POLECAMY
Jak wyglądają klubowe finanse? Jakie nastroje panowały w drużynie po spadku z I ligi? O co będą walczyć Białostoczanie w nowych rozgrywkach? Czy hala widowiskowo-sportowa to konieczność, by sporty drużynowe w stolicy Podlasia mogły wejść na wyższy poziom? O tym wszystkim - i nie tylko - porozmawialiśmy z prezesem Żubrów Abakus Okna Białystok Jackiem Zaniewskim.
Widząc Pana wypowiedzi w różnych mediach, obserwując działania z boku, dochodzę do jednego wniosku - jest Pan ogromnym pasjonatem koszykówki. Jak więc przeżył Pan fakt, że Żubry spadły w poprzednim sezonie z I ligi. To były trudne chwile, które odchorowałem. Poprzedni sezon od początku cały czas nam się nie układał. Doświadczyliśmy wielu niedobrych rzeczy, które spowodowały, że wynik sportowy i nasze samopoczucie były niekorzystne. Otrząsnęliśmy się jednak, przeanalizowaliśmy całą sytuację i z nowymi siłami przystępujemy do kolejnego sezonu z taką myślą, że powrócimy do I ligi. Wejście do I ligi okazało się właśnie bardzo bolesne. Drużyna przegrała 13 pierwszych spotkań i choć w drugiej części sezonu zespół pokazał charakter i prezentował się znacznie lepiej, to jednak ligowego bytu nie udało się uratować. Kiedy stracił Pan wiarę w utrzymanie? Do momentu, kiedy matematyczne szanse na utrzymanie były, to jeszcze cały czas wierzyliśmy. Natomiast później, kiedy już arytmetyka dowiodła, że się nie utrzymamy, no to już wtedy musieliśmy się z tym zmierzyć i z tym pogodzić. Najważniejsze jest jednak to, by potrafić podnieść się po porażce. Żubry chcą bardzo szybko wrócić do I ligi. Jaki jest cel na najbliższy sezon? Wszystko poza awansem będzie rozczarowaniem? Tak. Cel jest jeden. Od początku świadomie mówiliśmy o tym celu. Jedynie awans i powrót do I ligi będzie nas satysfakcjonował. Życie po spadku nie zawsze jest łatwe. Weźmy przykład z lokalnego podwórka. Siatkarski BAS Białystok po spadku do II ligi nie potrafił w ekspresowym tempie się podnieść i ugrzązł na razie na trzecim szczeblu rozgrywkowym. Co takiego mają w planach, w zanadrzu Żubry, by nie został powtórzony przypadek BAS-u? Spotykając się z naszymi sponsorami i władzami samorządowymi, powiedziałem jasno, że interesuje mnie tylko powrót do I ligi, ponieważ osiągnęliśmy już pewien poziom organizacyjny I-ligowy i tkwienie w II lidze mnie po prostu nie interesuje. Czekaliśmy na ten poprzedni awans 15 lat i uważam, że miasto wojewódzkie z takim potencjałem powinno mieć zespół w I lidze. Jeżeli drużyny z mniejszych miast, takich 20-tysięcznych czy 30-tysięcznych, posiadają drużyny w I lidze, to dlaczego Białystok nie może się pokusić o to, aby taki zespół tutaj był, w stolicy Podlasia. Przejdźmy do teraźniejszości. Żubry przeszły latem ogromną przebudowę. Zmienił się trener, odeszło wielu zawodników, wielu też przyszło. W poprzednim sezonie liderami drużyny byli Amerykanie - Samajae Haynes-Jones oraz Myles Douglas. Obu w białostockim zespole już nie ma? Kto Pana zdaniem będzie kluczową postacią Żubrów w zbliżających się rozgrywkach? W tej chwili jesteśmy jeszcze podczas okresu przygotowawczego i za mało czasu upłynęło, było za mało treningów, gier kontrolnych, abyśmy mogli wskazywać już teraz liderów. To jest zespół, który jest autorskim projektem trenera Piotra Bakuna. Prezentuje się on w tej chwili bardzo dobrze, widać, że posiadamy duży potencjał sportowy. Drużyna potrzebuje jeszcze tylko zgrania, bo z poprzedniego zespołu został jeden zawodnik i mamy jednego zawodnika, który był u nas dwa lata temu. Pozostali koszykarze to są gracze nowi i potrzeba czasu, by się