Białystok Online

Kultura i Rozrywka

Halka między duchami. Onirycznie i dramatycznie w operze

2026.05.29 12:52
Halka między duchami. Onirycznie i dramatycznie w operze
Fot: Opera i Filharmonia Podlaska

Tak jak piękna suknia Halki na oczach widzów niszczeje, pruje się i rozpada, tak białostocka inscenizacja dekomponuje cepeliowski obrazek, w który często wtłaczamy słynną operę Moniuszki. „Halka” Opery i Filharmonii Podlaskiej na scenę wpuszcza duchy, wprowadza oniryczny klimat, eksperymentuje z finałem. A jednocześnie, po blisko 180 latach od powstania, spełnia marzenie ojca opery narodowej.

Fantastycznie wyśpiewana białostocka interpretacja dzieła Stanisława Moniuszki ma bowiem dwa oblicza: premierowo zaprezentowano ją w dwóch wersjach językowych. Tym samym Białystok stał się miejscem nie tylko polskiej (kolejnej) premiery „Halki”, ale też miejscem światowej prapremiery dzieła w języku włoskim. O wystawieniu opery w tym języku, pozwalającym na wprowadzenie jej na najważniejsze europejskie sceny, Moniuszko marzył już od sukcesu premiery w Warszawie (1858). Pojechał nawet do Paryża z włoskim librettem (autorstwa Włodzimierza Wolskiego w tłumaczeniu Giuseppe Achille Bonoldiego), chcąc do swojej opery przekonać tamtejsze środowisko. Zderzył się jednak z zamkniętymi drzwiami. Z planów nic nie wyszło, pomysł powędrował do lamusa.

I oto blisko dwa stulecia później w białostockiej operze - imienia, a jakże, Moniuszki - marzenie o włoskiej wersji „Halki” zostało spełnione.


Oddech i miękkość

W Białymstoku - odpowiadając na zaproszenie dyrektorki OiFP, Violetty Bieleckiej - wyzwanie podjęli: reżyser Michał Znaniecki (uznany w Polsce i na świecie reżyser operowy i dramatyczny; w dorobku ma wiele scenicznych interpretacji dzieł Moniuszki, ale „Halką” do tej pory się nie zajmował) oraz Fabio Biondi, włoski dyrygent i skrzypek, znakomity interpretator muzyki barokowej. A przy tym - miłośnik twórczości Moniuszki, którą chciałby promować w świecie, nadal niezbyt przyzwyczajonym do oper w językach narodowych. Potrzebny jest więc wariant w języku, w którym zrodziły się najsłynniejsze opery wszech czasów. Pierwsze próby wyprowadzenia „Halki” na włoskie wody poczyniono przed dwoma laty, gdy w OiFP - pod batutą Biondiego - zaprezentowano włoską wersję koncertową dzieła. Teraz zaś przyszedł czas na wersję operową w tym języku.

I cóż? Intrygujące doświadczenie. „Halka” śpiewana po włosku (z polskimi napisami) winduje polską operę w nieznany dotąd wymiar. Zmienia perspektywę słuchacza, delikatnie przestawia akcenty, zyskuje niespotykaną melodyjność. Znikają trudne zbitki językowe i spółgłoski (ach, te nasze: grz, brz, prz, wstrz), a w ich miejsce pojawia się oddech, bezmiar samogłosek i naturalny rytm. Efekt? Lekkość, miękkość, czystość brzmienia, styl bel canto. Włoskie arie Halki i Jontka (wspaniałe i przejmujące interpretacje Natalii Rubiś i Matheusa Pompeu) otulają słuchacza niczym miękki welon, wyciszają, pozwalają się wsłuchać w nie jeszcze głębiej. Tym samym włoska wersja „Halki” w naturalny sposób strząsa z siebie nieco polską tradycję, umiejscawiając dramat w uniwersalnym, szerszym kontekście. Zaskakującym doświadczeniem dla wielu słuchaczy może okazać się mariaż włoskiego brzmienia z napisami wyświetlanymi nad sceną. Słuchanie pieśni po włosku i jednoczesne rejestrowanie polskiego tłumaczenia - choćby słowa „patrzajta” - dostarczyć może dodatkowych wrażeń.


