Białystok Online

Kultura i Rozrywka

Marta Zaborowska o „Białym Tangu”: Zamknęłam bohaterów na jachcie z mordercą

2026.07.03 14:40
Marta Zaborowska o „Białym Tangu”: Zamknęłam bohaterów na jachcie z mordercą
Fot: Diana Rusiłowicz

Czy rajski rejs u wybrzeży Hiszpanii może stać się sceną brutalnego morderstwa? Marta Zaborowska w rozmowie z nami odsłania kulisy swojej najnowszej powieści „Białe Tango” i wyjaśnia, dlaczego zamknęła swoich bohaterów na jachcie z psychopatą.

Marta Zaborowska, autorka bestsellerowych thrillerów psychologicznych, powraca z mocną historią z gatunku zamkniętego kręgu. W rozmowie z nami pisarka opowiada o manipulacji, niebezpiecznej grze pozorów oraz odwróceniu tradycyjnych ról między kobietą a mężczyzną. Zdradza również, jak luksusowa sceneria Morza Śródziemnego pomogła jej uwypuklić mroczną stronę ludzkiej natury.


„Białe Tango” to nazwa jachtu, na którym toczy się akcja, ale sam termin kojarzy się z tańcem, w którym to kobiety proszą panów. Czy ten motyw odwrócenia ról ma swoje odzwierciedlenie w relacjach między bohaterami?

Marta Zaborowska: Tak, zdecydowanie – nazwa jachtu odzwierciedla relację pomiędzy kobietą a mężczyzną, w naszym przypadku między właścicielką łodzi Tanią, a jej mężem Borysem. Tania jest dziedziczką imperium kosmetycznego Belle Époque i kobietą, która osiągnęła całkowitą niezależność finansową. To ona dysponuje majątkiem, podejmuje decyzje i wyznacza kierunek wspólnego życia. Borys natomiast pozostaje w cieniu sukcesu żony. W ich związku dochodzi więc do odwrócenia tradycyjnie postrzeganych ról – to kobieta posiada, zaprasza i oferuje, a mężczyzna staje się beneficjentem jej świata. Ale ten motyw wykracza poza samą relację Tani i Borysa. W „Białym Tangu” pozory bardzo często okazują się mylące, a układ sił między bohaterami nieustannie się zmienia. Osoby, które początkowo wydają się dominujące, z czasem tracą kontrolę nad sytuacją, podczas gdy inni niespodziewanie zyskują wpływ na bieg wydarzeń.

​Akcję osadziła Pani na jachcie wzdłuż wybrzeża Hiszpanii. Co było najbardziej ekscytujące w zderzeniu pięknych, wakacyjnych widoków z mroczną atmosferą thrillera?

M.Z.: Właśnie ten kontrast był dla mnie najbardziej ekscytujący. Kiedy myślimy o rejsie luksusowym jachtem wzdłuż wybrzeża Hiszpanii, przed oczami stają nam błękitne morze, słoneczne mariny, eleganckie restauracje i poczucie całkowitej beztroski. To sceneria, która kojarzy się z wolnością, odpoczynkiem i spełnianiem marzeń. Tym bardziej fascynujące było umieszczenie w takim otoczeniu historii o narastającym strachu, nieufności i przemocy. Lubię tworzyć sytuacje, w których pozornie idealny obraz zaczyna pękać. Bo im piękniejsza jest sceneria, tym mocniej wybrzmiewa zło, które stopniowo wkrada się do życia bohaterów. W „Białym Tangu” słońce świeci równie mocno jak na wakacyjnych pocztówkach, ale pod powierzchnią tego pięknego świata narastają konflikty, sekrety i lęki. To przypomina coś bardzo prawdziwego o ludzkim życiu – tragedia nie wybiera miejsca ani czasu. Może wydarzyć się równie dobrze w ciemnej uliczce, jak i pośród rajskich krajobrazów Morza Śródziemnego. Myślę, że właśnie dlatego taki kontrast działa tak silnie na wyobraźnię czytelnika. Pokazuje, jak cienka bywa granica między poczuciem bezpieczeństwa a katastrofą.

W pewnym momencie bohaterowie zaczynają grać w niewinną grę „Kto zabił?”, która szybko przeradza się w prawdziwy koszmar. Skąd pomysł na wprowadzenie takiego motywu?

M.Z.: Uznałam, że gra w „Kto zabił?” będzie idealną siłą napędową dla rozwoju emocji, które i tak już buzują między bohaterami. Na początku wydaje się niewinną rozrywką, sposobem na zabicie czasu podczas rejsu. Problem w tym, że w sytuacji, gdy załoga zaczyna żyć w atmosferze niepewności i wzajemnych podejrzeń, nawet żartobliwa zabawa może przerodzić się w coś znacznie bardziej niebezpiecznego. W tego typu grze nigdy nie mamy pewności, kto mówi prawdę, a kto blefuje. Jednocześnie każdy uczestnik, świadomie lub nie, odsłania część swojej osobowości. Zdradzają go słowa, reakcje, mowa ciała czy sposób, w jaki ocenia innych. Szczególnie interesujący staje się moment, gdy w grze trzeba wskazać potencjalnego zabójcę. Wówczas nawet rzucona półżartem sugestia może zostać odebrana bardzo serio. I tak się właśnie dzieje.

​W opisie książki pojawia się wzmianka o „przeklętej wyspie”. Czy to miejsce odegra kluczową rolę w tej historii, czy jest tylko zapalnikiem dla kolejnych zdarzeń?

