POLECAMY
Niezwykle opanowany zazwyczaj Adrian Siemieniec tuż przed startem rundy wiosennej nie gryzł się w język. Na konferencji prasowej przed meczem z Widzewem Łódź szkoleniowiec Żółto-Czerwonych przyznał, że nie podoba mu się atmosfera, jaka od pewnego czasu panuje wokół białostockiego klubu.
Rewolucji kadrowej nie było, ale kilka zmian jest Samed Bazdar, Guilherme Montoia, Apostolos Konstantopoulos, Nahuel Leiva - transfery takich zawodników udało się dopiąć przed startem rundy wiosennej. Po stronie strat są z kolei: Oskar Pietuszewski, Alejandro Cantero, Marcin Listkowski, Cezary Polak oraz Louka Prip. Jak zimowe okienko ocenia trener Dumy Podlasia? - Wszystko zależy od kontekstu i każdy ruch ma swój kontekst. Niektórzy zawodnicy są sprowadzani, aby od razu wskoczyć do wyjściowej jedenastki, niektórzy, aby zwiększyć rywalizację, a inni dla projektu, aby się rozwinąć i za sezon, półtora być kluczową postacią. A co do grona kontestujących nasze ruchy, to nie chcę ich komentować. Widzę, co dzieje się wokół wielu tematów. Nie umiem opisać emocji, która przeze mnie przemawia. Chyba jest to zniesmaczenie. Powinniśmy się tego wyzbyć, klub ma najlepszy moment w swojej historii, a panuje atmosfera, jakbyśmy bronili się przed spadkiem - powiedział Adrian Siemieniec, szkoleniowiec Jagiellonii. Choć wyniki są kapitalne, to negatywnych komentarzy nie brakuje Opiekun Żółto-Czerwonych odniósł się również do hejtu, z którym on, piłkarze, ale też i rodziny pracowników Jagiellonii muszą się mierzyć. - Nie wiem, czy da się to mądrze skomentować. Ta krytyka nie jest podparta żadnymi argumentami, to krytyka dla samej krytyki. Trzy lata temu, kiedy przejmowałem pierwszy zespół i klub był w trudnym momencie, towarzyszyła nam atmosfera spójności, wsparcia, większej pokory. Dzisiaj nie można mylić chęci postępu z brakiem pokory i rozróżniać elementów związanych z przejawem arogancji. Dzisiaj mamy doceniać to miejsce, w którym jesteśmy, trzeźwo na to patrzeć i nie mam na myśli samych kwestii transferowych. Dzisiaj atmosfera wokół drużyny - i nie mówię o całym społeczeństwie - jest bardzo negatywna i to mnie niepokoi. Mam odczucie, że to nie jest właściwy kierunek. Tak jak mówiłem podczas pierwszej konferencji po objęciu stanowiska szkoleniowca, na samym początku, chciałem, aby ludzie pokochali Jagiellonię. Dzisiaj mam takie wrażenie, że część społeczeństwa albo odkochała się w drużynie, albo nie robi tego tak, jak powinna. Najlepiej to widać na przykładzie transferów, decyzji trenera, dyrektora, prezesa, właściciela, zawodnika. Na koniec nie można zapominać, że to jest twój klub i masz prawo do swojej opinii, ale ilość jadu i niezasadnej krytyki mocno mnie zniesmaczyła. Słów tych nie kieruję do osób, które po meczu skandują moje nazwisko. Oni robią wiele rzeczy dla klubu i ten wniosek to nie jest generalizowanie, przekaz dla wszystkich. To przekaz dla części społeczeństwa, które uderza w te tony. Przez trzy lata zbudowaliśmy coś dużego, mam prawo do swojej opinii. Mówię głównie o tym, co dzieje się w internecie i to da się wyczuć. Moja żona, moja rodzina - nie zasłużyliśmy sobie na takie traktowanie. Zaczęło się od hejtu, który spadł na moją małżonkę. Przed ostatnią galą dostałem od dziennikarza pytanie o Hermesa i Martina i z lekkim przekąsem powiedziałem, że muszę zapytać żonę, bo jeżeli część społeczeństwa uważa, że to ona zwalnia członków sztabu, to idąc tym tropem, także ona ich zatrudnia, dlatego najlepiej byłoby ją zapytać o pomysł na funkcjonowanie Hermesa i Martina. Jako ojciec i mąż nie zgadzam się na to. Abstrahując od wątku rodzinnego ktoś, kto powiela takie treści, podważa moje kompetencje trenerskie. Oczywiście ludzie mają prawo do swoich opinii, ale jako trener także mam prawo do konfrontacji i prostowania pewnych kwestii. Mam wrażenie, że dzisiaj ludziom wszystko spowszedniało. Nie ma już takiej ekscytacji meczami w Europie. W Ekstraklasie nie ma już radości z wygranej, a jest marudzenie na styl. Krytykuje się każdy ruch transferowy, czy decyzję trenera. Kolejnym przykładem są opinie po plotkach o odejściu Dusana Stojinovicia do Orlando. Nagle wszyscy płaczą, że tracimy filar obrony, a jeszcze rok temu wielu łapało się za głowę w momencie, w którym pozwalałem Dusanowi wejść na boisko, bo przecież miał on być zbyt słaby na Jagiellonię - w ten bardzo obszerny sposób atmosferę wokół klubu podsumował 34-latek. Jedni szastają forsą, drudzy każdą złotówkę oglądają dwukrotnie Trener Jagi skomentował także sytuację w Widzewie, który zimą wydał na transfery ponad 13 mln euro, aczkolwiek akurat na tym spotkaniu z dziennikarzami opiekun Jagi nie chciał zbyt mocno zagłębiać się w tematy czystko piłkarskie i te dotyczące przeciwnika. - Nie wiem, jaka jest filozofa Widzewa. Oczywiście imponuje kwota transferowa tego klubu, w kontekście sezonu mówimy o całym budżecie Jagiellonii. Dla nas są to kwoty ogromne. Jak to się przełoży na boisko? Pokaże życie. Trudno jest dzisiaj na to odpowiedzieć. Mamy pierwszy mecz i mamy swoje oczekiwania oraz ambicje, podobnie jak Widzew, na którym ciąży ogromna presja medialna. Do tego dochodzi pełny stadion, inauguracja rundy. W takich momentach kluczowe są doświadczenie i kontrola emocji, to, kto weźmie kontrolę nad spotkaniem, spójność grupy, zespołowość. A na koniec wygra lepsza drużyna i wydaje mi się, że tak powinno być, ale czasami jedna sytuacja może wpłynąć na końcowy wynik - oznajmił Siemieniec.
Rafał Żuk
rafal.zuk@bialystokonline.pl
Aktualności 18:00
Sport 17:39
Kulinaria 16:00
Aktualności 15:50
Kultura i Rozrywka 14:30
Kryminalne 14:01
Praca 13:00
Masz ciekawy temat?
Wiesz, że zdarzyło się coś interesującego w Białymstoku lub okolicy? Chcesz abyśmy o czymś napisali?
Napisz do nas
Więcej informacji