skonsolidować, by powstał team spirit, żeby wszystkie założenia trenera miały przełożenie na boisku. Właśnie, przygotowania. Drużyna wygląda w nich znakomicie, podobnie było zresztą dwa lata temu, przed sezonem 2024/2025, który zakończył się awansem. Chcę jednak zapytać o coś innego. Jak oceniłby Pan siłę obecnej drużyny i tej z poprzednich rozgrywek? Myślę, że obie są lub były na swój sposób mocne. Jeżeli chodzi o zespół z poprzedniego sezonu, to można powiedzieć, że miał on dwa oblicza. Ze składem, z którym startowaliśmy w I lidze, wyniki były absolutnie niezadowalające i dopiero, gdy nastąpiły duże zmiany, kiedy doszło dwóch koszykarzy ze Stanów Zjednoczonych, gdy doszło jeszcze trzech innych zawodników, to wówczas ta ekipa była już w stanie nawiązać walkę i była w stanie wygrać z każdym przeciwnikiem. Śmiem twierdzić, że, gdybyśmy mieli taki skład od początku, to byśmy się utrzymali. Jestem podobnego zdania. A kto będzie najgroźniejszym rywalem Żubrów w zasadniczej części sezonu? Wszyscy mówią o Legionie Legionowo. Legion i Żubry to są dwa zespoły, które są wskazywane jako te, które mają największy potencjał i zdaniem wielu osób to one będą walczyć o zajęcie 1. miejsca w gr. B. Silny zespół zawsze jest w Bielsku Podlaskim, mocne drużyny są też w Łowiczu, Radomiu, Warszawie - chodzi o AZS AWF. Myślę, że to są właśnie ekipy z czołówki naszej grupy. A jak Pan ocenia inne grupy? Dwa lata temu panowała taka opinia, że gr. B jest najsłabsza. Ostatecznie okazało się to nieprawdą, bo dwa zespoły z tej grupy wywalczyły awans do I ligi. Takie opinie każdy może wyrażać, ale ja nie biorę ich na poważnie. Tak nie mówią eksperci, osoby związane z koszykówką, tylko to są kibice i oni ferują różne wyniki. Ich myślenie okazało się jednak błędne. Taka opinia o słabości gr. B utarła się już wiele lat temu, ale ostatnio udowodniliśmy, że absolutnie tak nie jest. Może Pan opowiedzieć nieco o kulisach funkcjonowania klubu? Kto odpowiada za transfery nowych zawodników, kto ich wyszukuje? Pan? Kto odpowiada za całą logistykę? Kto organizuje sparingi? Ile osób zatrudnia klub, nie licząc zawodników? Jeżeli chodzi o transfery, to w tym sezonie ich autorem w większości jest Piotr Bakun, który konsultował je ze mną. Wykonaliśmy we dwójkę ogrom pracy, ale trener miał wiodący głos, jeżeli chodzi o kwestię merytoryczną czy poziom mentalny zawodnika. Chcieliśmy graczy takich, którzy będą walczyć, a nie odcinać kupony. Ja oczywiście każdy transfer ze strony finansowej musiałem zaakceptować. Kwestię warunków finansowych negocjowałem już ja. Korzystaliśmy też z usług agentów koszykarskich. Ogólnie za strategię funkcjonowania klubu odpowiadamy ja i zarząd. Współpracą z mediami, marketingiem zajmuje się natomiast oddzielny dział promocji, składa się on w tej chwili z pięciu osób. Korzystamy dodatkowo z zewnętrznej firmy prawniczej. Jest też dział medyczny, czyli współpraca z kliniką medyczną, fizjoterapeutami, których zatrudniamy. Jest również część szkoleniowa - główny trener, asystent, trener przygotowania motorycznego. Mamy też dział finansowy, księgowość, bo klub to taka mała firma. A z czego klub żyje? Skąd bierze pieniądze na funkcjonowanie i jaki jest koszt utrzymania drużyny w perspektywie całego sezonu? Dywersyfikacja budżetu składa się z kilku części. Samorządy odgrywają dużą rolę, ale i sponsorzy komercyjni. Udział sponsora tytularnego, czyli firmy Abakus Okna, w takim przedsięwzięciu jest ogromny. Oczywiście ważne są też mniejsze firmy, które nas wspierają. Są też przychody z biletów i karnetów, to również jest