POLECAMY
Nieaktualny szyld. Nierówna litera, odstająca od reszty. Nieregularna blizna na policzku. A przede wszystkim - nieposkromiona ciekawość, która pewnego przyjezdnego pcha w sam środek lokalnej wiejskiej tajemnicy. Efekt? Romans, kryminał i tragikomedia w niespiesznym rytmie. W Teatrze Dramatycznym.
Pierwsza w 2026 roku premiera w teatrze im. Węgierki - „Skrzyneczka bez pudła” - zabiera widzów w podlaski plener, choć bazą spektaklu jest tekst, mówiący w oryginale o zgoła innym rejonie Polski. Wiesław Dymny, współtwórca m. in. sukcesu Piwnicy pod Baranami, bohaterów swego opowiadania umieścił w beskidzkiej wiosce Brenna Górna, w której spędził młodzieńcze lata. Ponad 60 lat później reżyser Andrzej Sadowski, adaptując opowiadanie Dymnego na potrzeby Teatru Dramatycznego w Białymstoku, akcję przenosi w podlaskie rewiry, a wsi nadaje swojsko brzmiącą nazwę Rybołty (ukłon w stronę wsi Ryboły). Sielska obietnica Prosty zabieg działa: jeszcze nim akcja spektaklu (granego w Uniwersyteckim Centrum Kultury) rozpocznie się na dobre, widz podlasko-białostocki już trafia w przestrzeń regionalną, tutejszą i znajomą. Znajome i miejscowe wydają się być ustawione na scenie drewniane ściany i okiennice, znajomy (choć z minionej epoki) krąży po scenie oldskulowy rower, znajome, choć już też mocno retro - jest liternictwo szyldu zawieszonego nad drzwiami. I tak oto scenografia już na początku przedstawienia wprawia w ruch nostalgiczne perpetuum mobile: w uruchomionym ciągu wrażeń i obrazów jednemu widzowi mignie wspomnienie z dzieciństwa, innemu przypomni się klimat „Konopielki”. Sielski początek spektaklu obiecuje sielsko-lekki ciąg dalszy, ale… ostatecznie po obietnicy nie oczekujmy zbyt wiele. Rzeczywistość, jak wiadomo, jest bardziej zniuansowana: za blaskiem kryje się cień, radości towarzyszy gorycz, spokój przekreśla zdrada. I taki też - lekki i gorzki - wyimek z życia prezentuje nam „Skrzyneczka bez pudła” - niespieszna historia, w której i czarny humor, i mroczny kryminał, i wiejski romans splatają się barwnie, tworząc tragikomiczny patchwork. Tajemniczy szyld Tytułowa skrzyneczka to w zasadzie metafora wiejskiego mikroświata, zamkniętej społeczności - z jej tajemnicami, zakamarkami i prawidłami - po której otwarciu na jaw wychodzą rozmaite lokalne sekrety. Skrzyneczka to też punkt wyjścia - od niej się tak naprawdę wszystko w spektaklu zaczyna. Specjalną skrzynkę na rowerowy bagażnik chce zamówić Adam, przyjezdny, który właśnie pojawia się we wsi. Zamówienie wydaje się proste i szybkie w realizacji, skoro na jednym z domów we wsi przybysz znajdzie szyld z nazwiskiem i zachętą: „Rybołty 15. Hrapek Józef. Stolarz. Lakiernictwo”. Jednak nic nie okazuje się proste. Właściciel szyldu od dawna nie żyje, wdowa po nim jest wyjątkowo milcząca, a mieszkający opodal stolarz nr 2 - Fortecki - choć zamówienie przyjmie, też zdaje się kryć jakąś tajemnicę. Przy tym, uwaga! policzek stolarza nr 2 szpeci duża blizna, natomiast szyld stolarza nr 1 wygląda jakby malowany był w emocjach - jedna z liter od pozostałych zdaje się mocno odróżniać… Wszystko to, na co inny klient nie zwróciłby nawet uwagi, Adamowi nie daje spokoju. Z nudów, z braku laku, z nieposkromionej ciekawości… wszystko jedno, istotne jest to, że zaczyna nad wyraz absurdalne śledztwo, chcąc rozwikłać tajemnicę kształtu niespokojnej literki oraz wspomnianej blizny, a także odkryć sekret żony jednego ze stolarzy i miłości drugiego. Zaczyna więc pytać, drążyć i peregrynować: od warsztatu stolarza, przez dom Hrapkowej, po wiejski urząd gminy. Czasu ma aż nadto, bo zamówiona skrzyneczka nadal „robi się, robi”, a otrzymywane odpowiedzi na