POLECAMY
To był intensywny sezon: pięć premier, sporo wydarzeń w teatrze i wyjazdów na zagraniczne festiwale, nowe pomysły. I wreszcie wyczekane rozpoczęcie inwestycji, która już za rok przyniesie nową przestrzeń teatralną w mieście. Miniony sezon podsumowuje Jacek Malinowski, dyrektor Białostockiego Teatru Lalek.
Rozmowa z Jackiem Malinowskim Monika Żmijewska: W minionym sezonie Białostocki Teatr Lalek przygotował pięć premier. Jaki był klucz doboru takich właśnie tytułów? Jacek Malinowski, dyrektor Białostockiego Teatru Lalek: - Postawiliśmy przede wszystkim na autorskie wizje teatralne. Zależało mi na tym, by pokazać teksty współczesne, z przewrotną dramaturgią, solidnym materiałem dla aktorów. A jeśli sięgaliśmy po historię już funkcjonującą w kulturze, to zyskiwała mocno uwspółcześnioną interpretację. W repertuarze znalazły się spektakle skierowane do różnych grup wiekowych, z wyraźnym przekazem społecznym. - Na tym zależało nam szczególnie. Sezon zaczeliśmy spektaklem „Trufel” na podstawie sztuki naszej dramaturżki Marty Guśniowskiej, w reżyserii Vasila Dashkevicha, studenta białostockiej Akademii Teatralnej. Współczesny tekst, prosta, niepozorna zdawałoby się, historia, ale zagrana w klasycznej lalkowej konwencji, która ze względu na swoją unikatowość staje się z wolna awangardową, bo przecież parawanowych spektakli obecnie w teatrach jest jak na lekarstwo. Spektakl o starszym człowieku z blokowiska, który odnajduje sens życia, opiekując się pieskiem ze schroniska, może przypomnieć najmłodszym, że wokół nas jest wiele takich starszych osób, których samotność możemy rozświetlić czasem drobnym gestem - choćby rozmową. Trzeba tylko chcieć, rozglądać się i o nich pamiętać. Kolejna premiera to spektakl „Na arce o ósmej” - zabawna, filozoficzna opowieść Ulricha Huba, w reż. Pawła Aignera, również z mocnym przekazem społecznym: gdy świat staje na krawędzi - warto się trzymać razem. Przewrotna historia, pokazująca, że w kryzysowych sytuacjach prawdy kategoryczne, które mogą też wynikać z naszych postaw ideologicznych, nie zawsze działają w praktyce. Czasem nakazy i zakazy trzeba nagiąć, aby ochronić coś ważniejszego - np. przyjaźń. W spektaklu pojawiają się wątki równościowe, puszczamy oko do spraw genderowych. Z kolei „Król Zofius i cudowna kura” Tankreda Dorsta w mojej reżyserii to historia konfliktu między królem i wnuczką. Tekst o niełatwej dramaturgii dotyka tematu władzy i pychy, a przy tym osadzony jest w realiach rodzinnych, międzypokoleniowych. I znów mamy mocny przekaz społeczny: pokazujemy, że nasze dramatyczne spory biorą się często z małych spraw. A wystarczy złapać trochę dystansu do siebie i świata. Wątek władzy pojawia się także w „Słowiku” Christiana Andersena w reż. Roberta Jarosza. W uwspółcześnionej wersji klasycznej baśni opowiadamy o tyranii, iluzji błyskawicznych sukcesów i relacjach międzyludzkich w świecie wszechobecnej konsumpcji. Wspólnie z Teatrem de Ferro z Portugalii stworzyliście też koprodukcję, inspirowaną tekstami Lema - „Rzadkie gatunki” w reż. Igora Gandry. Co pana ujęło w tej historii? - Mamy tu laboratorium, w którym naukowcy obserwują swoje obiekty, choć kto wie, może to badacze tak naprawdę są obserwowani. Historia z wątkami biotechnologicznymi wydaje się futurystyczna, tymczasem to wszystko już się dzieje. Bardzo ciekawa jest finałowa prostota przekazu: żeby zrozumieć siebie, trzeba wrócić do natury. Nie musimy jej przetwarzać, eksperymentować na niej, by ją zrozumieć. Powinniśmy ją kontemplować, zatrzymać się, wrócić do pierwotnych instynktów, o których zapominamy - jak radość z dotknięcia kamienia czy drzewa. Trzeba wyjść ze swego laboratorium i oddać się naturze, bo jesteśmy