jakaś ważna część budżetu. Jesteśmy organizacją pożytku publicznego, więc pozyskujemy środki z 1,5% podatku dochodowego od naszych kibiców czy sympatyków. Były wcześniej środki z programu unijnego, ale w tej chwili te wymienione przeze mnie wcześniejsze elementy są główną częścią finansów. Jeżeli chodzi o koszt utrzymania zespołu w perspektywie sezonu, to mówimy tu o setkach tysięcy złotych. Myślę, że w granicach 2 mln zł to zabawa się dopiero zaczyna. Trudno znaleźć w Białymstoku sponsorów zainteresowanych koszykówką? Oczywiście. Pozyskanie nowego sponsora to jest duży sukces, bo nie jesteśmy bogatym regionem, nie ma tu dużego, ciężkiego przemysłu, który jest w stanie drużynę w znaczący sposób wesprzeć. Ważnym elementem są politycy, bo dzięki nim można współpracować ze spółkami skarbu państwa. Myślę, że większość klubów białostockich boryka się z problemami finansowymi. Raz jest lepiej, raz gorzej, ale nigdy nie jest tak, że cierpimy na nadmiar środków finansowych. A jak wygląda obecnie szkolenie młodzieży w klubie? W tej chwili zajmujemy się tylko drużyną seniorską. Prowadziliśmy wcześniej szkolenie, ale w pewnym momencie doszło do podziału na Żubry i Młode Żubry. Ta współpraca nie jest dobra. W tym roku pięć razy zawodnicy Młodych Żubrów zmieniali decyzję, gdzie będą grać. Przyjeżdżał trener Bakun, który specjalnie przebył 700 km, by spotkać się z koszykarzami i namówić ich, aby zasilili nasz skład, lecz zaraz to się wszystko rozmyło i oni po raz kolejny zmienili zdanie. Szczerze mówiąc, ja już nie liczę na jakąś większą współpracę z Młodymi Żubrami. Wielu Białostoczan z pewnością było już przynajmniej raz na meczu Żubrów, ale na pewno są też takie osoby, które chciałyby wybrać się na koszykarskie spotkanie z udziałem Żubrów po raz pierwszy. Gdzie drużyna będzie rozgrywać swoje starcia, jaka jest cena biletów, gdzie można kupić jakieś klubowe gadżety typu szalik czy koszulka? Swoje mecze rozgrywamy w hali Szkoły Podstawowej nr 50, która mieści się przy ul. Pułaskiego. Spotkania zazwyczaj są w soboty, ale czasami i w niedziele. To zależne jest od dostępności hali sportowej. Staramy się, by mecze rozpoczynały się o godz. 17.00. Mamy stronę internetową, na której jest nasz sklepik on-line i tam można zamawiać gadżety. Można je zakupić także bezpośrednio przed meczem. Cena biletów na mecze będzie taka jak w zeszłym sezonie, bo koszty organizacyjne po prostu wzrosły. Wiedząc, że nie jesteśmy już w I lidze, a w II lidze, utrzymaliśmy te ceny biletów mimo rosnących kosztów. Są również karnety, które gwarantują stałość miejsca. Mając karnet, kibic może przyjść minutę przed spotkaniem i ma gwarancję, że to miejsce na niego czeka. W tym roku wprowadziliśmy również prawo pierwokupu. Karnetowicze z poprzednich lat mają prawo kupić karnety na to samo miejsce i to ze zniżką wynoszącą 10%, więc jest to ukłon w stronę najwierniejszych fanów. Pojedyncze bilety normalne to koszt rzędu 25 zł. Je również można zakupić on-line. Wejściówki da się też nabyć oczywiście w dniu meczu, ale wtedy są odrobinę droższe. Co jest dzisiaj największym problemem Żubrów? Brak hali z prawdziwego zdarzenia? Aby prowadzić drużynę na wysokim poziomie, potrzebne są odpowiednie warunki do prowadzenia treningów. Na tym poziomie wymagany jest trening poranny. W szkole od godz. 8.00 do późnych godzin popołudniowych są zajęcia szkolne. My rozpoczynamy więc trening o godz. 20.30, a kończymy go o godz. 22.30. Po prysznicu i przyjeździe zawodnicy są w domach przed północą. To nie jest normalna sytuacja. Jeżeli trener potrzebuje treningu