pytania prowokują do stawiania kolejnych. I tak toczy się ta wiejska kryminalna historia - powolnym rytmem, od przystanku do przystanku, w których czasem z kąta wyjrzą: raz groteska, raz czarny humor, a raz werystyczna, w całej krasie, naga prawda o człowieku. Sąsiedzi zza ściany By nie zabierać widzowi przyjemności ze wspólnego - wraz z samozwańczym śledczym - rozszyfrowywania wiejskiej intrygi, tu na jej opisie poprzestańmy. Ale też dodać należy: to nie śledztwo w spektaklu - choć na pierwszym planie - gra pierwsze skrzypce i jest najciekawsze, a specyficzny klimat opowieści, jej wolne tempo, to, co między wierszami. Interesująca jest energia leniwie płynąca między bohaterami i ich przemiany: w jednej chwili zdają się być postaciami malowanymi pastelowymi barwami, zawieszonymi w bezczasie, gdzieś w oddali, jakby za przesłoną i patyną przeszłości, a za chwilę stają się wyjątkowo pełnokrwistymi osobnikami, osadzonymi we współczesności, tu i teraz. Taki jest intrygujący duet - Hrapkowa (Justyna Godlewska-Kruczkowska) i Fortecki (Marek Cichucki), dwójka sąsiadów, których łączy dużo więcej, niż by się wydawało w pierwszej chwili i na pierwszy rzut oka. Rozsupływanie tej splątanej fastrygi, jaka między nimi istnieje, przyglądanie się ich relacji, naznaczonej zemstą i pewną tajemnicą, to jedna z przyjemności, jaką niesie spektakl. W pamięć zapada scena, w której Fortecki z kwiatkiem krąży pod domem Hrapkowej, nie mając odwagi, by w końcu zastukać. Powtarzalne gesty, właściwie bez słów, a ile emocji! Kilkuminutową choreograficzną sekwencją aktorzy interesująco szkicują szczególny rodzaj napięcia między swoimi bohaterami: mamy tu całe lata niespokojnych snów, tęsknot, zaniechań i oczekiwań, a zarazem piętno mrocznej przeszłości. Przede wszystkim zaś mamy dwoje ludzi, których niegdyś podjęte decyzje nieodwracalnie doprowadziły do punktu, w którym znajdują się teraz i w którym zastygli na lata. Film w teatrze Zupełnie nowe tempo w niespieszność i stagnację ich relacji wprowadza ciekawski Adam (żywiołowy Antoni Danieluk), na poły budząc sąsiadów z półsnu, na poły ożywiając i popychając do działań. Głosem (i ciałem) z offu historię - już na ekranie - dopowiada, niemal na granicy pastiszu, również kilku innych mieszkańców wsi, m. in. niejaki Holeksa (ciekawie bawiący się figurą wiejskiego urzędnika Piotr Szekowski), groteskowy Rusin (Sławomir Popławski) czy dwie wiejskie plotkary (Agnieszka Możejko-Szekowska i Katarzyna Mikiewicz) Cała ta gromadka pojawia się w wizualizacjach Krzysztofa Kiziewicza, które nie tylko poszerzają przestrzeń o soczyście zielone plenery (krzepiący widok w środku zimy), ale też w ciekawy sposób pokazują szwy między światem teatru a światem filmu (zabawne sceny, w których bohater sceniczny dialoguje z bohaterem filmowym). Zabieg inscenizacyjny z kadrami w tle wprowadza nie tylko oddech, ale też daje pole do retrospekcji i dynamicznych didaskaliów. Klimat buduje również muzyka na żywo - za sprawą akordeon w dłoniach Mateusza Tymury i Jakuba Hałasa (na scenie, w kolejnych spektaklach, pojawiają się naprzemiennie). Efekt? Kryminalna historia, wiejski sznyt, podlaski klimat. Ale też przede wszystkim: uniwersalna rzecz o decyzjach i ich konsekwencjach, o marzeniu i niespełnieniu. Teatr Dramatyczny, „Skrzyneczka bez pudła”, reżyseria: Andrzej Sadowski, premiera, 31 stycznia 2026
Monika Żmijewska
24@bialystokonline.pl
Aktualności 14:30
Kultura i Rozrywka 14:00
Uroda 13:00
Sport 12:41
Aktualności 12:30
Sport 12:11
Biznes 12:00
Masz ciekawy temat?
Wiesz, że zdarzyło się coś interesującego w Białymstoku lub okolicy? Chcesz abyśmy o czymś napisali?
Napisz do nas
Więcej informacji