jej częścią. I tylko w ten sposób możemy zrozumieć siebie, rozpoznać swoje miejsce. Konieczna jest pokora wobec świata, z czym jako ludzie mamy problem. O tej pokorze wobec rzeczywistości tak naprawdę mówią wszystkie nasze premierowe spektakle. Staramy się z humorem pokazywać, że czasem trzeba odpuścić, złapać dystans, nie zawsze iść na zwarcie. Na tym nam zależy: opowiadać o świecie, wywołując refleksję przez uśmiech, nawet kosztem poprawności politycznej. W tym sezonie Białostocki Teatr Lalek rozpoczął dużą inwestycję: przy ul. Branickiego 17/2, w miejscu dawnych pracowni i magazynów, powstaje nowa przestrzeń teatralna - ze sceną, salą prób i zapleczem socjalnym. Na jakim etapie obecnie jest inwestycja? - To dla nas bardzo ważne przedsięwzięcie - w końcu ruszyliśmy z projektem „BTL-przestrzeń kreatywna”. W wakacje 2025 przeprowadziliśmy przetarg i jesienią, z początkiem sezonu, udało się rozpocząć prace. Oczywiście, jak to na budowie, zdarzają się czasem drobne kłopoty, ale remont i przebudowa idą zgodnie z planem. I jeśli nadal tak będzie - w drugiej połowie 2027 roku zyskamy nową teatralną przestrzeń, którą jeszcze będziemy musieli wyposażyć. Mam nadzieję, że uda się nam tam już coś zaprezentować pod koniec przyszłego roku. Przypomnę, że cała wymyślona przez mnie koncepcja przestrzeni kreatywnej sięga 2019 roku. Ma dwie odnogi. Jedna to zadaszenie patia przy teatrze, które może uda się nam zrealizować w przyszłości. A druga to rozbudowa magazynów przy Branickiego ze sceną na minimum 60 osób, salą prób i z pokojami gościnnymi dla artystów, przyjeżdżającymi do nas na czas realizacji spektaklu.Trochę to trwało, nim ruszyliśmy z projektem, ale też trzeba pamiętać, że po drodze mieliśmy pandemię i kryzys ekonomiczny. Niemałe są też koszty, bo cała inwestycja, łącznie z wyposażeniem, może kosztować nawet około 20 milionów zł. To nie są pieniądze, które można pozyskać z dnia na dzień. Cieszę się, że miasto, przy wsparciu ministerstwa kultury, dba o nas, lalkarzy, ale też i o widzów - finansując infrastrukturę i nowe możliwości uczestnictwa w kulturze. Myślę, że pod względem kulturotwórczym ul. Branickiego robi się bardzo ciekawa - w starej elektrowni od lat działa Galeria Arsenał, za rok dostępna będzie nasza nowa przestrzeń, po remoncie dawną synagogę Mohylewera zagospodaruje Dom Kultury Śródmieście, w końcu też do użytku oddany zostanie odremontowany Teatr Dramatyczny. W ten sposób fragment ul. Branickiego stanie się nową przestrzenią na kulturalnej mapie miasta. Mijający sezon to nie tylko premiery i inwestycje, ale też nowe przedwakacyjne wydarzenie kulturalne - Piknik z Muzami. Miał dwie odsłony: pierwszą zorganizowaliście pod koniec maja z okazji Dnia Dziecka, drugą zaplanowaliście w przedostatni weekend czerwca - w ramach Dni Miasta. Skąd pomysł, by wprowadzić nową inicjatywę do programu? - Od dłuższego czasu chodziła mi po głowie koncepcja dodatkowych spotkań z najmłodszymi widzami. Co dwa lata, w okolicy Dni Białegostoku organizujemy Międzynarodowy Festiwal Teatrów Lalek dla Dorosłych „Metamorfozy Lalek”. Pomyślałem, że warto zorganizować też wydarzenie dedykowane wyłącznie młodszym i starszym dzieciom. Pojawił się też argument, by jakoś zagospodarować lukę powstałą w okolicy zarówno Dnia Dziecka, jak i Dni Białegostoku. Kiedyś, wspólnie z Muzeum Podlaskim realizowaliśmy inicjatywę pod hasłem „Tydzień Dziecka”. Z czasem ta inicjatywa znikła. W tym roku - już w okolicy Dni Miasta - powstała kolejna luka, za sprawą zmiany konstrukcji Międzynarodowego Festiwalu Szkół Lalkarskich „Lalkanielalka”, organizowanego co dwa lata pod koniec czerwca przez Akademię Teatralną, na przemian z naszym festiwalem „Metamorfozy Lalek”. W ramach festiwalu szkół lalkarskich, jako partnerzy, organizowaliśmy spektakle nurtu profesjonalnego, w myśl idei: studenci podpatrują mistrzów, uczą się, korzystają też mieszkańcy Białegostoku. Po zmianie formuły festiwalu nie organizujemy już nurtu profesjonalnego, jako partnerzy gościmy jedynie spektakl jednej ze szkół lalkarskich [spektakl „Towarzysz Dysydent” w wykonaniu studentów z Bratysławy odbył się 26 i 27 czerwca - red.]