rzutowego lub innych stałych treningów taktycznych, to nie mamy, gdzie ich przeprowadzić. Próbowaliśmy w ubiegłym sezonie o godz. 7.00 wynajmować halę, ale jak się kończy poprzedni trening przed północą, a potem trzeba wstać co najmniej o godz. 6.00 rano, to na odpoczynek pozostaje niewiele czasu. Hala sportowa jest więc na pewno bardzo ważnym elementem w przypadku dyscyplin zespołowych. Siatkówka, koszykówka, piłka ręczna, futsal - wszyscy potrzebujemy takiej hali. Ważne są hale miejskie. U nas je się tylko burzyło. Dlaczego nie zostawiono hali Włókniarza, jako alternatywy? Wcześniej była także przecież hala Jagiellonii. Władze miasta zapowiadają, że nowy obiekt widowiskowo-sportowy powstanie w ciągu 30 miesięcy. Biorąc pod uwagę fakt, że temat budowy hali przewija się już od kilkunastu lat, czy wierzy Pan, że hala faktycznie powstanie w 30 miesięcy? Muszę wierzyć, bo bez wiary życie jest trudne. Było już dużo rozczarowań, bo kiedyś widziałem różne czeki, różne lokalizacje, a sprawa nie posuwała się do przodu. W tej chwili mamy projekt, mamy umiejscowienie, mamy ogłoszony i rozstrzygnięty przetarg na wykonawcę, pozwolenie na budowę, więc teraz pozostało szukanie finansów, gdyż jest to olbrzymia inwestycja w okolicach 500 mln zł. Mam nadzieję, że wspólne działania obu samorządów, miejskiego i wojewódzkiego, ministerstwa sportu, może Totalizatora Sportowego, który też wspiera tego typu działania, pomogą zebrać środki. Wiem, że pierwszy wniosek został odrzucony przez ministerstwo, ale to z przyczyn proceduralnych, gdyż nie można wesprzeć takiej inicjatywy, jeżeli przetarg nie jest zakończony. Teraz rozumiem, że został on zakończony i jak dopięte zostaną wszelkie procedury, to samorząd wystąpi po raz kolejny o dofinansowanie. Jesteśmy jedynym miastem wojewódzkim, które nie posiada takiej hali i to jest skandaliczna sytuacja. A gdzie jest sufit Żubrów? Stabilny koszykarski klub I-ligowy to jest maksimum, na jakie obecnie stać Białystok? Patrząc realnie, wydaje mi się, że tak. Na chwilę obecną, jeżeli pojawiłby się jakiś bogaty sponsor, jeżeli poznalibyśmy jakiegoś szejka naftowego, to i tak po awansie do koszykarskiej ekstraklasy nie mielibyśmy, gdzie rozgrywać spotkań. Polska Liga Koszykówki nie wydałaby certyfikatu sali szkolnej. Po drugie, my funkcjonujemy jako stowarzyszenie kultury fizycznej, natomiast w ekstraklasie są już sportowe spółki, więc trzeba byłoby się przekształcić w taką spółkę. Jako pasjonat koszykówki z pewnością ogląda Pan też mecze innych drużyn, np. z tej najwyższej półki. Ma Pan jakiś ulubiony zespół w NBA? Czy bardziej interesuje Pana krajowe podwórko i np. rozgrywki Orlen Basket Ligi? Jeżeli chodzi o NBA, to dużą sympatią darzę Boston Celtics. Byłem kiedyś w Bostonie i jakoś to pozwoliło poznać ten zespół, zobaczyć i teraz jest to mój ulubiony klub z NBA. Kto zatem zostanie mistrzem NBA? Oj, szczerze mówiąc, nie mam pojęcia. To teraz łatwiejsze pytanie. Kto w takim razie awansuje do polskiej I ligi? Oczywiście uważam, że to my awansujemy. Gdzieś już mówiłem taką wersję lokalną i będę się jej trzymać, że 1. miejsce zajmiemy my, a kolejne premiowane awansem Tur Basket Bielsk Podlaski. To byłoby wspaniałe. I tego właśnie życzę. Dziękuję za rozmowę. Ja również dziękuję.
Rafał Żuk
rafal.zuk@bialystokonline.pl
Sport 10:00
Aktualności 09:00
Turystyka 08:30
Sport 08:21
Kultura i Rozrywka 08:10
Aktualności 08:00
Biznes 07:57
Masz ciekawy temat?
Wiesz, że zdarzyło się coś interesującego w Białymstoku lub okolicy? Chcesz abyśmy o czymś napisali?
Napisz do nas
Więcej informacji