Białystok Online

Kultura i Rozrywka

„Podlasie wybrało mnie”. O „Drzewie Adama” i historii, która nie przemija

2026.08.28 10:00
„Podlasie wybrało mnie”. O „Drzewie Adama” i historii, która nie przemija
Fot: Diana Rusiłowicz

Podlasie w „Drzewie Adama” nie jest tylko miejscem, w którym rozgrywa się akcja. To kraina wspomnień, rodzinnych historii i przemilczeń, w której spokojny, sielski krajobraz spotyka się z trudną historią regionu. W powieści Moniki Orlińskiej przeszłość nie daje o sobie zapomnieć, a rodzinne tajemnice potrafią wpływać na życie kolejnych pokoleń.

„Drzewo Adama” jest pierwszym tomem zaplanowanej trylogii „Las”. Tytułowa metafora prowadzi czytelnika od korzeni rodzinnych i pamięci do historii całych społeczności. O inspiracjach powieścią, Podlasiu, bohaterach, którzy potrafią wymknąć się spod kontroli własnej autorki, oraz o tym, co kryje się jeszcze w leśnej gęstwinie, rozmawiamy z autorką „Drzewa Adama”.

Diana Rusiłowicz: „Drzewo Adama” to tytuł wiele znaczący. Sugeruje z jednej strony zakorzenienie, z drugiej strony rozgałęzienie korony, do tego mgliste skojarzenia z drzewem rodzinnym, czy z samą ideą trwania mocno w miejscu, a także nawiązania do pierwszego człowieka. Czy wszystkie te elementy odnajdują się w Pani powieści?

Monika Orlińska: Rzeczywiście, w tytule tkwi bogaty ładunek znaczeń. Oczywiście mieści się tu motyw korzeni rodzinnych i społecznych, silnego związku z ziemią, czy też rozgałęziających się ścieżek losów. Kulturowo jest jeszcze ciekawiej: pośród mniej lub bardziej odległych skojarzeń mamy biblijne drzewo życia, drzewo poznania dobra i zła, w literaturze weźmy choćby kasztanowiec u Marqueza w „Sto lat samotności”, będący jakimś rodzajem inkarnacji rodzinnej pamięci, rozdartą sosnę u Żeromskiego, czy nagie drzewo u Becketta. Jest ich zresztą więcej. Zwrócę też uwagę, że „Drzewo Adama” to pierwszy tom trzytomowej serii „Las”. Pojedyncze drzewo, nazwane lub nie, choć samo w sobie jest już rodzajem uniwersum i można długo wymieniać listę analogii i odwołań literackich i kulturowych drzewo-człowiek, jednak może być zupełnie innym tropem, jeśli uwzględnimy, że jest pojedynczym elementem całej formacji leśnej, podobnie zresztą jak człowiek w swojej społeczności. Las to przestrzeń równie bogata znaczeniowo, ba, niosąca nawet więcej skojarzeń kulturowych, począwszy na przykład od Boskiej komedii Dantego, przez Szekspira, który wielekroć eksploatował wątek lasu, po baśnie - Czerwonego Kapturka czy Jasia i Małgosię. Przestrzeń lasu, jej dzikość, naturalność, może być przeciwstawiana uporządkowanej przez człowieka kulturze, jego długowieczność i trwałość – kruchości struktur społecznych. W słowach motta cytuję „Las Ardeński” Herberta, który używał figury lasu w nawiązaniu do wojny, śmierci, historii i obowiązku pamiętania o umarłych. Większość tych skojarzeń uważny czytelnik odnajdzie w książce.

D.R.: Podlasie jest ważnym aktorem na scenie powieści. Dlaczego wybrała Pani właśnie ten region jako miejsce wydarzeń?

M.O.: Podlasie wybrało mnie. Nie byłoby Adasia brodzącego w zimnej rzece, gdyby rzeka nie przepływała przez Podlasie. Dla mnie to przede wszystkim kraina wspomnień z dzieciństwa. Jestem wprawdzie Warszawianką i to od kilku pokoleń, niemniej z Podlasiem łączy mnie część rodziny i wiele miesięcy wakacji i ferii na podlaskiej wsi. Zainteresowałam się jego historią już jako dorosła osoba i to, czego się dowiedziałam, stało w jakimś nienaturalnym kontraście ze spokojnym, niemal sielankowym klimatem Podlasia, jakie znałam z doświadczenia. Mam więc głęboko zakorzeniony obraz serdecznych ludzi, sielankowych krajobrazów, a tu przemarsze wojsk w różnych mundurach, fronty, przesiedlenia, epidemie, partyzantki, wieś chłopska i pańska, sztetle, Żydzi, ONR-ry i komuniści. Słowem historia Polski w pigułce. Natychmiast rodzą się w głowie obrazy. Pisanie o Podlasiu było dodatkowo o tyle naturalne, że nie żyjąc tam, a mając związek emocjonalny, mogłam pozwolić sobie na budowę obrazu dość barwnego, a jednak syntetycznego. Drzewo Adama to moja pierwsza powieść, konstruowanie jej w aurze towarzyszącej wspomnieniom z jednej strony ułatwiło pracę, z drugiej uprawdopodobniło jej efekt. No i przyszedł pewnego wieczora ten Adaś brodzący w rzece.

D.R.: Kim dla Pani jest Adam i dlaczego to właśnie jego historię chciała Pani opowiedzieć?