. I tak oto, przy okazji dwóch dat - w ostatni weekend maja i przedostatni weekend czerwca - pojawiła się przestrzeń do zagospodarowania, którą postanowiliśmy spożytkować i zorganizować - również w plenerze. W ramach pikniku odbyły się nie tylko spektakle - nasze oraz gości: Teatru Baj i Merlin Puppet Theatre - ale też koncerty, warsztaty ze storytellingu, zajęcia plastyczne i muzyczne. A skąd pomysł odwołania się do antyku i nazwania wydarzeń Piknikiem z Muzami? - Chcieliśmy, by nasze spotkania nie były wyłącznie rozrywką, ale niosły też głębszy sens. Antyk to kolebka cywilizacji europejskiej, jest jednym z fundamentów - obok chrześcijaństwa - naszej kultury. Uznaliśmy, że warto sięgać do skojarzeń, jakie antyk ze sobą niesie, i przypomnieć o patronkach różnych sztuk. Odwołujemy się do nich również dlatego, że przecież teatr to nic innego jak synteza sztuk - gdy rozbierzemy go na części pierwsze, to znajdziemy tu i słowo, i muzykę, i plastykę czy taniec. W ramach pikniku można doświadczyć wielu z tych elementów. Postanowiliśmy zaprezentować też malutką wystawę związaną z muzami, na której w dowcipny sposób na planszach wyjaśniamy, czym się zajmowały. I jak widzowie przyjęli nowy pomysł? - Bardzo pozytywnie. Łączymy przyjemne z pożytecznym, łączymy różne działania i przestrzenie. Myślę, że to właśnie ta różnorodność i towarzyszący im uśmiech spodobały się odbiorcom. W ramach pikniku najmłodszych w świat różnych sztuk prowadzą profesjonaliści, ale jest też miejsce na działania spontaniczne, jakim było choćby malowanie rysunków w alejce lalkarzy przed teatrem, co też dzieci bardzo uradowało. Taki piknik ma, jak sądzę, nie tylko wartość edukacyjną, w sposób naturalny promuje też teatr wśród tych, którzy w teatrze nie bywają. Kto wie, może takie dziecko, które włączyło się w akt twórczy, choćby podczas malowania w alejce, za jakiś czas wróci do nas na regularne przedstawienie? Artyści, których zapraszamy, nie są przypadkowi. Choćby zespół „Wielbłądy”, specjaliści od uteatralizowanych koncertów, którzy afrykańskie baśnie opowiadają w sposób muzyczny, plemienny, jednoczący. Podobną funkcję spełniają też nasze „Puszczańskie opowieści”, oparte na lokalnej poezji. Specjalnie pod takie działania zainaugurowaliśmy przy okazji drugiej odsłony Pikniku naszą Ekoscenę pod Klonami, jak pozwoliłem sobie ją nazwać, bo rzeczywiście jest to scena pod klonami, które posadziłem przy teatrze parę lat temu. Szybko urosły. Pozytywny odbiór motywuje nas do tego, by Piknik z Muzami był też kontynuowany w przyszłości, przynajmniej raz w roku, np. w okolicy Dnia Dziecka albo na zakończenie wakacji. W tym sezonie współorganizowaliście kolejną edycję programu „Przestrzenie sztuki - taniec”, prowadzonego przez Fundację Rozwoju Sztuki Tańca. W jego ramach odbywają się spektakle teatru tańca, przygotowywane przez niezależnych artystów. Dlaczego teatr lalek zdecydował się uczestniczyć w projekcie poświęconym tańcowi? - Bo chcemy realnie pomóc w realizacji i prezentacji interesujących spektakli tanecznych. W Polsce wciąż istnieje niewiele instytucji wspierających i promujących tancerzy tańca współczesnego. W Białymstoku wspaniałą pracę w tej kwestii wykonuje choreografka Karolina Garbacik, organizuje festiwal tańca