Uniwersalny kontekst

Historia jest stara jak świat: porzucona kobieta, zawiedziona miłość, bezbrzeżna rozpacz. W narodowej operze Moniuszko dorzuca do tego jeszcze problem nierówności społecznej i osadza miłosne uwikłanie w polskich realiach: góralka Halka, uwiedziona przez panicza Janusza, nie słucha górala Jontka, który - sam zakochany w Halce bez wzajemności - próbuje powiedzieć jej jak naprawdę się rzeczy mają: Janusz to oszust, właśnie szykuje się do ślubu z Zofią.

Ta podstawowa historia, umiejscowiona w realiach XIX wieku, w białostockiej interpretacji zostaje. Znaniecki nie uwspółcześnia na siłę opery sprzed blisko dwustu lat - choć odrzuca historyzm, to zostawia góralskie tropy. Wprowadza jednak do opowieści świat metafizyki, zapełnia scenę duchami, stawia na podwójność planu. Takie zabiegi niosą ryzyko chaosu - jednak wyjątkowa plastyczność wizji sprawia, że można się jej poddać bez protestu i pozwolić uwieść sile obrazów. Zresztą dość szybko stają się czytelne. Po początkowej dezorientacji - gdy między głównymi bohaterami na pierwszym planie odkrywamy obecność ich alter ego - ów reżyserski koncept staje się spójny i jasny, choć nadal wiele tu tajemnicy.


Krwawe strzępy

Tragedia Halki zawieszona na granicy dwóch światów - realnego i metafizycznego, płynie w bezczasie. Czasem już nie wiadomo, czy to, co widzimy, to jeszcze jawa, czy już majaki tytułowej bohaterki, osuwającej się na samo dno rozpaczy. W świat żywych wnikają martwi i snują równoległe opowieści - za pomocą różnych środków wyrazu: tańca, gestu, kostiumu. Tańczą duchy w bieli, osaczając znękaną Halkę, tańczy martwa Halka ze swoim Januszem, przybywając może ze snów i przywidzeń tej jeszcze wciąż żywej, a może wręcz z przyszłości, niczym duch z tamtejszych rewirów, wieszczący tragiczny finał.

Metafizyka w „Halce” nie jest jedynie widowiskowym konceptem, to sensowny pomysł, oddający całą paletę emocji szarpiących duszę Halki, stopniowo tracącej zmysły. Taniec duchów w tle, przybierających różne postaci, staje się więc też nośnym elementem dramaturgicznym białostockiej inscenizacji, a same duchy - jednymi z istotnych bohaterów.

Podobnie kostiumy: nie pełnią tu roli tylko odzienia, często są znakiem, symbolem. To choćby suknia Halki, a właściwie suknie, bo jest ich tu kilka - zmieniające się wraz z rozwojem akcji i stanem emocjonalnym głównej bohaterki. I tak jak miłość i niewinność Halki - zniszczona odrzuceniem - zamienia ją w strzęp człowieka, tak i jej suknia, powoli - kawałkowana, szarpana, rozpruwana - zamienia się w krwawe strzępy. Prosty zabieg inscenizacyjny daje tu bardzo wymowny efekt - podobnie jest w przypadku innych kostiumów, na których swój ślad także pozostawia tragedia porzuconej. Na białych zwiewnych kostiumach duchów z czasem wykwitają czerwone plamy, w majakach Halki niszczeje też kostium jej cynicznego kochanka. Symbolicznie - oddzielając dwa stany - przemawiają kostiumy pozostałych bohaterów dramatu: od wystylizowanych szaro-granatowych strojów uczestników zaręczyn po biało-czerwone stroje górali.


Podwójność planu

Co ciekawe, autorska interpretacja reżysera rozciąga się na kilka innych składowych inscenizacji - to również Michał Znaniecki jest autorem ciekawych kostiumów, a także choreografii i scenografii. W przypadku tej ostatniej postawił na minimalizm - buduje iluzję wykorzystując wiele możliwości technologicznych białostockiego gmachu: dzielenie i podnoszenie scen, zapadnie itp. O dramacie złamanej góralki białostocka interpretacja „Halki”opowiada w nowoczesny, multimedialny sposób, m.in. za pomocą wizualizacji, flashbacków, umiejętnej gry światła i mroku (reżyseria świateł - Dawid Karolak) czy kubików przesłoniętych przezroczystą materią. Reżyser tworzy z nich swoiste gabloty, w których - niczym w domku dla lalek zamyka niektóre elementy scenografii czy bohaterów. Zamienia ich po trosze w symbole i alegorie, wskazując choćby problem klasowości i ówczesnej nieprzystawalności dwóch światów (dworu i ludu). Od „Halki” Moniuszki do „Wesela” Wyspiańskiego musi minąć wszak jeszcze wiele dekad.