M.O.: Żeby opowiedzieć, trzeba poznać. Pisarz poznaje bohaterów tworząc ich. Lepi ze skrawków swoich doświadczeń, swojej wiedzy, researchu. A tworzenie postaci, to, jak mówi Olga Tokarczuk, czysta magia. Postać wyłania się z niebytu razem ze swoją historią, swoimi bólami, radościami, kłopotami i marzeniami. Wszystko ma swoje przyczyny. Kim jest Adam? Adam jest młodym człowiekiem o dość bystrym umyśle, ale niewielkich zdolnościach interpersonalnych. Poznałam go jeszcze za dziecka, więc to naprawdę dogłębna znajomość. Osobiście lubię go, jest, jak sądzę, bardzo ludzkim bohaterem. Niektórzy czytelnicy sygnalizują, że to typ niesympatyczny, wręcz wzbudzający niechęć. Słabości i błędy to przecież kwintesencja kondycji ludzkiej. Staram się jednak patrzeć na jego osobę przez pryzmat niewielkiego doświadczenia, jakie zdobył przed wejściem w „Las”. Jeśli chodzi o jego wiek powieściowy, to mógłby być moim synem, ale chyba by nie chciał. Ma swoją mamę Annę, którą bardzo ceni, i słusznie. Natomiast pokoleniowo należy do generacji moich rodziców i to z kolei dla mnie ciekawe doświadczenie, zobaczyć jego oczami świat, w którym oni dorastali. Wracając do pytania, to nie wiem, czy to właśnie jego historię chciałam opowiedzieć. Powiedziałabym raczej, że słowami Adama opowiadam historie sekretarza Wojno, Maryli, Ady, Janeczki, Anzelma, Kobusa. To, że Adam sam również zmaga się ze swoimi demonami, to naturalna konsekwencja człowieczeństwa, wszyscy mamy jakieś życiowe zakręty do pokonania.

D.R.: W książce ważną rolę odgrywają tajemnice. Bohaterowie uciekają od prawdy dla siebie samych, czy chronią kolejne pokolenia?

M.O.: Zadaję to pytanie czytelnikowi. Kogo tak naprawdę chronimy unikając szczerości, pomijając kłopotliwe fakty? To trudne, wiemy wszyscy, jak to jest stanąć twarzą w twarz z bolesnymi, raniącymi albo po prostu niewygodnymi wspomnieniami. Czasem decydujemy odciąć przeszłość „gruba kreską”, jakiekolwiek konotacje ma to sformułowanie, aby pójść dalej. Problem nie rodzi się jednak w tym momencie. Indywidualny wybór to jeszcze mało, bo nasze otoczenie również pamięta. Problem rodzi się, kiedy cała społeczność, dla rozmaitych powodów, zgodnie zasypuje własne ślady w piasku. Fascynujący jest dla mnie temat pamięci indywidualnej, jej skomplikowanych wybiegów, którymi próbuje uzdrawiać osobistą teraźniejszość. Jeszcze bardziej interesujące jest, jak dobrze potrafimy nawiązać celową współpracę w grupie, nie zamieniając na ten temat nawet słowa, aby przeszłość nie rzutowała na naszą obecną rzeczywistość. I że im bardziej unikamy jej, tym bardziej ona wpływa na nas. A przecież tożsamość, pojawia się to stwierdzenie w ustach jednego z bohaterów, zbudowana jest z tego, co wiemy o świecie i sobie samych, a więc z pamięci. Ludzie, którzy w wyniku różnych okoliczności stracili pamięć, mają ogromny problem z odnalezieniem „siebie” w świecie. Z określeniem swojej roli w nim.

D.R.: Podobno autor nie tworzy, ale „odkrywa” swoich bohaterów. Czy podczas pisania książki któraś z postaci szczególnie Panią zaskoczyła?

M.O.: Żaden z bohaterów nie trzymał się wyznaczonej mu z początku roli. Prawdopodobnie dlatego, że może tak się dziać tylko w scenariuszu. Literatura, która buduje proste scenariusze, to marna literatura. Każdy, kto weźmie do ręki „Drzewo Adama” wie, że nie ma tam prostych typologii, że nie ma podziału na konwencje „bohater i antybohater”. Bezustannie zaskakiwali mnie niemal wszyscy bohaterowie. I nadal zaskakują, bo ich historie nie są przecież zamknięte, wiele wątków domaga się domknięcia.

D.R.: Właśnie. To pierwszy tom serii „Las". Co czeka Adama i czytelników w kolejnej części?

M.O.: Leśna gęstwina. Idziemy w głąb puszczy, dowiadujemy się, że każde drzewo ma korzenie i może wypuścić nowe pędy również z uciętego pnia. Wiosną poprosiłam syna o wycięcie brzózki, która kilka lat temu rozsiała się w pobliżu okien mojej sypialni. Rosła pośród dość wysokich roślin, na frontowej rabacie, miała już ze trzy metry. Wyciął ją, ale nie wykopał korzeni. Kiedy ostatnio poszłam porządkować tę rabatę, ze zdumieniem odkryłam niemal metrowe odrosty brzozy pośród wybujałych liści piwonii. Mam nadzieję, że kolejny tom odkryje zupełnie nowe oblicze Połap. Nowe pędy mogą wyrosnąć również z odrąbanych pni.

D.R.: Bardzo dziękuję za rozmowę.


Zainteresowała Cię rozmowa? Przeczytaj książkę! Można ją wygrać w naszym KONKURSIE!

Diana Rusiłowicz

Diana Rusiłowicz

24@bialystokonline.pl

Przeczytaj także
Popularne dzisiaj

Masz ciekawy temat?

Wiesz, że zdarzyło się coś interesującego w Białymstoku lub okolicy? Chcesz abyśmy o czymś napisali?

Napisz do nas