współczesnego, prowadzi fundację, wspiera młodych tancerzy, koordynuje też wspomniany program. Postanowiliśmy w tym pomóc, m.in. poprzez udostępnienie infrastruktury. Chodzi o to, by wybrani w drodze naboru tancerze mogli swoją twórczość zaprezentować w profesjonalnej przestrzeni. Pomagamy w produkcji spektaklu, jest przy niej zaangażowane całe nasze zaplecze teatralne. Obecnie uczestniczymy w trzeciej edycji programu, rozłożonej na lata 2026-2028. Myślę, że to bardzo ciekawy projekt - ze względu na swoją wielowarstwowość, a także możliwość spotkania ze sobą różnych środowisk. Zresztą lalkarstwo i taniec są sobie bardzo bliskie - przecież sposób, w jaki my, lalkarze, ożywiamy formę, często przypomina taniec. W tym kierunku - bliskości formy i ruchu, który w teatrze może stać się tańcem - poszło też współczesne lalkarstwo. Już od dawna wielu wybitnych tancerzy angażuje się bezpośrednio w teatr lalkowy - jak choćby znakomita, zapraszana przez nas do Białegostoku holenderska grupa „Duda Paiva Company” - jej twórca, Duda Paiva, to tancerz, który świetnie ożywia formy lalkowe. I odwrotnie - teatr tańca coraz częściej zaczyna korzystać z przedmiotu i próbuje ożywiać materię. Tak więc współpracę przy okazji programu traktuję nie tylko jako pomoc, ale też rodzaj wzajemnej inspiracji. Ostatnia w tym sezonie premiera w ramach tego programu - spektakl „Emigrant” – odbyła się 27 i 28 czerwca. W minionym sezonie bardzo dużo wyjeżdżaliście, z powodzeniem prezentując swoje spektakle na międzynarodowych festiwalach. Zagraliście m.in. we Francji, Włoszech, Finlandii, Estonii, Słowacji, Niemczech, Czechach. W wielu miejscach pokazywaliście m.in. kameralny spektakl „Connecting Flights”, przygotowany w ramach międzynarodowego projektu „Transport”. Ten spektakl, zrealizowany w specyficznej technice, żyje już własnym życiem. Jak jest przyjmowany? - Znakomicie, w ostatnim roku prezentowaliśmy go na wielu festiwalach lalkarskich i to jeszcze nie koniec. Na jednym z największych w Europie festiwali teatrów lalkowych w Charleville-Mézières we Francji, kultowym miejscu dla lalkarzy z całego świata, gdzie spektakl zagraliśmy kilkakrotnie - wszystkie pokazy były wyprzedane. Myślę, że nasz białostocki spektakl - jeden z sześciu, wchodzących w skład projektu - jest jednym z najmocniejszych. Akcja dzieje się na lotnisku, opowiada o problemach imigrantów. Myślę, że widzów porusza zarówno aktualny, bardzo nośny temat, jak i ciekawa, oryginalna technika prowadzenia narracji. Spektakl wykorzystuje ponad sto maleńkich figurek, wymaga wysokich umiejętności animacyjnych, to na swój sposób rodzaj animacji poklatkowej. Przedstawienie dostaje w środowisku wysokie noty, w marcu, w Światowym Dniu Lalkarstwa za spektakl dostaliśmy środowiskową nagrodę - certyfikat jakości artystycznej „Lajk”, przyznawany przez Polski Ośrodek Lalkarski „Polunima”. Spektakl „Connecting Flights” to już kolejne przedstawienie, zrealizowane w ramach międzynarodowej współpracy. Szykują się kolejne projekty? - Myślę, że jesteśmy już sprawdzoną marką na arenie międzynarodowej, współpracowaliśmy bądź współpracujemy z ważnymi ośrodkami teatralnymi w Europie, m.in. w Berlinie, Paryżu, Porto. Kontakty, spotkania na festiwalach, realizowane projekty - wszystko to procentuje i przekłada się na kolejne międzynarodowe działania. Wspólnie z instytucjami z Niemiec, Bułgarii, Włoch, Austrii i Portugalii planujemy właśnie czteroletni projekt - „OBJECTion. Re-animating Puppetry in Digital Age”, w którym, poszukując nowej jakości w teatrze, spróbujemy wykorzystać nowe technologie. W ramach projektu, w latach 2027-2031, powstaną m.in. spektakle z udziałem aplikujących artystów z całego świata, odbędą