Operowa akcja rozgrywa się często na dwóch planach jednocześnie, reżyser umieszcza ją też często w podświetlonych ramach opasujących scenę (scenografia multimedialna - Karolina Jacewicz/Witold Pietrucha). Oglądamy historię zawiedzionej miłości niczym obraz, który - w początkowych scenach - wydaje się być wręcz za szkłem. Dopóty, dopóki na scenę nie wkracza Halka i siłą swojego głosu i wyśpiewanego bólu to symboliczne szkło (czy raczej wrażenie) - rozbija. Ekspresyjność scenicznej Halki kontrastuje wymownie z chłodem Janusza (wyrazisty Stanisław Kuflyuk) - jego gorące obietnice przeczą mowie ciała, które - bez grama czułości - pokazuje rzeczywisty stosunek do uwiedzionej kochanki.


Sprawny organizm

W realizację zaangażowano ponad 150 artystów – solistów, orkiestrę, chór, balet oraz gościnnie Zespół Pieśni i Tańca Kurpie Zielone.
Tak jak balet OiFP współtworzy udanie oniryczny klimat spektaklu, tak dobrym pomysłem okazało się też zaproszenie do udziału w inscenizacji zespołu Kurpie Zielone - jego tańce wprowadzają moc żywiołu i na chwilę zmieniają nastrój mrocznej historii (choreografia tańców ludowych i narodowych - Agnieszka Ondruch-Sikora). Mocnym atutem spektaklu są też zbiorowe sceny ludowe, szczególnie ta, w której górale po ciężkim tygodniu pracy sposobią się do odpoczynku i zabawy.

Wspaniale wypadają partie Chóru OiFP (pod kierunkiem Violetty Bieleckiej), które - czy to czuła modlitwa, czy góralski rejwach - wyśpiewane są z mistrzowską precyzją, przy jednoczesnym, niemałym zaangażowaniu aktorskim. I wreszcie orkiestra OiFP pod batutą Fabio Biondiego - która (mimo pewnej toporności w początkowych minutach włoskiej prapremiery) znakomicie oddała to, co w muzyce „Halki” najpiękniejsze: konglomerat europejskiej muzyki epoki, miks lekkości, dramatyzmu i ludowej nuty.

Warto zanurzyć się w ten oniryczny świat. Widzów czeka też pewien bonus - białostocka pra- i premiera prezentują dwa różne zakończenia, w wersji poetyckiej i bardziej melodramatycznej. Ale o tym co, gdzie i jak - sza, nie odbierzemy widzom przyjemności z niespodzianki.

Białostocka „Halka” zgromadziła uznanych artystów i odtwórców głównych.
W wersji włoskiej występują: Natalia Rubiś (Halka), Matheus Pompeu (Jontek), Stanisław Kuflyuk (Janusz), Monika Ledzion (Zofia), Robert Gierlach (Stolnik), Mateusz Stachura (Dziemba).
W wersji polskiej śpiewają: Marcelina Román (Halka), Paweł Skałuba (Jontek), Stanisław Kuflyuk (Janusz), Wojtek Gierlach (Stolnik), Anna Wolfinger (Zofia), Krzysztof Szyfman (Dziemba). W rolach Dudarza i Młodzieńca w obu wersjach występują: Kirill Lepay i Paweł Cichoński.

W najbliższym czasie operowe widowisko prezentowane jest w ostatni weekend maja, potem w wielu spektaklach powróci jesienią. Bilety już w sprzedaży

Opera i Filharmonia Podlaska, „Halka”, reż. Michał Znaniecki, prapremiera włoska - 15 maja 2026, premiera polska - 16 maja 2026

Monika Żmijewska

Monika Żmijewska

24@bialystokonline.pl

Popularne dzisiaj

Masz ciekawy temat?

Wiesz, że zdarzyło się coś interesującego w Białymstoku lub okolicy? Chcesz abyśmy o czymś napisali?

Napisz do nas