolności, nic dobrego jeszcze się nie wydarzyło. Niemal tysiąc ludzi siedzi teraz w więzieniach z powodów politycznych, a my cały czas notujemy nowe aresztowania i nowe sprawy karne - podkreślał. Według Bialackiego prześladowania mają również charakter transgraniczny. Białoruskie służby ścigają osoby, które po wyjeździe z kraju uczestniczyły w manifestacjach organizowanych m.in. w Warszawie, Białymstoku czy Wilnie. Konsekwencje dotykają także ich bliskich pozostających na Białorusi. Noblista zwrócił uwagę na działania władz wobec Europejskiego Uniwersytetu Humanistycznego w Wilnie. - Ten uniwersytet został uznany za organizację ekstremistyczną. To oznacza, że wszyscy studenci i ich rodziny faktycznie stali się podejrzani. Myślę, że może powstać ogromna sprawa karna, która obejmie setki byłych i obecnych studentów oraz ich rodziny - ostrzegał. Bialacki mówił także o współpracy Mińska z Rosją podczas wojny przeciwko Ukrainie. - Białoruś nadal aktywnie współpracuje z Rosją i pomaga jej w tej wojnie. Faktycznie stała się zapleczem strategicznym dla rosyjskiego wojska. Setki białoruskich przedsiębiorstw pracują na potrzeby tej wojny - powiedział. Jednocześnie przypomniał, że jego uwolnienie było efektem międzynarodowej presji i rozmów prowadzonych przez amerykańskich dyplomatów z władzami w Mińsku. - Wspieramy ten proces, bo ludzie siedzą po pięć czy sześć lat i nie powinni tam być. Niestety sytuacja na Białorusi pozostaje taka sama jak przez ostatnie lata - zaznaczył. Według szacunków organizacji broniących praw człowieka od czasu protestów po wyborach prezydenckich w 2020 roku represje dotknęły ponad sto tysięcy osób. - Wyrzuceni z pracy, aresztowani, skazani. To setki tysięcy ludzi. I ten proces cały czas trwa. Ciągle widzimy, że nowe osoby trafiają do więzienia- mówił. Zdaniem noblisty aparat represji stał się fundamentem funkcjonowania państwa. - Represje stały się rodzajem sposobu istnienia tej władzy. Oni nie wyobrażają sobie, jak można utrzymać władzę bez represji. Poparcie społeczne praktycznie nie istnieje. To junta, która trzyma się dzięki wojsku, służbom specjalnym i KGB. Ludzie boją się, ale cicho nienawidzą tej władzy - ocenił. Podczas pobytu w Polsce Aleś Bialacki mówił również o działalności swojej fundacji, która będzie funkcjonować w Warszawie, Wilnie i Oslo. Organizacja ma zajmować się edukacją młodzieży, wspieraniem studentów zainteresowanych prawami człowieka oraz analizą sytuacji w regionie postsowieckim. Równolegle nadal działać będzie Centrum Obrony Praw Człowieka „Viasna”, dokumentujące represje i wspierające więźniów politycznych oraz ich rodziny. Bialacki podkreślił również, że Europa powinna zachować jedność wobec działań Rosji i Białorusi, a sankcje wobec reżimu Aleksandra Łukaszenki pozostają ważnym narzędziem nacisku.
Katarzyna Kozioł
24@bialystokonline.pl
Nauka 09:38
Kultura i Rozrywka 09:30
Kultura i Rozrywka 09:00
Kultura i Rozrywka 08:30
Aktualności 08:10
Kryminalne 08:00
Aktualności 2026.06.23 16:10
Masz ciekawy temat?
Wiesz, że zdarzyło się coś interesującego w Białymstoku lub okolicy? Chcesz abyśmy o czymś napisali?
Napisz do nas
Więcej informacji