się m.in. warsztaty dla artystów i techników. Ciągle pojawiają się nowe pomysły na kolejne projekty. Będziemy kontynuować współpracę z portugalskim Teatro de Ferro, z którym wspólnie zrealizowaliśmy „Rzadkie gatunki”. Po naszej gorąco przyjętej prezentacji spektaklu „Connecting Flights” w Charleville-Mézières naszymi działaniami zainteresowali się researcherzy z Nowego Jorku - zobaczymy, co z tego wyniknie. A ledwie kilka dni temu skontaktował się z nami teatr z Paryża - Le Mouffetard-Centre National de la Marionnette - i zaprosił do udziału w przyszłorocznym projekcie polsko-francuskim. Zobaczymy, co uda się nam wspólnie wypracować, ale w tej chwili już pomysł jest taki, że my na wiosnę zagramy w Paryżu „Connecting Flights”, a teatr francuski pokaże swoją najnowszą premierę za rok na naszym festiwalu „Metamorfozy Lalek”. Spektakl tworzyć będą wybitni lalkarze soliści, m.in. Neville Tranter, niezrównany mistrz animacji lalką mimiczną, zwaną pyskówką lub muppetem, zawieszoną na ramieniu aktora. Tranter to nauczyciel takich artystów jak Duda Paiva czy Yael Rasooly, która już gościła u nas na festiwalu m.in. z gorąco przyjętym spektaklem „Edith i ja”, a teraz przyjedzie ponownie – bo współtworzy wspomniany spektakl wraz z Tranterem. Czeka nas więc dużo emocji. Od tego sezonu scena kameralna Białostockiego Teatru Lalek nosi imię zmarłego w ubiegłym roku Wojciecha Szelachowskiego, twórcy fantastycznych spektakli, m.in. słynnych autorskich „Krótkich kursów piosenki aktorskiej”, „Państwa Fajnackich” i wielu innych. Czy planujecie jeszcze jakieś wydarzenia związane ze wspomnieniem jego osoby? - Wojciech to postać niezwykle ważna dla naszego teatru, człowiek wyjątkowy, oryginalny artysta. Przepracował w BTL niemal całe swoje życie, miał ogromny wpływ na jego artystyczny kierunek oraz zespół. Mam nadzieję, że dzięki nadaniu sali jego imienia zostanie już z nami na zawsze i będzie patronem tej przestrzeni. Po wakacjach chcielibyśmy zorganizować poświęcone mu spotkanie. W jego ramach Adam Walny zaprezentuje monodram oparty na jednym z ostatnich tekstów Wojtka - czyli przepisanej przez niego na nowo wersji średniowiecznej „Rozmowy Mistrza Polikarpa ze Śmiercią”. Powstaje też publikacja poświęcona twórczości Wojtka, przygotowywana przez Hannę Grewling-Murawską, która od lat zbierała materiały do takiej publikacji i której Wojciech przekazał swoje archiwum. Przypomnę jeszcze, że w tym czasie, gdy w ramach Światowego Dnia Lalkarstwa odbyła się uroczystość nadania sali imienia Wojciecha Szelachowskiego, z udziałem jego żony i córki, z ratusza dwukrotnie rozbrzmiała piosenka napisana przez Wojtka i Krzysztofa Dziermę, śpiewana przez artystów z BTL - „Bądź rozważny, kochaj teatr”. Taka sytuacja nie zdarzyła się nigdy wcześniej w Białymstoku. W ten sposób w mieście usłyszeć można było dwa hejnały - ten oficjalny i teatralny. To był wzruszający moment. Jakich premier spodziewać się możemy w następnym sezonie? - Będzie wśród nich m.in. spektakl lalkowy o emocjach młodych osób w reżyserii Tomsy Legierskiego, czeskiego reżysera, który w BTL realizował już „Symulatora”. Planujemy też spektakl dla najmłodszych, czyli „najnajów” w reżyserii Honoraty Mierzejewskiej-Mikoszy, a także spektakl kameralny inspirowany prozą Schulza w reżyserii Waldemara Śmigasiewicza. Rozmawiała Monika Żmijewska
Monika Żmijewska
24@bialystokonline.pl
Aktualności 09:06
Praca 09:00
Kultura i Rozrywka 08:00
Sport 2026.07.05 11:11
Aktualności 2026.07.04 12:00
Kultura i Rozrywka 2026.07.04 10:30
Praca 2026.07.04 10:00
Masz ciekawy temat?
Wiesz, że zdarzyło się coś interesującego w Białymstoku lub okolicy? Chcesz abyśmy o czymś napisali?
Napisz do nas
Więcej informacji