M.Z.: Powiedziałabym nawet, że „przeklęta wyspa” staje się jednym z bohaterów tej historii. Choć fizycznie nie towarzyszy załodze przez cały rejs, bo miejsce akcji wciąż się zmienia i jest „w ruchu”, to jej obecność jest stale odczuwalna. Wszystko zaczyna się od pozornie niewinnej legendy zasłyszanej w tawernie. Tego typu opowieści zwykle traktujemy z przymrużeniem oka, ale kiedy wokół nas zaczynają dziać się niepokojące rzeczy, bardzo łatwo wracają do naszej świadomości. W „Białym Tangu” legenda o przeklętej wyspie działa właśnie w taki sposób. Nie tyle wpływa na wydarzenia bezpośrednio, ile przenika do umysłów bohaterów. Staje się źródłem niepokoju, podsyca lęki i sprawia, że kolejne zdarzenia zaczynają być interpretowane w zupełnie inny sposób.

Czy pisało się Pani tę książkę inaczej niż poprzednie? Zamknięty jacht i ograniczona liczba bohaterów wymagają chyba zupełnie innego budowania napięcia?

M.Z.: Paradoksalnie jednak bardzo mi to odpowiadało, ponieważ mogłam jeszcze głębiej wejść w psychikę każdej postaci. Kiedy bohaterów jest niewielu, każdy gest, słowo i reakcja nabierają znaczenia. Nie ma miejsca na przypadkowe sceny czy postacie pełniące wyłącznie funkcję tła. Tu każdy musi wnosić coś istotnego do historii. Pomogła mi w tym również pierwszoosobowa narracja, którą bardzo lubię stosować. Pisząc w ten sposób, niejako „wchodzę” w skórę bohatera, patrzę na świat jego oczami i przeżywam wydarzenia razem z nim. „Białe Tango” jest moją drugą powieścią napisaną w tej formule — pierwszą było „Sześć powodów, by umrzeć”. To sposób narracji, który daje mi dużą swobodę w budowaniu emocji, a czytelnikowi pozwala znaleźć się bardzo blisko bohaterów.

Sama konstrukcja powieści była też dla mnie spełnieniem pewnego pisarskiego marzenia. Od dawna chciałam napisać historię zamkniętego kręgu, w której bohaterowie zostają odcięci od świata i nie mogą uciec ani od zagrożenia, ani od siebie nawzajem. Na jachcie nie da się po prostu wyjść i zatrzasnąć za sobą drzwi. Każdy konflikt, każda tajemnica i każda emocja zostają z bohaterami na pokładzie. A to tworzy idealne warunki dla thrillera psychologicznego.

Którego bohatera „Białego Tanga” tworzyło się Pani najłatwiej, a który sprawił najwięcej trudności?

M.Z.: Zwykle łatwiej tworzy mi się bohaterki. Być może dlatego, że jako kobieta bardziej intuicyjnie rozumiem ich emocje, sposób myślenia i reakcje na różne sytuacje nawet wtedy, gdy diametralnie różnią się od siebie temperamentem, doświadczeniami i charakterami. Postacie męskie wymagają ode mnie nieco więcej pracy i obserwacji. Muszę głębiej zastanawiać się nad ich motywacjami, sposobem komunikowania emocji czy reagowania na presję. To większe wyzwanie, ale jednocześnie bardzo ciekawa część procesu twórczego.

W „Białym Tangu” najwięcej uwagi poświęciłam Hubertowi. Na pierwszy rzut oka wydaje się osobą cichą, spokojną i raczej wycofaną. To ktoś, kto nie zabiega o uwagę i woli pozostać w cieniu. Im bardziej jednak zagłębiamy się w tę postać, tym bardziej odkrywamy, że pod tą pozorną prostotą kryje się człowiek pełen sprzeczności, tajemnic i emocji, których nie pokazuje światu. Tacy bohaterowie bywają najbardziej wymagający, jeśli chodzi o kreację ich postaci. Osoby wyraziste i ekspresyjne od początku pokazują, kim są. Hubert natomiast bardzo długo zachowuje swoje tajemnice dla siebie, a moją rolą autora było stopniowe odsłanianie ich przed czytelnikiem, nie odbierając postaci wiarygodności ani tajemnicy.

​Książka miała premierę 1 lipca i jest zapowiadana jako hit lata. Czy po napisaniu tak mrocznej historii ma Pani jeszcze ochotę na beztroski rejs, czy żagle już kojarzą się bardziej z napięciem niż z wakacjami?

M.Z: Oczywiście, że będę miała ochotę! Pisanie thrillera nie odebrało mi ochoty do żeglowania i generalnie, podróży. Wręcz przeciwnie. Rejsy nadal kojarzą mi się z wolnością, przygodą i możliwością zobaczenia świata z zupełnie innej perspektywy. A czytelników serdecznie zapraszam na pokład „Białego Tanga”. To będzie rejs pełen słońca, pięknych widoków i śródziemnomorskiego klimatu, ale również tajemnic, sekretów i narastającego napięcia. Czeka ich podróż, której długo nie zapomną. I, co wielce prawdopodobne, po dopłynięciu do finału jeszcze przez jakiś czas będą zadawać sobie pytanie, komu naprawdę można i warto zaufać.

Dziękuję za rozmowę.


Zainteresowała Cię historia? Weź udział w konkursie: Białe Tango: wygraj egzemplarz książki

Diana Rusiłowicz

Diana Rusiłowicz

24@bialystokonline.pl

Przeczytaj także
Popularne dzisiaj

Masz ciekawy temat?

Wiesz, że zdarzyło się coś interesującego w Białymstoku lub okolicy? Chcesz abyśmy o czymś napisali?

Napisz do nas